Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Po prostu Lewandowski!

Po prostu Lewandowski!

Piłka nożna | 24 kwietnia 2013 23:49 | Jakub Kacprzak


Miał być rewanż Królewskich. Wielki mecz, który Jose Mourinho i jego podopiecznych miał przybliżyć do upragnionego finału Ligi Mistrzów. Przed spotkaniem zadałem pytanie jednemu ze specjalistów LM, Paulowi Bryanowi, co wymyśli The Special One, by powstrzymać Roberta Lewandowskiego. Odpowiedział mi, że Mourinho to zbyt dobry trener, by skupiał się tylko na jednym z rywali. Okazało się, że jednak powinien na naszym snajperze skupić się szczególnie. Panie i Panowie. Wynik dzisiejszego spotkania brzmi: Robert Lewandowski 4 – Real Madryt 1!


W fazie grupowej niemiecko-hiszpański pojedynek mieliśmy dwukrotnie. BVB wyszło na pierwszym miejscu z grupy śmierci i w starciu z Realem zdobyło cztery punkty. Lewandowski zdobył wtedy jedną bramkę. Przed rozpoczęciem półfinału większe szanse dawało się Hiszpanom. Ja obstawiałem 2:1 dla gospodarzy. Okazało się, że jednak dortmundczycy dziś nie dali praktycznie szans rywalom. Znakomity mecz zagrali niemal wszyscy zawodnicy. Gdyby nie błąd Hummelsa, Real nie zdobyłby dziś żadnej bramki. Jurgen Klopp rozegrał spotkanie doskonale, jeśli chodzi o taktykę. Dwójka Bender – Gundogan wyłączyli kompletnie z gry środek pola Realu. Xabi Alonso, Sami Khedira i Mesut Ozil byli bezradni dziś. Ten pierwszy jedynie raz zaistniał na murawie, gdy sfaulował w polu karnym Reusa. Roman Weidenfeller bronił fantastycznie i doprowadzał do białej gorączki Cristiano Ronaldo. Łukasz Piszczek spisywał się doskonale na prawym skrzydle, a Marcel Schmelzer na lewym. Mi najbardziej podobała się jednak linia pomocy. Wspomniani Bender i Gundogan harowali non stop, a Goetze z Kubą Błaszczykowskim szaleli na skrzydłach. No i Robert Lewandowski. Spokojny, opanowany, grający z polotem i gracją. Ale o Lewym będzie osobno.


Real nie grał dziś swojej piłki. Nerwowe wykopywanie futbolówki spod własnego pola karnego, oddanie inicjatywy Borussi. Mourinho ewidentnie skupił swoich podopiecznych na kontratakach. Udał się im tylko jeden. I to nie dzięki doskonałym rozegraniu akcji, a fatalnym błędzie Matsa Hummelsa, który bez wątpienia był najsłabszą postacią w BVB. Cristiano Ronaldo był wyłączony z gry. Miał jedną okazję z rzutu wolnego, ale górą był bramkarz Dortmundu. Z akcji miał dwie okazje. Jedną wykorzystał. Drugi raz lepszy znów był Roman Weidenfeller. Nie istniał Xabi Alonso, a obrona Realu wyglądała tak, jakby pierwszy raz ze sobą dopiero grali. Nie można mieć pretensji do Diego Lopeza. Ten przy żadnej bramce nie zawinił. Czego więc zabrakło Królewskim? Przede wszystkim pomysłu. Nastawienie: dajemy BVB prowadzić grę i kontratakujemy kompletnie nie wypaliło. Co gorsza znów sprawdziło się to, że jeśli wyłączony z gry zostanie Cristiano Ronaldo to cały zespół ze stolicy Hiszpanii ma problem. Ogromny problem.


Borussia grała zdyscyplinowanie, spokojnie, gdyby nie było błędów Hummelsa, to można byłoby nazwać ich grę perfekcyjną. Pressing, rozsądne rozgrywanie piłki i wykorzystywanie całej przestrzeni boiska. Wyłącznie z gry CR7, Ozila i Xabiego Alonso było kluczowe. No i skuteczność. BVB oddało 10 strzałów. Osiem było w światło bramki. Wpadło cztery razy. Real oddał o dwa strzały mniej, z czego sześć było w kierunku Romana Weidenfellera. Co z tego, że o 4% więcej posiadanie piłki miał Real, skoro nie przekładało się to na lepszą grę? Zaledwie 2 rzuty rożne mieli podopieczni Mourinho. O dwa więcej ekipa Kloppa. Madrytczycy nie mieli w ogóle pomysłu jak pokonać BVB.


A teraz przejdźmy do Roberta Lewandowskiego. Trzeba mu poświęcić tutaj osobne akapity. Nie dlatego, że nas reprezentuje, ale dlatego, że właśnie przeszedł do historii futbolu. Jest pierwszym zawodnikiem w historii Ligi Mistrzów, który strzelił hat tricka (nie wspominając już o 4 golach) Realowi w tych rozgrywkach. Jedynym, który czterokrotnie trafiał do siatki w jednym meczu, na poziomie półfinału. Stał się dziś Lewy najskuteczniejszym strzelcem Borussi w Lidze Mistrzów. Wyprzedził o jedno trafienie Jana Kollera. Wyprzedził też Krzysztofa Warzychę, w klasyfikacji najskuteczniejszych Polaków i to o trzy bramki. W tej edycji ma 10 bramek. O dwie wyprzedza go Cristiano Ronaldo. Natomiast o dwie, Robert wyprzedza Leo Messiego. Warto dodać, że nasz reprezentant ma także na koncie dwie asysty.


Był to więc historyczny wieczór dla Roberta. Dołączył do wąskiego grona piłkarzy, którzy w Lidze Mistrzów zdobyli cztery gole w jednym spotkaniu. Poprzednio czynili to van Basten, S.Inzaghi, Prso, van Nistelrooy, Szewczenko, Messi, Gomis i M.Gomez. Jednak jedynie Argentyńczyk i Niemiec czynili to poza fazą grupową. Tylko Lewy jednak strzelał w półfinale. Pokazuje to jak niesamowity jest to wyczyn. Zawsze zastanawiałem się co czuli fani piłki gdy w latach 80, XXI wieku, Zbigniew Boniek czarował rywali na murawie w barwach Juventusu. Dziś już wiem. Dziś poczułem, jak to jest mieć wielkiego zawodnika z pola, w klasowej europejskiej drużynie, która zmierza ku finałowi Ligi Mistrzów.


Jose Mourinho stwierdził, że o Robercie wiedzieli jego podopieczni wszystko. Cały świat dziś zachwyca się Lewym i jego spektaklem przeciwko Realowi. Pisze on niesamowitą historię. Jeszcze w 2008 roku grał w barwach Znicza Pruszków. 5 lat minęło, a strzela on cztery bramki Realowi Madryt w półfinale Ligi Mistrzów. I to jest najlepsze podsumowanie tego co dziś się działo. Robert Lewandowski – 4, Real Madryt -1.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)