Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Były emocje, brakło jakości!

Były emocje, brakło jakości!

Piłka nożna | 27 listopada 2012 15:04 | Hubert Błaszczyk
Bartosz Ślusarski w walce o piłkę z Piotrem Celebanem
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Bartosz Ślusarski w walce o piłkę z Piotrem Celebanem

Mecz Podbeskidzia Bielsko Biała z Lechem Poznań na pewno nie był widowiskiem dla koneserów futbolu, ale mi się podobał. Dlaczego? Widzieliśmy w nim zwroty akcji, koszmarne błędy obrońców, pomyłki arbitrów, 5 bramek. Jednym słowem nie zabrakło emocji.


Malkontenci na pewno będę narzekać, że nie było piłkarskiej jakości, ale jeśli będę chciał zobaczyć setki celnych podań, finezyjne akcje oraz piękne bramki, to przełączę na kanał, na którym gra Barcelona. Mamy produkt, taki jaki mamy, dlatego nie możemy wymagać cudów. Ja cieszę się, gdy zdarzają się takie spotkania jak to poniedziałkowe, czy sobotnie Śląska z Jagiellonią, bo po prostu w tej smutnej lidze coś się dzieję!


Lech w Bielsku Białej nie zagrał porywającego meczu, do czego przyzwyczaił już od początku tej rundy. Fenomenem jest jednak fakt, że poznaniacy z trzech ostatnich wyjazdów przywieźli komplet punktów, a w żadnym z nich nie zagrali dobrej piłki. Eksperci mogą narzekać na styl, jednobramkowe zwycięstwa, ale w tabeli punkty się zgadzają. Inna sprawa, że braki „poznańskiej lokomotywy” tydzień wcześniej boleśnie obnażyła Legia.


Uczciwie trzeba przyznać, że w Bielsku Białej „Lechitą” wydatnie pomógł sędzia. Daniel Stefański wypaczył wynik spotkania wysyłając do szatni pod koniec pierwszej połowy Dariusza Pietrasiaka. Były zawodnik Śląska Wrocław popełnił w tym sezonie w barwach Podbeskidzia więcej błędów niż przez ostatnie trzy lata, ale w tym konkretnym wypadku był bez winy, czysto wybijał piłkę spod nóg rozpędzonego Lovrencsicsa. Podstaw do odgwizdania faulu nie było żadnych, dlatego nie należy dziwić się reakcji wściekłego piłkarza.


Osłabieni brakiem Pietrasiaka bielszczanie nie poddawali się i być może udałoby się im powiększyć swój dorobek punktowy po tej kolejce, gdyby nie Ireneusz Jeleń. Zawodnik, który miał robić różnicę, wnieść nową jakość w szeregi „Górali”, najpierw zmarnował stuprocentową sytuację, a później przegrał pojedynek psychologiczny z Jasminem Buriciem. Bośniak świetnie wyczuł słaby strzał Jelenia z rzutu karnego i dał impuls do lepszej gry kolegom. Gdy kilka minut później na 3:1 strzelił Bartosz Bereszyński było już w zasadzie pozamiatane.


Wydaję się, że Jeleń musi sobie zadać jedno, ale to zajebiście ważne pytanie: „Czy tak chcę dalej grać w piłkę?”. Jeśli tak, to niech wybierze się na emeryturę do Stanów Zjednoczonych poodcinać kupony, bo z takim podejściem psychicznym zbyt wiele nie zdziała. To właśnie w psychice leży problem napastnika Podbeskidzia. Irek gra całkiem nieźle, ale gdy dochodzi do sytuacji podbramkowych, to blokuje się i nie potrafi umieścić piłki w sieci. Sytuacje miał w Lubinie, Gliwicach, również z Lechem, ale każdy mecz kończył z zerowym dorobkiem bramkowym.


Z kolei Lech może cieszyć się z trzech punktów, ale bramki stracone przez poznaniaków w pełni obciążają eksperymentalną defensywę przyjezdnych. Odpowiedzialność za pierwszego gola dla Podbeskidzia ponoszą do spółki Burić z Cessayem. Ten drugi zawalił również, gdy Stefański wskazał na wapno. Gambijczyk niepotrzebnie faulował w polu karnym, gdy sytuacja została już niemal opanowana. To był najsłabszy mecz Kebby w tej rundzie, a przecież w Djurgardens Sztokholm grał na pozycji środkowego obrońcy. Nagana dla defensywy wicelidera Ekstraklasy należy się także za nieupilnowanie wcale niewysokiego Kamila Adamka przy drugiej bramce dla „Górali”. Na tę sytuację zdecydowanie musi zwrócić uwagę Mariusz Rumak, bo w meczach ze Śląskiem Wrocław i Koroną Kielce na pewno nie będzie tak łatwo.


Co dalej z Podbeskidziem? Tylko jakiś cud może uratować ligowy byt zarówno dla bielszczan jak i GKS-u Bełchatów. Są to zdecydowanie dwie najsłabsze drużyny w T-Mobile Ekstraklasie. Różnica pomiędzy tymi dwiema ekipami jest taka, że zawodnicy Sasala w odróżnieniu od GKS-u pokazują momentami dobrą grę i mają mniej punktów niż na to zasługują.


I tak jeszcze na koniec słówko o Bartoszu Ślusarskim, bo mu się należy. Dwie bramki, wreszcie co najmniej 50% skuteczność w wykorzystywaniu sytuacji podbramkowych i miejsce w tabeli strzelców za plecami Ljuboji i Traore. Nie ma się co oszukiwać, że „Ślusarz” wirtuozem światowych boisk nigdy nie był i nie będzie, ale za tegoroczny dorobek bramkowy należy mu się szacunek, bo gdyby nie jego 7 trafień, to Lech z pewnością nie miałby tylu punktów, ile ma teraz.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)