Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wisły droga donikąd

Wisły droga donikąd

Piłka nożna | 19 czerwca 2013 17:36 | Jakub Kacprzak


Jak to się stało, że jedna z najbardziej dominujących drużyn w Polsce stoi na skraju przepaści? Biała Gwiazda chyli się ku upadkowi, nikt do błędów się nie przyznaje, kadrę opuszczają najważniejsi gracze, którzy tworzyli atmosferę w szatni, a na domiar złego trenerem ponownie został Franciszek Smuda. Współczuję fanom Wisły. O samym Franzu pisałem wczoraj. Dziś jednak chcę skupić się na całej Wiśle. Drużynie, która w XXI wieku sięgnęła po siedem ze swoich trzynastu mistrzostw. Jeśli do tego dorobku dorzucimy trzy wicemistrzostwa, dwa Puchary Polski, a także dwa Superpuchary, to ukaże nam się obraz dominatorów, którzy polską Ekstraklasę zamienili w prywatny plac zabaw po wejściu w nowe milenium. Wielkie gwiazdy, które tworzyły trzon reprezentacji Polski, kilka naprawdę dobrych zagranicznych nazwisk, udane występy w europejskich pucharach. To wszystko dziś brzmi jak piękny sen. Niestety obecna rzeczywistość krakowskiej ekipy wygląda zupełnie inaczej, a może się okazać, że będzie jeszcze gorzej.


Tak słabych dwóch sezonów z rzędu Wisła Kraków w XXI wieku jeszcze nie miała. Dwukrotnie zajmowała siódme miejsce. Co ciekawe minimum dwa sezony z rzędu bez zajęcia miejsca na podium przytrafiły im się ostatni raz w latach 1991-1994. W sezonie 2006-2007 zajęli ósmą lokatę, ale rok później jednak zdołali jednak odzyskać mistrzostwo pokonując w walce o tytuł Legię Warszawa o 14 pkt. 38 pkt zdobytych w minionych rozgrywkach to najgorszy dorobek od sezonu 1993/1994 gdy po uciułaniu zaledwie 22 oczek spadli z ligi. Dziś krakowianie są drużyną bez polotu, stylu i wyraźnie widać, że nie tworzą zgranej ekipy. Co gorsza nic nie wskazuje na to, że miałoby się to zmienić. Z klubem pożegnały się już dwie ikony, które pamiętały dominację Wisły, a więc Kamil Kosowski i Radosław Sobolewski. Nie przedłużono z nimi kontraktów, choć pomimo fatalnego sezonu widać było, że to oni najbardziej walczą i starają się na murawie. Dziś okazało się, że umowę Wiśle wypowiedział Cwetan Genkow. Bułgar przez 2,5 sezonu zagrał w lidze 54 spotkania, w których zdobył 17 bramek. Powodem odejścia były zaległości finansowe wobec piłkarza. Zresztą ostatnimi czasy z Krakowa więcej dobrych piłkarzy odchodzi niż dołącza do klubu.


W przeciągu trzech ostatnich lat z klubu odeszli tacy piłkarze jak Marcelo (PSV Eindhoven), Maor Melikson (Valenciennes), Andraz Kirm (Groningen), Dudu Biton, którego nie wykupiono z Charleroi, bracia Brożek, Arkadiusz Głowacki, który do Wisły ostatecznie wrócił, czy Junior Diaz (FC Brugge). Krakowianie oszczędzają na transferach. Przed rozpoczęciem minionego sezonu pomimo tego, że na transferze Meliksona i Kirma zarobili ok. 1,1 mln euro to nie zdecydowali się wzmocnić drużyny i wydali na transfery zaledwie około 40 tysięcy euro. Kibice do tej pory również zastanawiają się jaki sens miał zagraniczny zaciąg piłkarzy, którym ewidentnie za Wisłę nie chciało się walczyć. Największy sukcesy Wisła zawdzięczała Polakom. Gdy w sezonie 2002/2003 krakowianie doszli do 1/8 Pucharu UEFA po drodze eliminując m.in. Parmę i Schalke, a w walce o ćwierćfinał ulegając zaledwie jedną bramką Lazio, trzon zespołu stanowili polscy piłkarze. W kadrze znajdowało się zaledwie pięciu obcokrajowców, z czego dwóch bardzo dobrych: Kalu Uche i Mauro Cantoro. Wspomagali oni tak doskonałych reprezentantów Polski jak Maciej Żurawski, Tomasz Frankowski, Kamil Kosowski, Arek Głowacki, Mirosław Szymkowiak i Marcin Baszczyński. Do tego grali wtedy w barwach Białej Gwiazdy Grzegorz Pater, Kazimierz Moskal, Marcin Kuźba, bracia Brożek, Mariusz Jop, Paweł Strąk czy Maciej Stolarczyk. Klub prowadził Henryk Kasperczak.


Dziś w składzie Wisły nie ma żadnego reprezentanta naszego kraju. Na Euro 2012 Franciszek Smuda nie powołał żadnego zawodnika krakowskiej drużyny. Warto tu zaznaczyć, że taka sytuacja, gdy żaden z piłkarzy Białej Gwiazdy nie został wzięty na duży turniej, ostatni raz miała miejsce w 1986 roku, gdy na mundial w Meksyku Antoni Piechniczek nie wziął żadnego piłkarza Wisły, ale było to spowodowane tym, że krakowski zespół grał wtedy w II Lidze. A tak zawsze gdy dostawaliśmy się do wielkiej imprezy, zawodnicy z Krakowa byli w składzie. To też pokazuje jak źle dzieje się przy ulicy Reymonta. Trudno o optymizm tym bardziej, że coraz głośniej mówi się o dużych problemach finansowych klubu. Informacje o zaległościach w wypłaceniu pensji, sięgających pięciu miesięcy budzą duży niepokój. Niezrozumiałe są również decyzje Bogusława Cupiała, który miota się ze swymi decyzjami niczym dziecko we mgle. Od odejścia Kasperczaka w 2004 roku, właściciel Wisły zatrudnił łącznie z powracającym Smudą PIĘTNASTU trenerów! W samym 2010 roku klub prowadziło czterech szkoleniowców: Skorża, Kasperczak, Kulawik i Maaskant.


Częste (lekko powiedziawszy) zmiany szkoleniowców, brak odpowiedniej polityki transferowej, branie na dyrektora sportowego Jacka Bednarza, kupowanie podstarzałych obcokrajowców i sprzedawanie największych gwiazd sprawiło, że dziś w Wiśle nie mówi się już o ambitnych planach na nowy sezon. W wywiadzie dla Weszlo.com Arkadiusz Głowacki przyznał, że jeśli sytuacja w klubie dalej będzie tak wyglądać to grozi im walka o utrzymanie. Nie sposób zadać sobie pytanie: kto jest tej całej sytuacji winien? Trudno nie mieć pretensji do Cupiała, który sam nie wie co robić. Dopóki nie nastąpi w klubie stabilizacja, a władze nie określą jasno planu naprawczego, to trudno się spodziewać, by nagle przy Reymonta znów walczono o mistrzostwo. Prawda jest bowiem taka, że Wiśle czołówka już uciekła i to nie tylko sportowo, ale i organizacyjnie. Dziś krakowian bardziej określa przeciętność i nieudolność niż ambicja, wola walki i pomysł na grę. Widać to choćby na przykładzie Korony Kielce, gdzie wybitnych piłkarzy nie ma, ale drużyna zostawia na murawie serce i walczy do ostatniego tchu. Wisła w dwóch ostatnich sezonach zdobyła łącznie zaledwie 55 bramek. Dla porównania w sezonie 2007/2008 miała ich na koncie… 68. Wcześniej wynik poniżej 30 goli zanotowali w sezonie 1984/1985 gdy spadli po fatalnym sezonie z najwyższej klasy rozgrywek. A 35 straconych bramek w minionych rozgrywkach to najgorszy wynik od sezonu 1992/1993 gdy ilość wpuszczonych goli wyniosła 37.


Puenta nasuwa się sama. W Wiśle tak źle nie było od prawie 20 lat. I trudno mieć nadzieję, że coś zmieni się na lepsze. Pozostaje więc jedynie nadzieja, że Cupiał, Bednarz i Smuda nie doprowadzą do całkowitego upadku Białej Gwiazdy. Choć do tego będzie im doprowadzić o wiele łatwiej niż walczyć o czołowe lokaty.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)