Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Pucharowe „wtopy” polskich klubów

Pucharowe „wtopy” polskich klubów

Piłka nożna | 25 czerwca 2013 17:09 | Remek Piotrowski
Ku przestrodze publikujemy największe wpadki polskich zespołów w pucharach.
fot. Marcin Karczewski/ Superstar.com.pl
Ku przestrodze publikujemy największe wpadki polskich zespołów w pucharach.

Mistrz Polski w drodze do futbolowego raju zmierzy się z walijskim The New Saints F.C., natomiast poznański Lech w eliminacjach Ligi Europejskiej podejmie Finów z FC Honka Espoo. Oba zespoły to rywale niżej notowani, ale i w starciach z takimi Polacy w przeszłości zawodzili.

 

Największe klęski polskich drużyn klubowych przypominamy nie po to, aby osłabiać morale kibiców znad Wisły i Warty, ale ku przestrodze. Reprezentanci Hiszpanii przed rywalizacją z Tahiti w Pucharze Konfederacji wspominali, że świadectwem szacunku dla niżej notowanego rywala jest nie litość, a gra serio.

 

Właśnie tego podopieczni trenera Jana Urbana i Mariusza Rumaka, a w dalszej kolejności dwóch pozostałych eksportowych jedenastek muszą się nauczyć. Pokora i szacunek dla rywala - z jednej strony oraz świadomość celu - z drugiej, winny być poważnym argumentem na drodze do przeskoczenia walijsko-fińskiej przeszkody.


- Widzew 09 zgłoś się -

 

W przeszłości nasze kluby nie raz i nie dwa zawodziły w europejskich pucharach. Największą hańbą polskiego futbolu klubowego jest klęska piłkarzy Widzewa 9:0 z Eintrachtem Frankfurt w 1992 roku. Oglądając, jak uciekinier z NRD Axel Kruse i Ghańczyk Anthony Yeboah strzelają Piotrowi Wojdydze po trzy gole, a w środku pola podopiecznych Władysława Żmudy ośmiesza Augustine „Jay Jay” Okocha, trudno było uwierzyć, że w pierwszym meczu padł remis 2:2.

 

Nie popisał się też Łódzki Klub Sportowy, który w roli Mistrza Polski anno Domini 1958 doznał szokującej klęski z mistrzem Luksemburga. Amatorzy z Jeunesse Esch zaaplikowali „Rycerzom Wiosny” aż pięć goli, choć wpadkę łodzianie tłumaczyli grą przy sztucznym oświetleniu, przy którym zagrali po raz pierwszy w życiu. W rewanżu zespół trenera Władysława Króla wygrał 2:1, ale szansa na awans przepadła, a szkoda, bo Luksemburczyków los w kolejnej rundzie zetknął ze gigantycznym Realem Madryt z Puskásem, Di Stefano, Kopą i Gento w składzie.

 

Dwa lata później wstydzić musieli się kibice Górnika Zabrze. Zanim bowiem na Śląsku stworzono słynny zespół z Lubańskim i Pohlem na czele, który (jako jedyny w historii spośród naszych klubów) dotarł do finału europejskich rozgrywek, górnicy musieli przełknąć gorzką pigułkę porażki w 1961 roku w postaci porażki z angielskim Tottenhamem i to w szokujących rozmiarach. „Koguty” robiły Górnika wygrywając aż 8:1!


Inny śląski klub – Ruch Chorzów osiem lat później identyczną ilością bramek przegrał w Pucharze Miast Targowych (późniejszy Puchar UEFA) z Ajaxem Amsterdam (7:0).


- XXI wiek… -


Hańbiących polskich futbol porażek nie trzeba wcale szukać jednak w tak odległych czasach, jak lata ’50, czy ‘60. Najwięcej ich doznaliśmy (daje to myślenia!) w XXI wieku.


W 2003 roku GKS Katowice skompromitował naszą piłkę przegrywając dwumecz z macedońskim Cementarnica Skopje. Zawodem okazał się już pierwszy mecz na wyjeździe, który zespół trenera Edwarda Lorensa zremisował 1:1. Na Bukowej rywale swój pierwszy celny strzał oddali dopiero w 90. minucie, ale był to strzał celny, a ponieważ katowiczanie rozegrali tragiczne spotkanie, „Gieksa” pożegnała się z marzeniami o podboju Europy.

 

Rok 2003 był bodaj najgorszym w historii polskiej piłki klubowej. Oprócz bowiem GKS-u Katowice „klapę” zanotowali w I rundzie Pucharu Intertoto gracze Polonii Warszawa („Czarne Koszule” uległy drużynie Toboł Kostanaj 0:3), w Pucharze UEFA zawodnicy krakowskiej Wisły (lepsza w serii rzutów karnych okazała się Vaalerenga Oslo) i Wisły Płock („Nafciarze” odpadli z łotewskim FK Ventspils po 1:1 i 2:2 w Płocku) i wreszcie Odry Wodzisław w Pucharze Intertoto, która trafiła na przedstawiciela ligi irlandzkiej, Shamrock Rovers Dublin. Zespół złożony z amatorów najpierw upokorzył śląski zespół na jego boisku (1:2), a potem zwyciężył także u siebie (1:0).

 

Pamiętając o wielkim zasługach dla naszej piłki, które stały się udziałem „Biały Gwiazdy”, należy w tym momencie wspomnieć o porażce ekipy spod Wawelu ze szwedzkim FC Malmoe 4:1 w 1979 roku (choć miejmy na uwadze, że „wiślacy” zanotowali ją w ćwierćfinale Pucharu Mistrzów), Dynamem Tbilisi w 2004 roku (po porażce 2:1), a zwłaszcza kompromitującym niepowodzeniu z estońską „potęgą” - Levadią Tallin, która urosła do rangi pewnego rodzaju symbolu współczesnego stanu „Rzeczpospolitej Futbolowej”.


- Islandia, Mołdawia, Kazachstan. -


Do rozpaczy, nie tylko zresztą szczecińskich kibiców, doprowadziła również Pogoń, która w 2001 roku uległa na własnym stadionie Fylkir Reykjavik 1:2, a że w rewanżu padł remis 1:1, „Portowcy” pożegnali się z pucharami. W Poznaniu na długo zapamiętano 2004 rok i dwukrotną porażkę z Terekiem Grozny. „Kolejarz” podobny zawód sprawił w 1978 roku, gdy w dwumeczu z niemieckim MSV Duisburg stracił w sumie aż dziesięć goli (5:0 i 5:2), ale i tak najbardziej bolesną była wpadka z mołdawskim FC Tiraspol, zwłaszcza po porażce 1:3 przy Bułgarskiej.

 

Jeden z naszych obecnych pucharowiczów – Śląsk Wrocław, nagorzej wspomina wcale nie klęskę sprzed roku w eliminacjach Ligi Mistrzów, ale fatalne starty w 1980 i 1981 roku, gdy gracze z Dolnego Śląska najpierw przegrali z Dundee United (7:2), a następnie musieli uznać wyższość Szwajcarów z Servette Genewa (5:1). W 1983 roku Lechię Gdańsk 7:0 rozniósł Juventus Turyn. W niechlubnej liście polskich wpadek zapisała się również Jagiellonia Białystok, która uległa kazachskiej ekipie Irtysz Pawłodar.

 

Niech lista ta będzie przestrogą dla Legii, Lecha, Piasta i Śląska, którzy wkrótce powalczą o kolejne punkty dla polskiego futbolu. Jeśli podobne wpadki znów się powtórzą, wśród piłkarskich potęg z Islandii, Walii, Kazachstanu i Albanii, zadomowimy się na dłużej. A czas przecież w końcu ruszyć z miejsca.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)