Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Śląsk zdeklasował Wisłę. Pogoń bliżej utrzymania

Śląsk zdeklasował Wisłę. Pogoń bliżej utrzymania

Piłka nożna | 18 maja 2013 00:01 | Przemysław Drewniak
Mimo problemów pozasportowych, Śląsk wciąż liczy się w grze o puchary
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Mimo problemów pozasportowych, Śląsk wciąż liczy się w grze o puchary

Ruch Chorzów stacza się w ligowej tabeli. Po bardzo słabym występie podopieczni Jacka Zielińskiego przegrali u siebie bardzo ważny mecz z Pogonią Szczecin i spadli na ostatnie bezpieczne, 14. miejsce. W drugim piątkowym meczu 27. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Śląsk Wrocław pokonał Wisłę Kraków 3-0 i nadal jest w grze o europejskie puchary. 


Ruch Chorzów 2-3 Pogoń Szczecin


Jeszcze tydzień temu piłkarze Ruchu Chorzów na wyciągnięcie ręki mieli utrzymanie w Ekstraklasie. Wystarczyło jedynie dowieźć dwubramkowe prowadzenie do końca meczu w Gdańsku i odskoczyć na bezpieczny dystans od grupy zespołów zagrożonych spadkiem. W doliczonym czasie gry Niebiescy stracili jednak wygraną nad Lechią, a w piątek ulegli przed własną publicznością Pogoni Szczecin i znów muszą drżeć o ligowy byt.


Po pierwszej połowie nawet obecni przy Cichej kibice gości musieli przecierać oczy ze zdumienia. Fatalnie spisująca się w ostatnich meczach Pogoń prowadziła do przerwy 2:0, a więc strzeliła tyle bramek, ile… we wszystkich dotychczasowych spotkaniach wyjazdowych na wiosnę! Oba trafienia Portowcy zaliczyli za sprawą duetu Japończyków, który w tej rundzie jak dotąd wyłącznie rozczarowywał. W 35. minucie po dwójkowym rozegraniu piłki z Takuyą Murayamą prowadzenie dla gości zdobył Takafumi Akahoshi, wykorzystując złe ustawienie bramkarza gospodarzy, Krzysztofa Kamińskiego. Już siedem minut później Akahoshi znów brał udział w akcji bramkowej. Tym razem wcielił się w rolę asystenta, dogrywając piłkę na głowę Macieja Dąbrowskiego, który wyskoczył najwyżej w polu karnym i posłał piłkę do siatki.


Najbardziej zniesmaczeni kibice chorzowian już w przerwie opuścili trybuny stadionu przy Cichej. Stracili cierpliwość, bo podopieczni Jacka Zielińskiego w meczu o życie wyglądali tak, jakby stawka zawodów zupełnie ich sparaliżowała. Nieco lepiej było bo przerwie, gdy Ruch zaatakował nieco bardziej zdecydowanie, a Pogoń cofnęła się do głębokiej defensywy. Portowcy zbyt krótko utrzymywali się przy piłce, a w dodatku popełniali błędy w obronie, za co przyszło im zapłacić w 63. minucie. Dobrym podaniem ze środka pola popisał się Marcin Malinowski, a Łukasz Janoszka podciął piłkę nad Radosławem Janukiewiczem i dał nadzieję Niebieskim.


Gospodarze przeważali, ale podobnie jak w Gdańsku, fatalnie spisywali się ich obrońcy. W 73. minucie wykorzystał to Tomasz Chałas, który po dośrodkowaniu Maksymiliana Rogalskiego, zupełnie niepilnowany, strzelił głową swoją pierwszą bramkę w najwyższej klasie rozgrywkowej. W końcówce Ruch zdołał jeszcze odpowiedzieć za sprawą samobójczego trafienia Adama Frączczaka (w tej sytuacji naciskał na niego Maciej Jankowski), ale później nie zagroził już pewnie broniącemu Janukiewiczowi.


Po piątkowym meczu obie drużyny zrównały się w tabeli punktami, ale to Ruch jest w gorszej sytuacji. Za sprawą gorszego bilansu meczów bezpośrednich z Pogonią spadł na ostatnie bezpieczne miejsce, mając w perspektywie mecz z walczącą o mistrzostwo Legią, a także wyjazdy do Krakowa i Białegostoku. Mecz z Pogonią pokazał, że Niebiescy kiepsko radzą sobie z presją. A ta będzie znacznie większa, jeśli przewaga chorzowian nad strefą spadkową zmaleje w ten weekend do trzech oczek.


Śląsk Wrocław 3-0 Wisła Kraków


„Mecz przyjaźni tylko na trybunach!” – powtarzają często piłkarze, gdy grają ze sobą zaprzyjaźnione kluby. W piątkowym meczu we Wrocławiu pokojowa atmosfera na trybunach najwyraźniej jednak udzieliła się zawodnikom Wisły, którzy niemal bez walki oddali wygraną gospodarzom. Śląsk tym samym odbił się po bolesnej porażce w Gliwicach i udowodnił, że brak licencji na grę w europejskich pucharach nie wpłynął na jego piłkarską dyspozycję.


Dominacja Śląska nad Wisłą nie podlegała dyskusji ani na moment. Już po pierwszej ofensywnej akcji gospodarze objęli prowadzenie. Doskonały tego wieczoru Sebastian Mila dograł piłkę do Sylwestra Patejuka, który wygrał walkę o piłkę z Pawłem Stolarskim i z bliskiej odległości pokonał Michała Miśkiewicza, strzelając dopiero swoją pierwszą ligową bramkę w barwach drużyny mistrza Polski.


Z całą pewnością można stwierdzić, że po kryzysie z początku rundy, Sebastian Mila wrócił do swojej najlepszej dyspozycji. W meczu z Wisłą to on był najważniejszą postacią swojego zespołu i miał udział przy wszystkich trzech bramkach Śląska. Tuż przed przerwą kapitan gospodarzy rozklepał wraz z Piotrem Ćwielongiem defensywę gości i wyłożył piłkę znajdującemu się przed bramką Łukaszowi Gikiewiczowi. Dziesięć minut później napastnik Śląska po raz drugi wpisał się na listę strzelców, zamieniając na bramkę podanie Ćwielonga.


Gospodarze wygrali, bo byli skuteczni i w przeciwieństwie do Wisły, naprawdę zależało im na zdobyciu trzech punktów. Goście mieli w tym meczu problem ze skonstruowaniem choć jednej składnej akcji. Wszystkie próby kończyły się zazwyczaj w środku boiska, gdzie agresywnie grający i wysoko ustawiony Śląsk tłamsił poczynania Białej Gwiazdy. Przy stanie 3-0 na boisku niewiele się działo – podopieczni Stanislava Levego pewnie dowieźli wysoką wygraną do końca i przynajmniej do jutra pozostaną na trzecim miejscu w tabeli.


W Krakowie od dawna marzą o tym, by ten sezon już się zakończył. W piątek Wisła po raz kolejny się skompromitowała, bo w jej składzie zabrakło tych, którym charakteru nigdy odmówić nie można – Patryka Małeckiego i Radosława Sobolewskiego. Starał się tylko Kamil Kosowski, ale w pojedynkę ciężko mu było odmienić losy meczu. W pomeczowym wywiadzie dla telewizji, 35-letni pomocnik skrytykował swoich młodszych kolegów z drużyny, mówiąc, że media za wcześnie przyznały niektórym z nich status gwiazdy. I rzeczywiście – Alan Uryga i Paweł Stolarski popełniali w obronie fatalne błędy w ustawieniu, a ich co drugie wyprowadzenie piłki kończyło się stratą. Michał Chrapek, tak chwalony po meczu z Koroną, tym razem był zupełnie niewidoczny i już po godzinie gry zastąpił go Łukasz Garguła. Męki Wisły potrwają jeszcze trzy kolejki. Meczów z jej udziałem nie rekomendujemy.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)