Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Kompromitacja Górnika, bezbłędny "Kolejorz"

Kompromitacja Górnika, bezbłędny "Kolejorz"

Piłka nożna | 04 maja 2013 20:30 | Przemysław Drewniak
Prejuce Nakoulma ma o czym myśleć. Jego Górnik oddala się od ligowego podium
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Prejuce Nakoulma ma o czym myśleć. Jego Górnik oddala się od ligowego podium

Sobotnie mecze 25. kolejki T-Mobile Ekstraklasy należały do gospodarzy. Kibice w Łodzi, Bełchatowie i Poznaniu mogli świętować zwycięstwa swoich drużyn. Z kolei największym przegranym tej kolejki może być Górnik Zabrze, który w fatalnym stylu poległ na stadionie ligowego outsidera.


Widzew Łódź 3-0 Jagiellonia Białystok


Przed meczem w Łodzi to będąca ostatnio w lepszej formie Jagiellonia uznawana była za faworyta. Białostoczanie mieli zagrać dla trenera Tomasza Hajty, który z powodu zawieszenia oglądał poczynania swoich podopiecznych z kawiarenki klubowej Widzewa. Jego brak na ławce najwyraźniej zaszkodził drużynie, bo Jagiellonia zagrała dużo słabiej, niż choćby przed tygodniem w starciu z Lechem Poznań i zasłużenie przegrała 0:3 z Widzewem, który w poprzednich trzech meczach zdobył zaledwie dwa punkty.


W sobotnie popołudnie łodzianie rozegrali jednak jedno z najlepszych spotkań tej wiosny. Wstrząsnął zespołem trener Radosław Mroczkowski, który w porównaniu z meczem w Krakowie dokonał aż czterech zmian w wyjściowym składzie. Najbardziej zaskakująca była obecność w nim 20-letniego Bartłomieja Kasprzaka. Pochodzący z Podhala defensywny pomocnik po raz pierwszy zagrał w Ekstraklasie w tak dużym wymiarze czasowym i pokazał się z bardzo dobrej strony – podobnie, jak cały zespół gospodarzy.


Mecz idealnie ułożył się piłkarzom Widzewa, którzy już w 4. minucie objęli prowadzenie za sprawą uderzenia zza pola karnego Princewilla Okachiego. Po strzale nigeryjczyka piłka odbiła się jeszcze od głowy Macieja Gajosa, co zupełnie zmyliło próbującego bezradnie interweniować Jakuba Słowika. Bramka ta znacznie ułatwiła grę gospodarzom, którzy w pierwszej połowie przeważali i jeszcze kilka razy mieli okazję na podwyższenie prowadzenia.


W drużynie Jagiellonii zdecydowanie zawiedli piłkarze drugiej linii. Brylujący w ostatnich tygodniach Dani Quintana i Tomasz Kupisz przez większość spotkania byli zupełnie niewidoczni. Bezproduktywny był także Kim Min-kyun, który zastąpił w wyjściowym składzie Tomasza Frankowskiego. Na początku drugiej połowy goście nieco przyspieszyli i dwa razy zagrozili bramce Macieja Mielcarza, ale gospodarze szybko pozbawili ich nadziei na korzystny rezultat. Najpierw do siatki trafił wprowadzony na boisko w drugiej połowie Mariusz Stępiński, a kwadrans przed zakończeniem spotkania dynamiczny kontratak łodzian wykończył Łukasz Broź. Przy bramce na 3:0 efektowną asystę zaliczył Krystian Nowak, który rozpoczął mecz na ławce rezerwowych z powodu… przygotowań do matury.


Kibice w Łodzi obejrzeli żywy, interesujący mecz. Ku ich uciesze, o klasę lepsi od rywala byli w nim piłkarze Widzewa, którzy dzięki wygranej zapewnili sobie już utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Pytanie tylko, czy podopieczni trenera Mroczkowskiego zdołają w najbliższych spotkaniach utrzymać dobrą dyspozycję. Miesiąc temu również chwaliliśmy ich po wygranej na własnym boisku z Polonią (3:2), po czym łodzianie spuścili z tonu i w trzech meczach z rzędu prezentowali się bezbarwnie.


GKS Bełchatów 2-0 Górnik Zabrze


Katastrofa, tragedia, kompromitacja – takimi słowami można podsumować to, co zaprezentowali piłkarze Górnika Zabrze w Bełchatowie. Drużyna Adama Nawałki potwierdziła, że wiosną jest jednym z największych rozczarowań Ekstraklasy, a na grę w europejskich pucharach z całą pewnością nie zasługuje. W każdym razie my takiego „reprezentanta” nie chcemy. Przy tak fatalnie dysponowanym rywalu skazani na relegację piłkarze GKS-u Bełchatów nie musieli się zbytnio wysilać i z łatwością zwyciężyli 2:0.


Od początku spotkania zanosiło się na to, że w Bełchatowie czeka nas bardzo senne widowisko. Gospodarze ustawili się nieco cofnięci, licząc na przejęcia piłki na własnej połowie i okazje do kontrataków. To Górnik niby prowadził grę, ale nie miał żadnego pomysłu na sforsowanie obrony GKS-u. Prejuce Nakoulma bezskutecznie próbował rozruszać swój zespół, a zawodnicy z Bełchatowa nie pozwalali mu na rozwinięcie skrzydeł. Reprezentant Burkiny Faso nie mógł liczyć na pomoc swoich kolegów – Aleksander Kwiek, Krzysztof Mączyński i Bartosz Iwan nie potrafili stworzyć przewagi w środku pola, a Ireneusz Jeleń przypominał tego samego piłkarza, który jesienią marnował akcje kolegów w barwach Podbeskidzia. W drugiej połowie obraz gry zabrzan wyglądał tak samo, a przeprowadzone przez Adama Nawałkę zmiany nie przyniosły żadnych korzyści – Mariusz Przybylski i Grzegorz Bonin niczym nie wyróżnili się od przeciętnie grających kolegów. Bramkarz „Brunatnych”, Emilijus Zubas, został zatrudniony w tym meczu tylko raz, gdy z dystansu uderzał w drugiej połowie Mączyński.


A Bełchatów cały czas grał swoje – solidnie w obronie i konsekwentnie pod względem taktycznym. Po pół godzinie gry gospodarze zostali nagrodzeni za swoją cierpliwość. Z lewej strony boiska bardzo dobrym podaniem w pole karne popisał się boczny obrońca Rafał Kosznik, do piłki znakomicie wyszedł Bartłomiej Bartosiak i wykorzystując złe zachowanie bramkarza Norberta Witkowskiego (nieoczekiwanie zastąpił Łukasza Skorupskiego) skierował piłkę tuż przy słupku. Wynik meczu ustalili już w doliczonym czasie gry drugiej połowy rezerwowi. Krzysztof Michalak do spółki z Kamilem Poźniakiem skutecznie rozklepali defensywę Górnika, a ten drugi strzelił dopiero swoją pierwszą bramkę w Ekstraklasie.


Po tym zwycięstwie Bełchatów traci do Podbeskidzia już tylko trzy punkty, a do Pogoni Szczecin, która swój mecz rozegra jutro we Wrocławiu, brakuje jej sześciu oczek. Za tydzień piłkarze GKS-u zmierzą się na wyjeździe właśnie z „Portowcami” i jeśli Pogoń przegra ze Śląskiem, strata bełchatowian do bezpiecznego miejsca może wynosić w przyszłym tygodniu już tylko trzy punkty!


Lech Poznań 1-0 Wisła Kraków


Niech nie zwiedzie Was statystyka celnych strzałów w tym meczu. Piłkarze obu drużyn oddali bowiem przez 90 minut tylko jedno uderzenie w światło bramki. Mecz Poznaniu był jednak całkiem niezłym widowiskiem, w którym oglądaliśmy wyrównany pojedynek. Bo to jak można było się spodziewać, piłkarze Wisły zmobilizowali się na starcie z renomowanym rywalem, ale to walczący o mistrzostwo Lech przeprowadził jedyną skuteczną, i jak się okazało decydującą o końcowym wyniku akcję.


Piłkarze gospodarzy swoją grą nie rozpieszczali kibiców, którzy w liczbie 30 tysięcy dopingowali na Stadionie Miejskim „Kolejorza”. Mało aktywny był grający od pierwszej minuty Łukasz Teodorczyk, a Kasper Hamalainen nie brał na siebie rozgrywania akcji tak często, jak w poprzednich meczach. Ale tak jak w wielu spotkaniach w tym sezonie, Lechowi wystarczyła tylko jedna akcja, by zaskoczyć defensywę Wisły i objąć prowadzenie. W 45. minucie gospodarze trzema podaniami przedostali się w pole karne gości: Luis Henriquez zagrał do Gergő Lovrencsicsa, a ten doskonale dośrodkował wprost na głowę Teodorczyka. Napastnik Lecha skorzystał z tego, że stoperzy Wisły pozostawili mu zbyt wiele miejsca i zaliczył swoje premierowe trafienie w barwach drużyny z Poznania.


Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie, choć to Wisła momentami osiągała przewagę i stworzyła sobie kilka dobrych okazji do wyrównania. Najlepszą zmarnował Daniel Sikorski, który w polu karnym bardzo dobrze poradził sobie z Marcinem Kamińskim i mając przed sobą tylko Michała Miśkiewicza uderzył obok bramki. W doliczonym czasie gry swoją szansę miał też Emmanuel Sarki, ale niepilnowany w polu karnym fatalnie skiksował. Właśnie tego zabrakło Wiśle w sobotni wieczór w Poznaniu – wykończenia akcji, umiejętności postawienia kropki nad „i”. Gra zdziesiątkowanej „Białej Gwiazdy” wyglądała bowiem zaskakująco dobrze i niewiele brakowało, by podopieczni Tomasza Kulawika wywieźli punkt ze stolicy Wielkopolski. Motorem napędowym akcji gości był na skrzydle Patryk Małecki, a w środku najlepszy występ od dłuższego czasu zaliczył Łukasz Garguła. Jeśli Wisła będzie w ten sposób grała do końca sezonu, powinna częściowo zrekompensować swoim kibicom nieudany sezon i zakończyć go na przyzwoitym miejscu w tabeli. Pytanie tylko, czy trener Kulawik zdoła zmotywować swoich piłkarzy na mecze przeciwko drużynom spoza ligowej czołówki…


Lech znów nie zagrał na najwyższym poziomie, ale Mariusz Rumak doskonale wie, że na tym etapie sezonu nie liczy się styl, a punktowa zdobycz. Pod tym względem Lech radzi sobie rewelacyjnie, wygrywając już szósty mecz z rzędu. I tym razem to Legia będzie rozgrywała swoje spotkanie pod presją, bo w przypadku porażki straci na rzecz poznaniaków fotel lidera Ekstraklasy.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)