Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Widziane z Gdańska - co z tą Lechią?

Widziane z Gdańska - co z tą Lechią?

Piłka nożna | 30 kwietnia 2013 08:00 | Przemysław Drewniak
Kiedy Lechia zagra na miarę swojego pięknego obiektu?
fot. wikipedia.org
Kiedy Lechia zagra na miarę swojego pięknego obiektu?

Jeszcze kilka lat temu na piłkarskiej mapie Polski Lechia Gdańsk praktycznie nie istniała. Źle zarządzany i przerzucany z rąk do rąk klub w 2001 roku musiał rozpoczynać budowę nowej potęgi od gdańskiej A-klasy, a powrót na salony zajął mu siedem lat. Dziś w Gdańsku po tamtych czasach nie ma już ani śladu. Jest za to piękne, rozwijające się miasto, jeden z najładniejszych stadionów w Europie, możny sponsor i marzący o najwyższych trofeach kibice. Teoretycznie więc biało-zieloni już teraz powinni bić się o mistrzostwo Polski lub co najmniej o udział w europejskich pucharach. Tymczasem wygląda na to, że już drugi sezon z rzędu zakończy się dla tutejszych kibiców całkowitym rozczarowaniem, a Lechia zakończy go na nędznym miejscu w drugiej części tabeli. Dlaczego klub z takimi aspiracjami znów zawodzi na całej linii?


Kibicują nawet tramwaje


Wystarczy krótki spacer po Gdańsku, by przekonać się, że za Lechią jest całe miasto. W dniu meczu z Podbeskidziem już wczesnym rankiem po ulicach centrum przechadzali się odziani w biało-zielone barwy kibice. Gadżety z logiem klubu można nabyć niemal wszędzie od Letnicy, gdzie znajduje się PGE Arena, po Stare Miasto, gdzie w każdym, nawet najmniejszym sklepie z pamiątkami nie brakuje szalika Lechii. Te wiszą nawet na przednich szybach tramwajów jeżdżących po ulicach Gdańska. Niedawno na nowym stadionie otwarto dopiero drugie w Polsce, klubowe muzeum, które cieszy się ponoć niemałym zainteresowaniem. Za tym wszystkim stoi robiący ogromne wrażenie, najpiękniejszy stadion w Ekstraklasie. Wydaje się, że w Gdańsku jest moda na Lechię. W dodatku ceny biletów na ligowe mecze drużyny nie należą do najwyższych. Ale frekwencja na meczach biało-zielonych jest zatrważająco niska i niczym nie różni się od tej, którą notowano na starym stadionie przy ul. Traugutta. Na sobotnim spotkaniu z „Góralami” pojawiło się mniej niż 10 tysięcy fanów. Kilka tygodni wcześniej, gdy rywal był znacznie bardziej atrakcyjny (zaprzyjaźniona Wisła Kraków), na PGE Arenę pofatygowało się zaledwie trzy tysiące ludzi więcej. Wygląda więc na to, że odkąd w mieście funkcjonuje 40-tysięczny stadion, nie przekonano do przychodzenia na mecze Lechii żadnych nowych kibiców. Są jedynie ci, którzy od lat regularnie śledzą poczynania drużyny. Dlaczego w Gdańsku tak marnuje się wielki potencjał, jaki stworzyła organizacja przez miasto mistrzostw Europy w zeszłym roku? Przyczyna tkwi przede wszystkim w postawie drużyny, której kibice już od dłuższego czasu zarzucają brak ambicji i nieudolność. Nie bezpodstawnie.


Wiosenne rozczarowanie

 

Ten sezon miał być dla gdańszczan swego rodzaju katharsis po fatalnych ubiegłorocznych rozgrywkach. Wówczas Lechia miała szczęście, że w Ekstraklasie występowały ŁKS Łódź i Cracovia – biało-zieloni w 30 meczach zdobyli zaledwie 31 punktów i wylądowali na 13. miejscu. Taki był efekt fatalnej polityki transferowej, jaką obrali włodarze klubu z Gdańska. Do drużyny ściągnięto bezproduktywnych piłkarzy z zagranicy, którzy tylko blokowali miejsca w składzie miejscowej młodzieży. Do dziś takie nazwiska jak Benson, Tadić czy Bajić odbijają się czkawką ludziom odpowiedzialnym za transfery Lechii. Wzorem Legii, Zagłębia i innych polskich klubów postawiono więc na młodzież, która wraz z kilkoma doświadczonymi zawodnikami miała odmienić oblicze gry ekipy z Trójmiasta. Na stanowisko trenera zatrudniono Bogusława Kaczmarka, a Lechia z powodzeniem miała walczyć o miejsce w pierwszej piątce-szóstce Ekstraklasy. Po rundzie jesiennej wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem – gdańszczanie zajmowali szóste miejsce w tabeli, a ich gra mogła się podobać. Wystarczyło jednak, by zimą odszedł najlepszy w drużynie Abdou Razack Traore, by gra biało-zielonych całkowicie się posypała.


Większość wiosennych meczów Lechii wyglądała bardzo podobnie. Można odnieść wrażenie, że drużyna Kaczmarka niby nieźle gra w piłkę, potrafi stwarzać sobie sytuacje i długo przesiadywać na połowie rywala. Ale gdy już zabłyśnie szybkim rozegraniem piłki i zbliży się do bramki przeciwnika, rozpoczyna się festiwal nieskuteczności. Tak było m.in. w spotkaniach u siebie z Wisłą i Pogonią, czy na wyjeździe we Wrocławiu, gdy nieudolność ofensywnych graczy pozbawiła Lechię szans na zwycięstwa.


Pokładanych w nim nadziei nie spełnia napastnik Adam Duda. Kaczmarek stale wspiera swojego zawodnika, przekonując dziennikarzy o jego sporym talencie. Kibice jednak wątpią w te zapewnienia, bo choć Duda strzelił wiosną trzy bramki, to zmarnował pięć razy tyle sytuacji i prezentuje się przeciętnie. To samo można powiedzieć o Pawle Buzale i Piotrze Wiśniewskim, którzy nie mają na swoich pozycjach wartościowych zmienników i bez względu na prezentowaną dyspozycję występują w wyjściowym składzie.


O pomstę do nieba woła także wiosną postawa Lechii w defensywie. Szesnaście straconych bramek w siedmiu rozegranych meczach to fatalny wynik – najgorszy w lidze obok Pogoni Szczecin. Najwięcej goli gdańszczanie tracili po stałych fragmentach gry i po indywidualnych błędach swoich bramkarzy. Historia powtórzyła się w meczu z Podbeskidziem, gdy pierwsze trafienie bielszczanie zaliczyli po rzucie rożnym, a przy bramce na 2:0 po strzale Marko Cetkovicia popełniający błąd za błędem Michał Buchalik wybił piłkę wprost pod nogi Damiana Chmiela. – Mamy problem z bramkarzami – przyznał na pomeczowej konferencji trener Kaczmarek, który przed spotkaniem z Podbeskidziem nie miał wyjścia. Kontuzje Sebastiana Małkowskiego i Bartosza Kanieckiego zmusiły go do postawienia na Buchalika, którego pomyłka pozbawiła Lechię kolejnych punktów. Jak przyznał szkoleniowiec, w zaistniałej sytuacji szansę na grę między słupkami być może dostanie wkrótce wychowanek klubu, 19-letni Patryk Sobczak.


Brak ambicji?


Ale to nie zmarnowane sytuacje, czy błąd Buchalika spowodowały, że po meczu z Podbeskidziem piłkarze Lechii zostali przez swoich kibiców wygwizdani. Najgorsze w postawie podopiecznych Kaczmarka było to, że w ich grze nie było widać ambicji i chęci zwycięstwa. Wyglądało to tak, jakby gdańszczanie dopiero po drugiej bramce rywali obudzili się i przypomnieli sobie, że rozgrywają mecz. Drużynę poderwali do boju piłkarze wprowadzeni do gry w drugiej połowie – Mateusz Machaj, Damian Kugiel i autor pięknej bramki Przemysław Frankowski. W ostatnich piętnastu minutach ta trójka wykazała więcej woli walki, niż wcześniej przez cały mecz Buzała, Wiśniewski i Duda. Na brak zaangażowania z pewnością wpływa pozycja w tabeli – Lechii nie grozi już spadek, ani raczej walka o miejsce w czołówce. Biało-zieloni powinni robić jednak wszystko, by na świecącą w sobotę pustkami PGE Arenę ściągnąć jak najwięcej kibiców. Wiosną nie dają im ku temu żadnych powodów.


Zastanawiająca jest także niemoc Lechii w meczach rozgrywanych przed własną publicznością. Nie mieści się w głowie, że od momentu otwarcia PGE Areny gdańszczanie wygrali u siebie zaledwie 6 z 24 rozegranych spotkań! Czym to jest spowodowane? Przyczyn moglibyśmy wymieniać mnóstwo: nieskuteczność, presja, brak boiskowego lidera, który zmobilizowałby w trudnych momentach zespół… Efektem jest niska frekwencja i wyraźne zniecierpliwienie miejscowych kibiców, którzy w sobotę już po pierwszej bramce dla Podbeskidzia zaczęli gwizdać na swoich piłkarzy, a po drugiej niektórzy z nich skierowali się w stronę wyjścia.


Stracony sezon


Ten sezon działacze Lechii mogą już powoli spisywać na straty. Znów nie udało się przyciągnąć na stadion kibiców, a drużyna raczej jest już bez szans na miejsce w ligowej czołówce. W Gdańsku postawiono na młodzież - i dobrze, bo taka strategia prędzej czy później się sprawdzi, a na Pomorzu młodych zdolnych nie brakuje. Znów jednak nie trafiono z transferami. Większość kibiców Lechii pewnie nawet nie wie jak wyglądają tacy zawodnicy jak Christopher Oualembo, Julian Ripoli czy ściągnięty z V ligi francuskiej Mohammed Rahoui. Od kogo ma więc uczyć się wprowadzana do drużyny młodzież? Od momentu odejścia Razacka Traore w zespole brakuje autorytetów i piłkarzy, których ci młodzi mogliby z podziwem podglądać na treningach.


W Gdańsku oczekiwania i możliwości są zbyt duże, by stawiać na powolne budowanie drużyny i nie wymierzać sobie ambitnych celów. Lechia już teraz musi bić się o najwyższe cele i wzorem innych klubów z dużych miast na stałe dołączyć do ligowej czołówki. Jeśli latem do drużyny nie trafi kilku klasowych zawodników, którzy pociągną za sobą młodzież i wywindują Lechię w górne rejony tabeli, cierpliwość kibiców i sponsorów może się wkrótce wyczerpać.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)