Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Do ostatniej minuty, z dwoma golami, ale bez cudu – Borussia w finale Ligi Mistrzów!

Do ostatniej minuty, z dwoma golami, ale bez cudu – Borussia w finale Ligi Mistrzów!

Piłka nożna | 01 maja 2013 00:46 | Michał Kozera

fot. BVB.Canon/flickr.com

90 minut pogoni hiszpańskiego zespołu dopiero pod koniec meczu zaczęło przynosić rezultaty. Niestety, czasu było już za mało, a zespół z Dortmundu zadania nie ułatwiał. Nie ma jednak na co narzekać, bo spotkanie było godne meczu półfinałowego Ligi Mistrzów.


Tym razem nie mogło być mowy o pozwoleniu Lewandowskiemu na strzelenie tak dużej liczby goli. Gdyby do tego doszło, to obrona Realu straciłaby na wartości, tej zaś nabyłby jeszcze więcej polski snajper. Tym razem jednak Jose Mourinho odpowiednio pokierował linią defensywną, a o świetnym meczu może mówić Diego Lopez.


Początek meczu pokazał, że Real u siebie chce szybko odrobić ogromną stratę bramkową. Królewscy bez skrupułów próbowali przebić się przez obronę Borussi, widać jednak było, że piłkarzom w białych koszulkach brakuje celności. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, co próbowali udowodnić piłkarze „polskiej” drużyny, kontrując kontry Realu. W jednym jak i drugim przypadku albo brakowało skuteczności, albo wzorowo bramek bronili bramkarze.


Po 15 minutach meczu akcji obu drużyn było tyle, by obdzielić nimi niejedno spotkanie. Swoje szanse zdążyli zmarnować już zarówno Ronaldo jak i Lewandowski. Szansę na dalszy wkład w spotkanie stracił również Goetze, który gdzieś, po kryjomu złapał kontuzję lub uznał, że nie ma co się męczyć, a awans jest pewny.


Dalsze minuty to bez wątpienia co raz więcej materiału do skrótu spotkania. Ten zresztą należeć zapewne będzie do najobszerniejszych. Real nadal podbijał posiadanie piłki, starał się również atakować bramkę Weidenfellera, niemiecki golkiper jednak był zawodnikiem meczu wśród graczy z Dortmundu. W międzyczasie dłużny nie pozostawał Diego Lopez, bez potknięcia wykonujący swoje zadanie na bramce Realu, wcale nie tak zapomnianej – Lewandowski i spółka nie szczędzili w kontrach.


Dość delikatna i przepisowa dotychczas Borussia Dortmund zaczęła nadrabiać „straty” i uzbierała 3 kartki. I znów – Real gorszy być nie chciał, bo grę z prawdziwym poświęceniem, przewinieniem i kartką przypłaciło 4 zawodników. Co jednak z tego, jeśli wynik nadal nie został otwarty? Mourinho w 57 minucie postanowił zdecydować się na podwójną zmianę i na plac boju posłał Kakę oraz Benzemę, dając odpocząć Coentrao i Higuainowi (którego wymowy nazwiska nadal nie jest pewien – Igain czy Igłajn? Komentatorzy N nie pomogli mi w decyzji).


Zmiana na boisku ożywiła znacznie grę Realu, a Kaka wniósł sporo pomysłu na boisko. Niestety, The Special One zapomniał wręczyć mu też zestawu skuteczności, bo nadal akcje Realu albo były psute przez samych Królewskich, albo zmieniały się w interwencje obrońców Borussi.


I tak do końcówki meczu – Real swoje, Borussia swoje, a worek bramek został w Dortmundzie. Gospodarze zrobili się nerwowi, bo przecież aż 3 bramek brakowało im do awansu. No i stało się – w 83 minucie Kaka rozkręcił trochę defensywę rywala oraz swoich kolegów, posłał podanie do Oezila, ten wystawił piłkę pod samą bramkę i tak nie zabrakło nogi Benzemy, który dał Realowi prowadzenie!


Mało czasu zostało, ale Królewscy znaleźli się na fali. Rzucili się wręcz na przeciwnika, zaganiając ich na własną połowę. Piłka była rozgrywana szybko, bo to nie był już moment na spokojne konstruowanie akcji. Trzeba było przenieść wszystkie dostępne siły do przodu by zrobić kolejny krok ku Wembley i… Udało się, 2:0! Jeszcze przed chwilą Weidenfeller po raz kolejny dokonał niemożliwego, tym razem jednak się nie udało! Akcja prowadzona w polu karnym Borussi, piłkę przed linią końcową trzyma Benzema, krótko, lecz zdecydowanie podaje ją do Ramosa, ten oddaje strzał lewą nogą z paru metrów, posyłając piłkę obok Subotica oraz rąk bramkarza.


88 minuta to kiepski moment na bramkę, jeżeli potrzeba strzelić jeszcze jedną. Tym bardziej, gdy Modrić fauluje Bendera, który pada na murawę i nie wstaje z niej na tyle długo, że pojawiają się nosze. Howard Webb dolicza pięć minut, co wydaje się dość mało, a przede wszystkim zbyt krótko przedłuża to świetne widowisko. W 92 minucie Real zyskuje rzut rożny, na co owacyjnie reagują trybuny oraz Lopez, pędzący „na główkę”. Niestety, piłka leci na Ramosa, który nie potrafi drugi raz trafić do siatki. Trafia obok.


Znów zaczyna się kontra za kontrę. Real nie biegnie daleko, Borussia również szybko kończy swój atak. Webb pozwala grać po upływie 5 minut, ale na nic to – nerwy zjadają obie jedenastki i tym sposobem gwizdek końcowy oznacza awans do finału Borussi Dortmund!


Gdy traci się na wyjeździe aż 4 bramki, taki rezultat dwumeczy jest wystarczająco sprawiedliwą karą. Drużyna pokroju Realu nie powinna sobie pozwolić na takie potknięcia, mimo ogromnej siły przeciwnika. Borussia w tym meczu pokazała, że w pełni zasługuje na awans. Wynik nie odzwierciedla przebiegu spotkania, w którym ofensywa niemieckiego teamu zmarnowała niejedną, niemalże stuprocentową, sytuację. Te lubią się mścić, na szczęście dla nich, bomba okazała się być z opóźnionym zapłonem.


Już jutro poznamy wynik drugiego meczu. Barca już pokazała, że potrafi strzelić rywalowi 4 bramki i odwrócić rezultat dwumeczu, Bayern jednak nie jest AC Milanem – to zespół o klasę silniejszy, a Niemcy wyeliminowali, moim zdaniem lepszy, Juventus. Czy niemiecka maszyna, jak w Turynie, dobije rywala czy może Camp Nou poniesie Barcelonę i ujrzymy manitę?

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)