Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Goodbye Mr. Mourinho

Goodbye Mr. Mourinho

Piłka nożna | 22 maja 2013 17:01 | Adrian Szymczak
Jose Mourinho
Jose Mourinho

20 maja o godzinie 20:00 prezes Realu Madryt Florentino Perez ogłosił całemu światu, iż po zakończeniu bieżącego sezonu stanowisko trenera pierwszej drużyny opuści Jose Mourinho!


28 maja 2010 roku Real Madryt doszedł do porozumienia z Interem Mediolan i wykupił Portugalczyka za kwotę bagatela 16 milionów euro, co jest sumą wręcz astronomiczną jeżeli chodzi o transfery trenerów klubowych. „Klub potrzebuje stabilizacji” – takie słowa wypowiedział prezes Realu, gdy podpisywał 4-letni kontrakt z Mourinho. Ironią w tym aspekcie jest fakt, że po roku 1974 żaden z trenerów Królewskich nie wytrzymał dłużej niż 4 lata. Właśnie do roku ‘74 najdłużej panującym trenerem w Realu Madryt był Miguel Munoz, który prowadził Królewskich aż 16 sezonów! Jest on najbardziej utytułowanym szkoleniowcem w Hiszpanii. W historii ciut nowszej najdłużej panującymi trenerami w Realu Madryt byli Leo Beenhakker i Vicente Del Bosque, którzy byli bliscy przekroczenia 4-letniej kadencji na Santiago Bernabeu. Gdy do Madrytu przybył Jose Mourinho wszyscy byli ślepo przekonani, że jest to trener, który zapewnia murowany sukces w Primera Division i Lidze Mistrzów. Portugalczyk przychodził do Madrytu w glorii chwały i sukcesu. W ciągu dwóch lat spędzonych w Interze Mediolan zdołał wygrać dwukrotnie ligę włoską i zdobył Ligę Mistrzów. Poprzeczka w Madrycie była ustawiona bardzo wysoko, lecz kto jak kto, ale Mourinho miał sobie z tym poradzić bez problemu. Miał przywrócić dawny blask Los Blancos, miał powrócić Galaktyczny Real. Mourinho miał za zadanie przebrnąć przez 1/8 finału Ligi Mistrzów i co najważniejsze przerwać hegemonię Barcelony.


Zróbmy mały rachunek sumienia Mourinho. Pokonanie magicznej bariery 1/8 finału Ligi Mistrzów – zaliczone. Przerwanie hegemonii Barcelony – zaliczone. Powrót Galaktycznego Realu – zaliczony(częściowo). Częściowo, gdyż mając do dyspozycji takich zawodników jak Ronaldo, Ozil, Di Maria, Ramos czy Casillas, Mourinho potrafił stworzyć taką taktykę, w której wierni fani Królewskich mogli zauważyć, że Los Galacticos powrócili. Ramos, Ozil i Ronaldo stali się jak kiedyś Hierro, Zidane czy Ronaldo – ale ten brazylijski. Ale ta „galaktyka” była nie do końca perfekcyjna. The Special One – jak zowią Portugalczyka – ma charakter zbliżony bardziej do Spartakusa niż do np. potulnego Misia Uszatka. Potrafił on postawić do pionu swoje największe gwiazdy. Na porządku dziennym były sprzeczki z Ramosem, Ronaldo no i na końcu z Casillasem. Portugalczyk posadził na ławie „Świętego Ikera” i całe Madridismo wiedziało, że iskrzy na linii trener – kapitan i nie wróży to nic dobrego. Dwa tygodnie temu Cristiano Ronaldo po strzelonej bramce „rzucił mięsem” w stronę swojego trenera. Do tego dochodzi jeszcze Pepe, który zaczął kwestionować wybory kadrowe Mourinho i przez to wylądował na trybunach w niedawnym finale Pucharu Króla.


Jest Mourinho – będzie „La Decima”. Przecież Mourinho wygrywał z różnymi zespołami Ligę Mistrzów no to i z nami wygra. Większość kibiców Królewskich wierzyła całkowicie w te słowa. Przez każdy z trzech sezonów wszystko było na dobrej drodze do dziesiątego tytułu Ligi Mistrzów, aż do momentu półfinału. Można powiedzieć, że do momentu przyjścia Mourinho była klątwa 1/8 finału. Teraz jest klątwa półfinału. Na drodze Realu do finału stawały drużyny kolejno Barcelony, Bayernu Monachium no i w tym roku Borussii Dortmund. The Special One nie potrafił przebrnąć przez tą część Ligi Mistrzów i nie zdobył z Królewskimi „La Decimy”.


No i w końcu przychodzi burzliwa kwestia dominacji Barcelony nad Realem w przeciągu ostatnich lat. W tym aspekcie zaszła dość znacząca zmiana jeżeli chodzi o drużynę prowadzoną przez Jose Mourinho i osiągane przez nią wyniki w potyczkach z odwiecznym rywalem. Pierwsze klubowe trofeum z Realem Madryt Portugalczyk wygrał 20 kwietnia 2011 roku, gdzie w finale Copa del Rey pokonali Barcelonę 1-0 po bramce Ronaldo. W sezonie 2010/2011 Królewscy w końcu wygrali tytuł ligowy w Primera Division, a podopieczni Mourinho pobili rekord strzelonych bramek. Zespół Portugalczyka był wtedy maszyną, która taranowała każdego przeciwnika, który stanął im na drodze. „Nawet słynna Barcelona” (cytując klasyk) nie dała sobie rady z asami Mourinho. W następnych sezonach Królewscy stopniowo polepszali swoją gre przeciwko Barcelonie i mieli nawet serię 5 meczów bez porażki z Blaugraną co patrząc wstecz było świetnym wynikiem. Każdy mecz pomiędzy Realem Mourinho i Barceloną Guardioli i później Villanovy był prawdziwym piłkarskim świętem. Geniusz taktyczny trenerów połączony z nieszablonowymi umiejętnościami zawodników dawał spektakl najwyższej klasy. Mourinho był zawsze bardzo pewny siebie przed pojedynkami derbowymi, za co zapłacił na początku wysoką cenę. Z czasem jednak nabrał pokory dla rywala i wziął się za rozpracowanie Barcelony, a nie na bitwę przez mikrofon. Można jednak śmiało powiedzieć, że udało mu się zdetronizować Blaugranę.


Nie wątpię w to, że znajdą się głosy o Mourinho, który nie zrobił nic dla Realu. Brak większej liczby wygranych tytułów mistrzowskich, brak pucharu Ligi Mistrzów, kłótnie z zawodnikami. Osobiście twierdzę, że zrobił na tyle dużo, by móc stwierdzić, że potęga Madrytu powoli się odradza. Kończy się pewna szumna epoka w dziejach Realu Madryt jak i piłkarskiego świata. Mało kto w dzisiejszej piłce ma taki charakter jak Portugalczyk. W imieniu własnym i fanów piłki nożnej mogę powiedzieć: Dziękuje Mou, czekam na więcej.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)