Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Umarł król, niech żyje król!

Umarł król, niech żyje król!

Piłka nożna | 23 kwietnia 2013 23:34 | Jakub Kacprzak

fot. Getty Images

Miało być starcie tytanów. Liczyliśmy na ogromne widowisko, wielkie emocje i wyrównane spotkanie. Jednak Bayern Monachium pokazał niesamowity, wręcz nieziemski pokaz siły i zrównał z ziemią klub, który do niedawna mógł się mianować jeśli nie najlepszym, to jednym z najlepszych zespołów w historii futbolu. 4:0 na Allianz Arena. Nie, nie napisałem z błędem. Jeśli ktoś tego spotkania nie oglądał może być w szoku. Duma Bawarii wygrała z Dumą Katalonii w takim stylu, że nikt, ani nic nie może odmówić Niemcom tego, że byli o kilka poziomów lepsi.

 

Przyznam się szczerze, że jestem w szoku. Spodziewałem się wygranej Bayernu. Wiedziałem, że są mocniejsi. Jednak kompletnie rozłożył mnie na łopatki styl, w jakim monachijczycy sięgnęli po zwycięstwo. W końcu to Barcelona. Klub, który ma Messiego, Iniestę i Xaviego – tercet praktycznie nigdzie indziej nie spotykany. Jeszcze rok temu Bayern przegrał wszystko co mógł. Byli drudzy w Bundeslidze, Lidze Mistrzów i Pucharze Niemiec. Niemieccy piłkarze polegli na Euro, które padło łupem ¾ składu Blaugrany. Oczywiście wszyscy wiedzieli, że Katalończycy nie są tak mocni obecnie. Że mają swoje problemy. Wiadomym było, że Messi nie jest w stu procentach zdrowy, że w linii obrony nie zagra ani Puyol, ani Mascherano. Jednak nikt nie spodziewał się takiego pogromu! Bayern był lepszy pod każdym względem. Mądrzej rozgrywał, lepiej atakował, lepiej bronił, nie popełniał głupich błędów. Każdy piłkarz grał na maksimum swoich możliwości i nie odpuszczał. Jupp Heynckes rozpracował rywali pod względem taktycznym doskonale. Nie dał im żadnych szans i sprawił, że wspomniany już przeze mnie tercet Barcy nie istniał. Messi schowany w środku pola co chwilę tracił piłkę. Iniesta, który jest czarodziejem futbolu popełniał proste błędy. Xavi nie ukąsił defensywy Monachium ani jednym groźnym podaniem.


Trzeba też przyznać, że wielu zawodników Dumy Katalonii zawiodło. Najgorzej zaprezentował się Gerard Pique. To, że zmienił fryzurę i zaczął wyglądać jak Pep Guardiola w niczym mu nie pomogło. Wyglądał na Allianz Arena jak słoń w składzie porcelany. Co chwila leżał na ziemi po szybkich zwodach rywali, a we własnym polu karnym nie rządził tak, jak przyzwyczaił nas do tego Carles Puyol. Jordi Alba nie dawał sobie rady z Arjenem Robbenem, a Dani Alves po drugiej stronie tak samo bezradnie wojował z Franckiem Ribery. Wyłączenie z gry środka pola Blaugrany było kluczem do sukcesu dla monachijskiego kolosa. Byłem pod wrażeniem ogromnej pracy w defensywie całego zespołu z Niemiec. Nawet Robben wracał się pod własne pole karne i walczył o każdą piłkę. Jednak idealnie obrazuje zaangażowanie Bayernu Thomas Muller. Facet miał już kontuzję gdy strzelił bramkę na 4:0. Pokazywał chwilę wcześniej, że musi opuścić murawę. Mimo to przeczekał jeszcze chwilę i dobił rywali. Nie odpuścił.


Tito Vilanova nie zareagował w żaden sposób. Wprowadzenie na samą końcówkę Davida Villi to był już łabędzi śpiew. W całym spotkaniu Barcelona zmieniła tylko jednego zawodnika. I nie była to zmiana ofensywna. Villa wszedł za Pedro. Na ławce został Cesc i Thiago. Blaugrana oddała zaledwie 4 strzały, z czego dwa w światło bramki. Bayern 13. Dziewięć było celnych. Cztery znalazły drogę do siatki. Co z tego, że barcelońska drużyna miała 63%, skoro nie przekładało się to na podbramkowe sytuacje? Dodatkowo pamiętajmy, że ekipie z Monachium należały się dwa ewidentne rzuty karne, po zagraniach ręką w polu karnym. I o tym, że chyba mimo wszystko, przy golu Robbena był faul Mullera. Jednak nie zmienia to całokształtu. W starciu dwóch FCB lepsza była niemiecka wersja. To był pokaz niczym w świecie motoryzacji. Niemieckie Porsche nie tylko wyprzedziło, ale i zdublowało hiszpańskiego Seata.


Stało się więc coś, co kiedyś nadejść musiało. Wszyscy zastanawiali się kiedy Barcelonie zabraknie tchu i okaże się tak ludzka i śmiertelna jak inne zespoły. Cała sprawa polega na tym, że Bayern smaku upadku, całkowitej porażki już skosztował. Natomiast Katalończycy dopiero teraz poczuli jak to jest być zwykłym śmiertelnikiem. W tym sezonie Duma Katalonii uległa Realowi, Milanowi, Celticowi, oraz męczyła się z PSG. Teraz została zmieciona przez Bayern. Nie idzie jej tak jak nas do tego przyzwyczaiła. Natomiast Duma Bawarii ma wszystko w swoich rękach. W rewanżu oprócz świetnej zaliczki bramkowej, będzie miała tę przewagę, że Barcelona nie będzie mogła skorzystać z Jordiego Alby. Lepsza ławka rezerwowych też robi swoje. Dodatkowego smaczku dodaje to, że rewanż jest na Camp Nou – stadionie, na którym w 1999 roku Bayern przegrał finał Ligi Mistrzów po pamiętnym dramacie z Manchesterem United. Jednak cała przewaga leży po ich stronie. A Barcelona? Musi zacząć na nowo cieszyć się piłką.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)