Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Pogoń ucieka Podbeskidziu

Pogoń ucieka Podbeskidziu

Piłka nożna | 27 kwietnia 2013 00:00 | Hubert Błaszczyk
Dariusz Wdowczyk
fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news
Dariusz Wdowczyk

Pierwsze zwycięstwo w rundzie wiosennej odnieśli piłkarze Pogoni Szczecin. Portowcy pokonali w piątek Koronę Kielce 2:1. W nietypowym spotkaniu wszystkie bramki strzelali obrońcy. W drugim piątkowy pojedynku Wisła po fatalnym błędzie obrońcy Widzewa wygrała skromnie 1:0.


Pogoń Szczecin – Korona Kielce 2:1
Pogoni w ostatnich tygodniach w oczy zaczęło zaglądać widmo spadku. Zespół Dariusza Wdowczyka nie potrafił wygrać na wiosnę, a w dodatku coraz lepiej zaczęło poczynać sobie Podbeskidzie Bielsko-Biała. Górale dynamiczną pogoń za Portowcami zakończyli jednak przed tygodniem remisem z GKS-em Bełchatów. To dodało wiatru w żagle Pogoni, która prowadziła w Warszawie do przerwy z Legią 1:0. Na niezłej pierwszej połówce się skończyło. W piątek gospodarze zagrali dobrze też tylko w pierwszej połowie. Mecz rozstrzygnęły właściwie rzuty rożne. To właśnie po nich padły wszystkie bramki w tym pojedynku. Najpierw do bramki trafił Piotr Malarczyk. Prowadzenie nie uśpiło Korony, która miała szansę na podwyższenie wyniku. Sytuacji sam na sam z Dusanem Pernisem nie wykorzystał jednak Michał Janota. To zemściło się na kielczanach, których dwukrotnie skarcił ich były zawodnik – Hernani. Brazylijczyk pokonał Zbigniewa Małkowskiego strzałami z woleja oraz świetną główką. W drugiej połowie gra przeniosła się do środkowych sektorów boiska. Nie brakowało osławionej już walki, nie brakowało kretyńskich żółtych kartek. Jeśli już o kartkach mowa, to ponownie w annałach musiał zapisać się Kamil Kuzera. Były zawodnik Wisły Kraków wyleciał z boiska w 85. minucie. Widocznie sytuacja z Gdańska niewiele go nauczyła. Korona jest więc nadal bez zwycięstwa na wyjeździe od blisko roku. Tymczasem Pogoń odskoczyła od Podbeskidzia na bezpieczne siedem punktów i ciężko już będzie jej taki kapitał roztrwonić.


Wisła Kraków – Widzew Łódź 1:0
Tego typu meczów powinni zabronić. Żenująco słaba gra z obu stron, a w tle brak dopingu. Wszystkiemu winien jest wojewoda małopolski, Jerzy Miller, który zamknął trybunę gości, przez co kibice Widzewa Łódź dopingowali swój zespół spod bram stadionu. Z łódzkimi sympatykami solidaryzowali się kibice Wisły, którzy postanowili nie dopingować swojego zespołu do 70. minuty spotkania. Protest rozpoczęli tuż po klubowym hymnie. W zasadzie do 50. minuty to właśnie protest kibiców, a nie boiskowe wydarzenia były najciekawszym zjawiskiem piątkowego wieczoru przy Reymonta. 5 minut po wznowieniu gry wyczyn Matsa Hummelsa z meczu Ligi Mistrzów skopiował Dino Gavrić, prezentując bramkę Wiśle na 1:0. Zespołowi Widzewa szybko chciał się zrewanżować Osman Chavez. Honduranin bawił się na własnej połówce i przez chwilę zapomniał, że jest stoperem. Piłkę od Chaveza przejął Marcin Kaczmarek. Wychodzącego na czystą pozycję zawodnika Widzewa sfaulował niesforny obrońca Wisły i krakowianie musieli do końca meczu radzić sobie w „10”. Na boisku nie było tego jednak widać, bo Widzew nie stworzył sobie nawet pół dogodnej sytuacji, choć mocno starał się o to bramkarz Michał Miśkiewicz, który w AC Milanie nauczył się chyba tylko podawania bidonów.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)