Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Piątkowe spotkanie z Galaktycznym. Pozycja: Defensywny pomocnik - El Principe de Madrid

fot. Ismael Valladolid Torres (flickr.com)

Piątkowe spotkanie z Galaktycznym. Pozycja: Defensywny pomocnik - El Principe de Madrid

Piłka nożna | 28 czerwca 2013 17:22 | Adrian Szymczak

Nigdy nie zdobył Złotej Piłki. Nie jest wymieniany jako wielka legenda klubu z Madrytu, ale na tej pozycji, na której grał osiągnął sam szczyt, a nawet jeszcze więcej. Przed Państwem piłkarz, którego całe Madridismo kochało i nadal kocha – Fernando Redondo!


Od samego początku wiedział, że chce być piłkarzem. Robił wszystko, by spełnić swoje marzenia i osiągnąć cel. Do 16 roku życia trenował w małym klubiku Taleres Remedios. Do tego czasu grał regularnie w tym zespole, a jego talent został dostrzeżony przez Argentinos Juniors Buenos Aires (ten sam klub, w którym swoje pierwsze kroki stawiał słynny Diego Maradona). Redondo podpisał z nimi swój pierwszy profesjonalny kontrakt i zaczął sporadycznie grywać w pierwszym składzie. Jego debiut miał miejsce 29 września 1985r, lecz dopiero po dwóch latach udało mu się przebić do pierwszej jedenastki i otrzymywać stałe, regularne występy. Grał na pozycji środkowego pomocnika, defensywnego, aczkolwiek ze zmysłem do gry ofensywnej. Z sezonu na sezon Fernando prezentował coraz lepszy styl gry. Po udanych pięciu sezonach w barwach argentyńskiego klubu, przeniósł się do hiszpańskiego CD Tenerife. Klub ten w tamtym okresie święcił okres świetnej gry, gdyż występował w Pucharze UEFA. Redondo bardzo szybko wkomponował się w nowe otoczenie i dobrze się zaaklimatyzował w Europie. W tak młodym wieku (21lat) miał już swój własny wyrobiony styl gry. Oglądając go w akcji można było dojrzeć niebywałą elegancję ruchów i dojrzałość w grze. Szybko stał się ulubieńcem miejscowym kibiców. Takie coś nie mogło obejść się bez echa i w 1994 roku po młodego Argentyńczyka zgłosił się Real Madryt.


Przybywając do madryckiego klubu wraz z nowym trenerem Jorge Valdano, Fernando Redondo miał coś do udowodnienia. Królewscy zapłacili za niego 5 milionów dolarów, co budziło zdziwienie w niektórych madryckich kręgach. Młody Argentyńczyk miał wszystko w swoich rękach, by pokazać całemu Madridismo, ale także całemu światu, po co przyszedł do Realu Madryt. Jak się później okazało, Redondo był pomocnikiem wręcz doskonałym. Piłkarz, który był jak murowana ściana dla napastników – momentami nie do przejścia, ale był przede wszystkim wodzem środka pola. Obdarzony nienaganną techniką kierował poczynaniami drużyny. Koledzy z drużyny żartobliwie sprawdzali obuwie Fernando, szukając magnesu w butach, który mógł „kleić” piłkę do nogi Argentyńczyka. Jego rozwój piłkarski w Madrycie szedł w parze z sukcesami. Już w swoim pierwszym sezonie gry dla Los Blancos zdobył Mistrzostwo Hiszpanii (był to rok 1995). Ten sam sukces powtórzył dwa lata później. W 1998 roku wygrał także swoją pierwszą Ligę Mistrzów, dokładając jeszcze do tego Puchar Interkontynentalny. Rola Fernando Redondo w zespole była nie do opisania. Był zawodnikiem, którego każdy zespół na świecie chciał mieć w swoich szeregach. Nagrodą za tak wspaniałe występy była opaska kapitańska, którą z dumną zakładał na swoje ramię.


W 2000 roku w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, Fernando Redondo na stałe zapisał się w annałach światowej piłki. 18 kwietnia 2000 roku odbyło się rewanżowe spotkanie w ramach 1/8 finału Ligi Mistrzów pomiędzy Realem Madryt i Manchesterem United. W 50. minucie spotkania piłkę na środku boiska otrzymał kapitan Fernando Redondo i popędził w stronę bramki przeciwnika tuż przy linii bocznej. Mając za przeciwnika obrońcę Henninga Berga, Redondo wykonał wtedy słynne „taconazo” - zagrał piętką między nogami Berga, obiegł go i popędził ku linii końcowej boiska, gdzie opanował piłkę i dokładnym podaniem obsłużył wbiegającego w pole karne Raula, który tylko dopełnił formalności. Akcja Argentyńczyka jest pokazywana jako jedna z tych, które zapadły na zawsze w pamięci kibiców futbolu. Real wygrał to spotkanie i później całą edycję Ligi Mistrzów pokonując w finale Valencie 3-0, a Fernando Redondo wznosił puchar jako kapitan Królewskich. Było to piękne zwieńczenie jego kariery w Madrycie.


Później okazało się, że Fernando zrobił już wystarczająco dla Los Blancos i do klubu wpłynęła oferta AC Milanu. Sam Redondo wypowiadał się na ten temat w ten sposób: „Byłem na obozie przygotowawczym, kiedy poinformowano mnie, że do klubu wpłynęła oferta. (...) To jakby Twój ojciec powiedział, że nie chce Cię więcej widzieć w domu”. Mimo tego wszystkiego Redondo zawsze podkreślał, że jego serce jest „białe” i należy do Realu Madryt. W barwach Królewskich rozegrał 165 bramek, strzelając 4 bramki. Latem 2000 roku odszedł do włoskiego do AC Milanu. Niestety tam jego kariera nie potoczyła się pomyślnie. Szybko doznał bardzo poważnej kontuzji kolana, która wykluczyła go z gry aż na 3 lata! Los zatoczył koło i w 2003 roku Redondo wraca „do domu”. AC Milan spotkał się z Realem Madryt w ramach Ligi Mistrzów. Książę Madrytu został przyjęty jak na księcia przystało. Wszyscy kibice na Santiago Bernabeu przez całe spotkanie oklaskiwali każdy kontakt z piłką Argentyńczyka. Gdy nadszedł moment zmiany Fernando, cały stadion wstał i na stojąco oklaskiwał swojego mistrza. Redondo oddał serce dla Madrytu. Madryt dał serce Fernando.


Argentyńczyk w krótkim czasie ogłosił, że przez ciągłe kontuzje nie jest już w stanie grać na najwyższym poziomie i w 2004 roku ogłosił zakończenie kariery. W reprezentacji Argentyny wystąpił w 29 spotkaniach nie osiągając przy tym większych triumfów, ale nie o to chodzi. Fernando chciał być zapamiętany i z pewnością ta sztuka mu się udała. W Madrycie jest tylko jeden Książę, którym jest Fernando Redondo.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)