Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Siódme niebo Wigan, petrodolary szczęścia nie dały

Siódme niebo Wigan, petrodolary szczęścia nie dały

Piłka nożna | 14 maja 2013 16:51 | Michał Kozera
Maloney ustawia się do wykonania cornera. Po chwili było już 1:0!
fot. zawtowers/flickr.com
Maloney ustawia się do wykonania cornera. Po chwili było już 1:0!

To miał być spacerek, spotkanie Dawida z Goliatem. Zeszłoroczny mistrz, a dziś wice, Manchester City zmierzył się na Wembley z Wigan Athletic, ekipą z drugiego bieguna, ze strefy spadkowej angielskiej ekstraklasy. To był finał Pucharu Anglii, a jego nowy właściciel powinien być czymś oczywistym. Trofeum trafiło w ręce graczy Wigan. Magia piłki nożnej, ligi angielskiej oraz stadionu Wembley.


„Futbol, cholera jasna!” – przynosi słowa Fergusona ślina na język gdy słyszy się echa sobotniego finału FA Cup. Spotkanie jedenastek zupełnie różnych, klubów zupełnie sobie niepodobnych, mecz, którego się nie powinno rozgrywać, jeśli chciało się oszczędzić czas. Wartość jedenastki Manchesteru City liczy się w setkach milionów funtów, zaś ich gaże są najwyższe w Anglii i jedne z najwyższych w Europie. Gdyby sprzedać wyjściowy komplet graczy Wigan, kwota zamknęłaby się w 20 milionach.


Te różnice nie miały znaczenia w sobotę. Atleci nie mieli kompleksów, gdy od początku atakowali bramkę Joe Harta. Nie mieli nic do stracenia, bo przecież sama ich obecność w finale to ogromny sukces. Walka o śmierć i życie to dla nich mecze ligowe, w tym dzisiejszy, z Arsenalem – drużyną walczącą o grę w Lidze Mistrzów. Awans do finału na Wembley to miły dodatek dla drużyny w strefie spadkowej. I jak sami udowodnili, to nie był jedyny bonus tegorocznego sezonu.


Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Te trafiały się po obu stronach boiska, ale ani Toure, ani Tevez, ani tym bardziej szalejący dziś McManaman nie potrafi wstrzelić się do bramki rywala. Ten ostatni robił wyjątkowo dużo zamieszania pod bramką City i to dzięki jego staraniom drugą żółtą kartkę otrzymał Zabaleta. Grający w dziesiątkę rywal stał się ułatwieniem dla i tak śmiałego już Wigan. Jak się okazało – as z rękawa pojawił się pod koniec meczu. W doliczonym czasie gry faworyci musieli poradzić sobie z rzutem rożnym rywali. I się nie udało. Piłka posłana w pole karne przez Maloneya spadła na głowę Bena Watsona, ten zaś zamienił ją na bramkę. Wembley po prostu oszalało. To był koniec spotkania, mimo, ze City spróbowało jeszcze coś zdziałać przeciwko rozentuzjazmowanym przeciwnikom. Nie udało się i sensacja stała się faktem.


Wigan Athletic zdobył puchar rozgrywek FA Cup, 132 edycji pucharu, tym samym osładzając sobie słaby sezon. Tym samym również, pozostawiając Manchester City z niczym. Dla Citizens zabrakło pucharów – mistrzostwo wróciło do rąk lokalnego rywala, Liga Mistrzów okazała się dla nich zbyt trudnym wyzwaniem. Mimo ogromnych pieniędzy włożonych w klub, sukcesów zabrakło po minionym sezonie.


Tym samym skończyła się przygoda Roberto Manciniego. Człowieka, który w połowie sezonu palnął, że jest najlepszym trenerem w Anglii. Finał pokazał, że nie jest nawet najlepszym Roberto, co udowodnił Roberto Martínez. To jednak nie koniec głupich słów Włocha, który dopiero co powiedział, że jest głupi, jeżeli plotki o jego zwolnieniu są prawdą.


No i jest głupi.


Wczoraj wieczorem Manchester City wydał oficjalne oświadczenie, w którym dziękuje Manciniemu za pracę w klubie. Władze klubu nie należą do wyrozumiałych. Zeszłoroczne mistrzostwo poszło w odstawkę, a tegoroczna ligowa pustka to powód, by coś zmienić i znów spróbować kupić jakość, zamiast pozwolić ją wykreować. Ale kto bogatemu zabroni?

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)