Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Spektakl czas zacząć - zapowiedź finału Ligi Mistrzów

Spektakl czas zacząć - zapowiedź finału Ligi Mistrzów

Piłka nożna | 24 maja 2013 15:43 | Jakub Kacprzak

Już jutro o 20:45 rozbrzmi pierwszy gwizdek zwiastujący emocje, o jakich jeszcze kilka miesięcy temu nikt z nas nie marzył. Tak jak równo w południe na Dzikim Zachodzie dzwon wybijający godzinę 12:00 zwiastował pojedynek dwóch rewolwerowców, tak dźwięk gwizdka sędziego Nicoli Rizzoliego zapoczątkuje wojnę, z której zwycięsko wyjdzie tylko jeden zespół. A staną naprzeciwko siebie postacie, które różni od siebie tak wiele jak i łączy. Nawiązań, różnego rodzaju smaczków jest ogrom i ciężko nie sądzić, iż tegoroczny finał Ligi Mistrzów będzie wyjątkowy. Co prawda wcześniej mierzyły się już na tym poziomie rozgrywek dwie drużyny z tej samej ligi, ale takiej niechęci do siebie nie czuły nigdy. Real Madryt z Valencią, Juventus Turyn z AC Milanem czy Manchester United z Chelsea nie stworzyli piorunujących widowisk na miarę finału. Jednak teraz należy się spodziewać czegoś zupełnie innego. Dlaczego? Bowiem pojedynek Borussi Dortmund z Bayernem Monachium jest dziś dla futbolu tym, czym mecze Barcelony z Realem Madryt. Czekają na nas Gran Derby świata w niemieckim wydaniu!


Odkąd Jurgen Klopp odbudował potęgę dortmundczyków, monachijski kolos znienawidził swych rywali do granic możliwości. Wojna słynie z tego, że nie zważa na aspekty kulturalne, poprawność mentalna nie wchodzi w grę. Najważniejsza reguła wojny jest bowiem tylko jedna – brak żadnych reguł. Bawarczycy użyli już wielu podstępnych środków, by rywala osłabić. Za drobne pieniądze wykupili od BVB największy niemiecki talent ostatnich lat, a więc Mario Goetze. 37 mln euro za takiego piłkarza nie jest wielkim wydatkiem. Tym bardziej, że Bayern potrafił więcej zapłacić za choćby Javiera Martineza, który był o 3 mln droższy. Styl w jakim ogłoszono ten transfer był mało subtelny. Władze FCB starały się odwrócić kota ogonem twierdząc, że nie chcieli podawać tej informacji przed jakże ważnym dla całego Dortmundu meczem z Realem. Jednak trudno nie mieć wątpliwości, czy rzeczywiście zależało im usilnie na tym, by wobec swego rywala zachować się fair. Potyczek słownych pomiędzy obiema stronami jest mnóstwo. Wyciąga się różnego rodzaju historie, wypomina wzajemnie błędy. Jurgen Klopp otwarcie mówi, że Bayern kopiuje bezczelnie styl Borussi. Rekordowy mistrz Niemiec odpowiada, że gdy BVB miało ogromne problemy finansowe, to właśnie oni wspomogli dortmundzki klub pieniędzmi, dając 2 mln euro pożyczki, by Borussia mogła wypłacić pensje piłkarzom w 2003 roku. Niemiecki Cesarz futbolu, a więc Franz Beckenbauer powiedział wszystkim stacjom telewizyjnym, by nie zapraszano go do programów, w których gościem również ma być trener BVB. Matthias Sammer mówi, że można nazywać go dupkiem, ale chce, by puchar trafił w ręce Bayernu. A przecież obecny dyrektor sportowy bawarskiej drużyny przez niemal 20 lat związany był z Borussią, by odejść do Monachium. Na wojnie nie ma żadnych reguł.


Jednak dzielenie oby ekip na złych i dobrych nie jest tutaj odpowiednie. Nazywanie sobotniego spotkania starcia Dawida z Goliatem jest kompletnie nie na miejscu. Mierzą się bowiem drużyny, które w tej edycji Ligi Mistrzów radziły sobie wyśmienicie. Bayern zdemolował w półfinale 7:0 Barcelonę, która jeszcze do niedawna nazywana była najlepszą drużyną w historii futbolu. Borussia czterokrotnie mierzyła się z Realem Madryt i przegrała zaledwie raz, a Robert Lewandowski jako pierwszy zawodnik w historii strzelił madryckiej potędze cztery gole w jednym meczu Ligi Mistrzów. To będzie starcie dwóch wyrównanych zespołów. Każdy z nich ma wady i zalety. Jupp Heynckess i Jurgen Klopp znają się nawzajem doskonale i o wszystkich słabościach i argumentach rywala wiedzą wszystko. Trener dortmundczyków zdaje sobie sprawę, że monachijski kolos ma w pamięci serię porażek. Sam upokorzył Bayern odbierając im wszystko co możliwe. Zabrał na dwa sezony z rzędu mistrzostwo Bundesligi, ograł w Pucharze Niemiec. Wszystko w jednym sezonie, w którym na dodatek FCB przegrało finał Ligi Mistrzów, który rozgrywano na Allianz Arena. Bawarczycy smak porażki znają doskonale, a że są tylko ludźmi to gdzieś w podświadomości musi pojawiać się myśl, że znów mogą przegrać. Borussia musi natomiast zmierzyć się ze świadomością, iż to nie będzie dla nich zwykłe spotkanie. Wiele osób twierdzi, że Monachium musi, a Dortmund może. Brednie! Jak można podchodzić do finału Ligi Mistrzów na zasadzie: udało nam się już dojść tutaj więc i tak jest to dla nas sukces? Tylko kompletni ignoranci nie mający ambicji mogą takowe słowa wypowiadać. Każdy z piłkarzy BVB doskonale zdaje sobie sprawę, że to może być zarówno jeden z kilku finałów LM w jakim wystąpią, ale równie dobrze pierwszy i ostatni. Bowiem żaden z zawodników Borussii znajdujący się w składzie w takowym finale jeszcze nie zagrał. Dla każdego z nich będzie to debiut. A historia zna wiele przykładów, że czasami nawet największe gwiazdy światowego futbolu nie miały możliwości zdobycia tego najcenniejszego, klubowego trofeum.


Dlatego dla jednych i drugich spotkanie to jest meczem o wszystko. Bayern po raz trzeci zagra w finale w przeciągu ostatnich czterech lat. Z Interem zasłużenie przegrali 0:3 nie mając zbyt wiele do powiedzenia przeciwko idealnie grającym podopiecznym Jose Mourinho. W zeszłym roku miało być inaczej. Byli naprawdę blisko. Prowadzili niemal do końcowych minut z Chelsea. Jednak demony z przeszłości ponownie się odezwały. I tak jak w 1999 roku na Camp Nou, Manchester United w przeciągu 3 ostatnich minut pozbawił ich, wydawałoby się, pewnego trofeum, tak londyńczycy wygrali z Bawarczykami po rzutach karnych, choć w dogrywce monachijska drużyna miała rzut karny, który przestrzelił Arjen Robben. Zarówno w 1999 r., jak i w 2012 o porażkach zadecydował brak krycia napastników rywali przy rzutach rożnych. Zawodnicy BVB to zespół złożony z młodych ludzi. Oni po raz pierwszy będą mieli okazję zagrać o tak wielką stawkę. Dla Romana Weidenfellera czy Sebastiana Kehla może to być już ostatnia szansa na międzynarodowy sukces z Borussią. Doświadczenie jest po stronie Bayernu, lecz brak wcześniejszych porażek na takim poziomie daje pewną przewagę Dortmundowi. I nie uważam, że brak Mario Goetze będzie dla Jurgena Kloppa problemem. Wręcz przeciwnie. Młody Niemiec stanąłby przed ogromną presją, która mogłaby spowodować, iż nie poradziłby sobie psychicznie w meczu. Zresztą jego forma odbiegała od najlepszego poziomu. Trener Borussii nie będzie musiał zamęczać się myślami, czy jego gwiazdor sprosta oczekiwaniom w ostatnim swoim meczu dla BVB. 


Jeśli przyjrzeć się bliżej obydwu jedenastkom to kluczowym wydaje się być pytanie: czy mecz potrwa dłużej niż 90 minut? Jeśli bowiem dojdzie do dogrywki to większe szanse ma Bayern, który dysponuje większym polem manewru pod względem rezerwowych. Problemem Borussii jest to, że zmienników równie dobrych co podstawowi zawodnicy brakuje. Heynckess ma komfort tego, że na każdą pozycje posiada niemal dwóch, równie dobrych piłkarzy. Zawodzi Robben? Można wstawić Shaqiriego. Nieskuteczny Mandżukić? Są Pizarro i Gomez. Javi Martinez gra ostro i grozi mu wyrzucenie z boiska? Są Tymoszczuk i Gustavo. Na taki komfort zmian i rotacji składem nie może pozwolić sobie Jurgen Klopp. Choć ewentualna dogrywka mogłaby wprowadzić w szeregach Bayernu niepokój, to dzięki lepszym rezerwowym będzie im łatwiej o dobry wynik. Warto też zwrócić uwagę, że w meczowych składach znajdzie się praktycznie cała jedenastka reprezentacji Niemiec. Neuer w bramce, w obronie Lahm, Schmelzer, Hummels i Boateng, w pomocy Schweinsteiger, Grosskreutz, Muller, Reus i Bender, a w ataku Gomez. Kogoś dziwi siła kadry naszych zachodnich sąsiadów?


Jak może wyglądać sam finał? Z pewnością będzie bardzo wyrównanie. Trudno bowiem przypuszczać, że jedna, bądź druga drużyna zdominuje rywala. Grają ze sobą ekipy doskonale się znające, które mierzą się ze sobą ostatnimi czasy nader często. To sprawia, że ciężko będzie czymś zaskoczyć przeciwnika. Nie spodziewam się równie, że któraś z drużyn narzuci własny styl gry. To powinien być pojedynek jak dwóch doświadczonych bokserów. Wymiany ciosów, rozsądna gra i próba zaskoczenia szybkim atakiem. Bayern będzie musiał przede wszystkim powstrzymać prawą stronę Borussii, a więc miejsce gdzie Borussię napędzają nasi reprezentanci. Piszczek z Błaszczykowskim muszą współpracować od pierwszego do ostatniego gwizdka zarówno w ofensywie jak i obronie. To samo zresztą tyczy się Francka Ribery i Davida Alaby. Można śmiało stwierdzić, że po tej stronie boiska będziemy mieć niezwykle wyrównaną konfrontację. A po drugiej? Schmelzer i Reus kontra Lahm i Robben. Patrząc na to jak ten ostatni zmienił swoje podejście do gry i pracuje także w obronie, muszę przyznać, że daje on przewagę Bayernowi. Reus doskonale sprawdza się w ataku, lecz ma problemy gdy należy wrócić do defensywy. Istotne będzie to czy Lahm i Schmelzer będą często podłączać się do akcji ofensywnych. Ich dośrodkowania mogą siać ogromne spustoszenie w polu karnym przeciwnika. Bez wątpienia środek pola to przewaga Bayernu. Doświadczenie i ogranie Bastiana Schweinsteigera jest nieocenione. Kluczem do sukcesu BVB będzie umiejętne odcinanie go od gry. Jeśli tylko pozwolą mu na zbyt dużą swobodę, to możemy być świadkami mnóstwa znakomitych podań na skrzydła do duetu RR. Ogromną pracę będą musieli wykonywać defensywni obrońcy obydwu drużyn. Gundogan i Martinez mogą stać się cichymi bohaterami tego finału.


Kto ma większe szanse? Nie sposób tego określić. Na papierze faworytem wydaje się być Bayern, który dysponuje szerszą kadrą, ma większe doświadczenie i jest w niebywałej formie. Jednak Borussia doskonale wie jak grać przeciwko Bawarczykom. Jurgen Klopp to taktyk wyśmienity i z pewnością przygotuje swój zespół w najmniejszych szczegółach. Dla mnie więc szansę są równe. O ewentualnym zwycięstwie jednych bądź drugich nie zadecyduje jeden gol w meczu. Stawiam, że zobaczymy co najmniej trzy bramki. Najbardziej prawdopodobny wynik to 2:1 dla którejś ze stron. Osobiście marzę, by polskie trio zagrało wyśmienicie.


Nie mieliśmy jeszcze w historii tych rozgrywek w finale, aż trzech Polaków. Ostatnim zawodnikiem z pola, który grał w finale był Zbigniew Boniek, a miało to miejsce w 1985 roku. Sporo czasu więc minęło od kiedy mogliśmy liczyć na polskie trafienie w finale Ligi Mistrzów (za czasów Bońka nazywanej Pucharem Europy). Obecny prezes PZPN wtedy wygrał. Co ciekawe w momencie gdy tamten finał był rozgrywany, żadnego z naszych reprezentantów nie było jeszcze na świecie. Pani Piszczek oczekiwała na poród Łukasza, który nastąpił pięć dni po zdobyciu przez Starą Damę pucharu. Kuba Błaszczykowski urodził się w grudniu tego roku, a Roberta Lewandowskiego jeszcze zapewne nie było wtedy w planach, gdyż urodził się trzy lata później. Czekać musieliśmy się bardzo długo. Radość dawali nam dwukrotnie jeszcze bramkarze. Józef Młynarczyk z FC Porto w 1987 roku i Jerzy Dudek z Liverpoolem w 2005. Warto dodać, że Porto wygrało wtedy w finale z… Bayernem Monachium 2:1. Natomiast na drodze do wygrania Ligi Mistrzów przez Liverpool stanęła inna niemiecka drużyna – Bayer Leverkusen, z którą Jerzy Dudek zmierzył się w 1/8 (w składzie Bayeru był wtedy Jacek Krzynówek, który w rewanżu strzelił Dudkowi bramkę). W sobotę na murawie zobaczymy trzech naszych reprezentantów, którzy będą mieli szansę pokonać Neura i przyczynić się do zdobycia przez BVB pucharu. I choć jest to na ten moment lekkie fantasy to Robert Lewandowski wciąż ma szansę na rzecz niespotykaną nigdy wcześniej w polskim futbolu. Wyobraźcie tylko sobie. Hat trick w finale, wyprzedzenie w klasyfikacji strzelców Cristiano Ronaldo, dzięki czemu Lewy zdobywa koronę króla strzelców Champions League i sięga po najważniejsze klubowe trofeum na świecie. To nie będzie jedynie gra o dominację w Europie. To będzie gra o bycie legendą!

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)