Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Bayern Monachium zwycięzcą tegorocznej Ligi Mistrzów!

Bayern Monachium zwycięzcą tegorocznej Ligi Mistrzów!

Piłka nożna | 26 maja 2013 03:18 | Michał Kozera
Radość graczy Bayernu po zdobyciu pucharu Ligi Mistrzów 2013!
fot. Onet.pl/CHRISTOF STACHE
Radość graczy Bayernu po zdobyciu pucharu Ligi Mistrzów 2013!

Dwie niemieckie drużyny, dwie jedenastki, które w tym sezonie spotkały się nie raz - to między nimi rozstrzygnął się finał 58 edycji najważniejszych klubowych mistrzostw w Europie. Angielski Wembley zapewnił widzom świetne widowisko i choć na bramki kazał czekać długo, to starcie Bayernu z Borussią nie zawiodło.


Żadna z ekip nie ruszyła do ataku tuż po gwizdku. Nic dziwnego, mamy za sobą zakończenie sezonu i każda z ekip mierzyła siły na zamiary – niewykluczone, że spotkanie musiałoby rozstrzygnąć się w doliczonym czasie lub w karnych, a to oznacza ponad dwie godziny intensywnej gry. Na samym początku szansę otrzymał Robert Lewandowski, któremu wrzutkę zaserwował Marco Reus. Polak po przyjęciu piłki „na klatę” próbował strzału z woleja, niestety w dobrym miejscu znajdowała się obrona Bayernu. Jeszcze przez parę minut piłkę bliżej poznawała Borussia, próbując stwarzać zagrożenie, niestety bezskutecznie.


Przyszedł czas na inicjatywę Bayernu, ta jednak nie miała długo miejsca. Swoje szanse miał za to Błaszczykowski oraz Lewandowski. Ten pierwszy zagroził bramce Neuera dwa razy – raz strzelając za wysoko, drugi raz już udało mu się mocnym strzałem z pola karnego przetestować umiejętności Niemca, ten jednak ze swojej roli wywiązał się bez zarzutu. O najlepszą notę za mecz przez długi czas mógł być spokojny bramkarz Bayernu. Bawarczycy znaleźli się pod ostrzałem Borussi, napędzanej świetnymi podaniami Grosskreutza, ciężko było jednak przebić mur postawiony przez rękawice Michaela Neuera.


Dopiero około 30 minuty z naprawdę groźną akcją musiał zmierzyć się drugi z niemieckich golkiperów. Weidenfeller najpierw świetnie wytrącił główkę Mandzukicia, potem strzał Robbena. Piłkarze z Dortmundu na taki obrót spraw dłużni pozostać nie mogli i szybko wystąpili z kontrą, którą golem mógł zakończyć Lewy, niestety na drodze piłki znów stanął Neuer. Kolejne minuty minęły pod znakiem próby bicia głową w mur – festiwal bramkarzy trwał w najlepsze, jednak przebudzona maszyna z Monachium dała nadzieję na lepszą drugą połowę spotkania. Po trzech kwadransach finału – 0:0.


Druga część meczu zapowiadała się na widowiskową wymianę ciosów, na początek jednak dostaliśmy małą powtórkę z rozrywki – do głosu znów doszli gracze Borussi, chociaż teraz obrona z Monachium wiedziała co robić – dobrze kryty był Lewandowski, a wszystkie akcje kończyły swój polot nim sięgały bramki Neuera. Siły natomiast zbierał Bayern, który po kilku minutach ruszył do ataku, wykorzystując chwilę spokojniejszej gry. Prawdziwym zagrożeniem stał się Mandżukić – chorwacki napastnik ruszył głową, jednak nie dość mocno, by użytecznie wykończyć akcję. Cichym bohaterem stał się za to już kilka minut później Arjen Robben, który narobił zamieszania na linii końcowej z lewej strony pola karnego, po czym sprytnie dograł do będącego przy bramce Mandżukicia. Piłki nie sięgnął ani Schmelzer, ani Weidenfeller, futbolówka trafiła jednak prosto na nogę Chorwata, który wpakował ją do siatki. Zaczęło się dziać na dobre, a wynik został otwarty – w finale Ligi Mistrzów Bayern wysuwa się na prowadzenie!


Borussi ten gol mocno zaszkodził – gracze z Dortmundu dali się przycisnąć rywalowi, na szczęście drugi gol nie padł. Na czyje szczęście? Na pewno widowisko, bo po chwili Borussia wyrównała. Faulu na Reusie dopuścił się Dante, a dla sędziego oznaczało to oczywisty karny. Do wykonania jedenastki podszedł nie Robert Lewandowski, a Ilkay Guendogan. Decyzja okazała się słuszna, bo Niemiec bez zająknięcia wprowadził piłkę do siatki. 1:1 na 22 minuty do końca spotkania i, póki co, finał na miarę oczekiwań.


Niemal chwilę po wznowieniu gry Arjen Robben mógł dać kolejne prowadzenie swojej drużynie, tym razem jednak dostępu do pustej bramki odmówił mu świetną interwencją wślizgiem Matt Hummels. Zrehabilitował się w ten sposób za swój fatalny strzał nad poprzeczką chwilę wcześniej. Problemu z celnością nie miał za to Robert Lewandowski, który z dużej odległości wpakował piłkę do bramki Neuera. Szkoda, że sędzia Nicola Rizzoli w tym samym momencie odgwizdał rzut wolny za przyjęcie piłki ręką przez Polaka.


Po tych wydarzeniach, z minuty na minutę gra się uspokajała. Inicjatywa przejmowana na zmianę przez obie drużyny nie wyglądała zbyt przekonywująca, a mijające minuty wydawały się szybko zabierać siły graczom i usypiać grę. Zabrakło już gwałtownych kontr i szybkich sprintów, chociaż poziom spotkania nadal wskazywał na jego rangę. Żółte kartki zdążyli zgarnąć i Ribery, i Grosskreutz.


W ostatnich minutach meczu Bayern zdecydował się wykorzystać oszczędzoną spokojnym stylem gry energię i ruszył na rywala, by zadać decydujący cios. Wciąż czujny był jednak Roman Weidenfeller, który popisał się świetną interwencją po strzale Schweinsteigera w 87 minucie. Dwie minuty później znów przyszło mu stanąć twarzą w twarz z Robbenem. Holender wpadł w pole karne, zostawiając za sobą obrońców, zbliżył się do bramkarza rywali i zmylił go, posyłając piłkę do siatki. Na 3 minuty przed końcem na stadionie, a i bez wątpienia przed wieloma polskimi telewizorami zapadła cisza. Zaczęła się 90 minuta, gdy wznowiono grę po celebracji Monachijczyków, a doliczone 3 minuty to było zbyt mało, by zmienić losy spotkania.

 

Po półtorej godziny zaciętej walki, wynikiem 2:1, Mistrzem Europy został Bayern Monachium. Dla Niemców to 5 trofeum na arenie europejskiej. Borussia Dortmund w finale odniosła dopiero swoją drugą porażkę w tej edycji rozgrywek, a ich snajper, Robert Lewandowski, znalazł się na 2 miejscu w tabeli strzelców z wynikiem 10 bramek. Królem strzelców został Cristiano Ronaldo z 12 golami.

 

Przed Bayernem pozostał jeszcze mecz o Superpuchar Europy, gdzie zagrają z Chelsea Londyn. Wtedy już drużynę poprowadzi Pep Guardiola, a Jupp Heynckes odejdzie na emeryturę spełniony, mając w dorobku drugi w karierze triumf w Lidze Mistrzów, do czego dorzucił już wcześniej mistrzostwo Niemiec.
Bawarczycy wygrali spotkanie po zdecydowanie lepszej grze, stwarzając większe zagrożenie. Prawdziwą sympatię kibiców z Monachium zdobył dziś Arjen Robben, który przecież nie raz marnował okazje do ustalenia wyniku w ważnych spotkaniach. Tym razem nie zawiódł i dał Bayernowi puchar. O tym jednak przeczytacie w artykule Kuby Kacprzaka.

 

Tymczasem… oby do kolejnej edycji!

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)