Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Czesław Michniewicz dla SPORT4FANS: Palec Boży wskazał na nas

Czesław Michniewicz dla SPORT4FANS: Palec Boży wskazał na nas

Piłka nożna | 03 czerwca 2013 19:30 | Przemysław Drewniak
Utrzymanie Podbeskidzia to jeden z największych sukcesów w karierze Michniewicza
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
Utrzymanie Podbeskidzia to jeden z największych sukcesów w karierze Michniewicza

 - Może nie graliśmy pięknej piłki. Bełchatów tak naprawdę prezentował się ładniej, a my graliśmy skutecznie, mając do dyspozycji takich, a nie innych piłkarzy - mówił po wygranym meczu w Łodzi trener Podbeskidzia Bielsko-Biała, Czesław Michniewicz. Pod jego wodzą Górale rzutem na taśmę utrzymali się w Ekstraklasie, będąc w rundzie wiosennej trzecią najlepszą drużyną w lidze, zaraz po walczących o mistrzostwo Legii i Lechu. Szkoleniowiec bielszczan udzielił wywiadu dla naszego portalu tuż po ostatnim gwizdku sędziego w sezonie 2012/2013.


Jeszcze przed chwilą siedział Pan przed szatnią swojego zespołu z twarzą schowaną w dłoniach. Niedowierzanie, szczęście? Co czuje trener po takim sukcesie?
Szczęście i wielką ulgę. Na ostatniej prostej udało nam się wyprzedzić Bełchatów i jechaliśmy tutaj pod dużą presją, bo przez całą rundę wiosenną w pięknym stylu goniliśmy inne drużyny, a jednym meczem w Łodzi mogliśmy to wszystko zaprzepaścić. Mam ogromny szacunek do trenera Kamila Kieresia i wszystkich piłkarzy GKS-u za to, co zrobili w tym roku. Szkoda, że nie ma w Ekstraklasie jeszcze jednego miejsca, by obie drużyny mogły się uratować przed spadkiem. Było w tej rundzie kilka zespołów, które na to utrzymanie nie do końca zasłużyły. Niestety tylko jeden z nas mógł się cieszyć, padło na nas, a ja życzę trenerowi Kieresiowi szybkiego powrotu do Ekstraklasy, bo w Bełchatowie jest świetny zespół, który na to zasługuje.


Łzy wzruszenia wskazują, że to chyba bardzo szczególny moment w Pana trenerskiej karierze.
W tym zawodzie już wiele przeszedłem. Nie powiem, że wszystko, bo jeszcze dużo przede mną. Byłem już mistrzem, zdobywałem puchary, ale też można powiedzieć, że byłem głębiej niż chilijscy górnicy w niełasce, bo wielu ludzi nie wierzyło w to, że potrafię pracować. Pewnie dzisiaj też znajdzie się jakiś Szczepłek czy jeszcze ktoś inny, kto będzie opowiadał bzdury, ale ja na to już nie zważam. Może nie graliśmy pięknej piłki. Bełchatów tak naprawdę prezentował się ładniej od nas, my graliśmy piłkę skuteczną, mając do dyspozycji takich, a nie innych piłkarzy. Ale myślę, że nie ma w Ekstraklasie zespołu, który ma tak wielkie serce do walki. Dają medale za pierwsze trzy miejsca, a my dostaniemy pewnie taki order uśmiechu od wielu sympatyków piłki w Polsce, bo utrzymaliśmy się, mając po rundzie jesiennej zaledwie sześć punktów, co wydawało się niemożliwe. Nikt tego wcześniej nie dokonał, więc chwała moim chłopakom. Cieszę się, że znalazłem się wśród nich.


Gdyby porównać skalę trudności zdobycia mistrzostwa z Zagłębiem i utrzymania z Podbeskidziem, które osiągnięcie stawia Pan wyżej?
Zdecydowanie to drugie. Nie sądziłem, że walka o utrzymanie będzie mnie kosztowała aż tyle nerwów. W sezonie, gdy zdobywałem mistrzostwo, liga się „zdrzemnęła” – Lech, Wisła i Legia nie były najmocniejsze i skorzystaliśmy z tego wraz z Bełchatowem. Graliśmy wtedy na dużym luzie, bo nikt nie oczekiwał od nas mistrzostwa. Tutaj zaś nie było mowy o żadnym luzie. Ci chłopcy potrafią grać lepiej, gdy obserwuję ich na treningach. Ale gdy przychodził mecz, starali się popełnić jak najmniej błędów, a wtedy gra się znacznie trudniej. Dzisiaj stanęliśmy przed olbrzymim wyzwaniem, bo jechaliśmy na mecz o życie z zespołem, który jak dotąd przegrał na wiosnę tylko jeden mecz u siebie, a tydzień wcześniej zremisował z mistrzem Polski. Tym większa nasza radość z tego sukcesu.


Muszę spytać jeszcze o ten gest Kozakiewicza, który pokazał Pan oglądając bramkę Euzebiusza Smolarka w meczu z GKS-em. To mogło być różnie odebrane przez ludzi w Bełchatowie.

Nie róbmy z tego problemu. To są emocje, człowiek czasami nawet nie wie co robi, co mówi. Łatwo jest stać z boku i komentować takie zachowanie. Ja mam szacunek do każdego piłkarza, mam wśród nich także wielu znajomych w Bełchatowie. Bardzo żałuję trenera Kieresia i jak już powiedziałem, jest mi autentycznie żal, że ten zespół spadł, choć prezentował bardzo atrakcyjną grę. Moim zdaniem jedną z lepszych w Ekstraklasie. Niech o klasie tej drużyny świadczy fakt, że w meczu o życie wygrywają na wyjeździe z zespołem, który walczy o trzecie miejsce w tabeli i już jutro może odbierać brązowe medale. Ludzie, którzy doprowadzili jesienią w Bielsku i Bełchatowie do tak fatalnej sytuacji, powinni się głęboko zastanowić. Myślę, że gdyby Kamil nie został jesienią zmieniony, to dziś GKS-owi nie zabrakło by tego jednego punktu i utrzymałby się w lidze. Może zabrzmi to niepopularnie, ale żałuję, że spada Bełchatów, a nie Ruch czy inne drużyny, które grały w tym sezonie taką luzacką piłkę. Inna sprawa, że jak ma się w lidze dwa zespoły „ugotowane” po rundzie jesiennej, to szuka się już nowych rozwiązań, zmienia taktykę. Tymczasem Podbeskidzie i Bełchatów nie złożyły broni, inne drużyny z dołu tabeli poczuły presję i zaczęły słabiej grać. Szkoda, że reformy nie ma już w tym roku, bo te siedem meczów wywróciłyby tabelę do góry nogami.


A skoro to już pewne, że reforma będzie także Waszym udziałem, jakie ma Pan na jej temat zdanie?
Dla mnie to takie pudrowanie problemu. Ja bym wolał, żeby było osiemnaście zespołów, bo taka Arka, Zawisza, Cracovia czy Nieciecza to przecież silne zespoły. Oprócz Niecieczy każdy z nich dysponuje pięknym zapleczem i fajnie by było, gdyby grały w Ekstraklasie. Myślę, że to by było ciekawsze, niż szukanie na siłę jakichś dodatkowych meczów.


Z dużą pokorą podchodził Pan do poprzednich zwycięstw swojej drużyny, na radość w szatni przyszedł czas dopiero teraz. Jak widać, opłaciło się to tonowanie nastrojów.
Wiemy, jak niewiele trzeba, żeby przegrać mecz. Dzisiaj też prowadziliśmy już 2:0, a potem straciliśmy bramkę i Widzew miał okazję ku temu, żeby wyrównać. Dlatego też mam olbrzymi szacunek do każdego punktu zdobytego w Ekstraklasie. Dzisiaj już jestem po drugiej stronie rzeki. Wielu młodych trenerów wygra na początku dwa mecze i już mamy objawienia, nowych Mourinho i Benitezów. Sam zresztą byłem w takiej sytuacji, ale teraz patrzę już na to wszystko z dystansem, staram się zachować pokorę. Profesor Chmura mawiał, że palec Boży zawsze wskaże na koniec tego, który najwięcej pracuje i zadecyduje o tym kto wygrał, a kto przegrał. I tak się dzisiaj stało.


Rozmawiał po meczu w Łodzi Przemysław Drewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)