Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Zawirowania na trenerskiej karuzeli
Jak Mourinho poradzi sobie w Chelsea?
fot. flickr.com
Jak Mourinho poradzi sobie w Chelsea?

Zawirowania na trenerskiej karuzeli

Piłka nożna | 16 lipca 2013 11:14 | Michał Przybycień

Przed nowym sezonem wiele klubów się zbroi, aby walczyć o jak najwyższe cele. Czołowe kluby nie zapomniały także o trenerach. W obecnym okienku transferowym trenerzy zmieniają miejsca pracy, częściej niż Kuba Wojewódzki samochody. Jedni kończą definitywnie z piłką, inni nie spełnili oczekiwań zarządu, a jeszcze kolejni pokłocili się z zawodnikami. Oto kilka głośnych transferów trenerskich tego lata.


Do najgłośniejszej roszady trenerskiej doszło bez wątpienia w Madrycie. Jose Mourinho miał trenować „Królewskich” do końca czerwca 2016 roku. W ostatnim sezonie, Portugalczyk pokłócił się z prawie wszystkimi ludźmi związanymi z klubem oraz z większością swoich podopiecznych. Dodatkowo, w kraju, „jego” Real nie potrafił zdetronizować Barcelony, która praktycznie bez trenera, zdobyła po raz 22. mistrzostwo Hiszpanii. Mourinho poległ także w Europie. Przez 3 lata pracy na Santiago Bernabeu, nie potrafił wygrać Ligi Mistrzów, odpadając w półfinałach. W efekcie, z „The Special One” rozwiązano kontrakt za porozumieniem stron.

 

Zastąpił go Carlo Ancelotti. Wydawało się, że Włoch najlepsze lata trenerskiej kariery ma już za sobą. Tymczasem, jako szkoleniowiec PSG, zdobył z tym zespołem mistrzostwo Francji, na które klub czekał 19 lat. Także w Europie, Francuzi zaprezentowali się bardzo korzystnie. Doszli do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, a tam jedynie mniejszą liczbą bramek zdobytych na wyjeździe ulegli Barcelonie. Teraz przed Włochem bardzo trudne zadanie. Musi on pogodzić, skłócone ze sobą gwiazdy, które pozostwił mu Jose Mourinho.

 

Portugalczyk długo nie pozostawał bez pracy. Zaledwie 3 tygodnie po odejściu z Santiago Bernabeu, zakotwiczył na Stamford Bridge. Nie od dziś wiadomo, że Mourinho bardzo ceni sobie angielski futbol, a poza tym, bardzo dużą sympatią darzy go właściciel Chelsea, Roman Abramowicz. Mourinho już drugi raz podejmuje się pracy z ekipą „The Blues”. Pierwsze podejście trwało niecałe 3,5 roku. W tym czasie, Chelsea zdobyła 2 mistrzostwa Anglii z rzędu i także 2 razy odpadała w półfinale Champions League. Właśnie brak pucharu, dla klubowego mistrza Europy, „The Special One” uznaje za swoją największą porażkę w pracy na Stamford Bridge. Teraz na pewno będzie chciał poprawić tą statystykę. Znając jego ambicję, będzie robił wszystko, aby udowodnić, że jego drużyna nie gra wcale gorzej od tej prowadzej przez Roberto Di Matteo, który Ligę Mistrzów z „The Blues” wygrał.

 

Z kolei dotychczasowy trener Chelsea, Rafael Benitez, został szkoleniowcem Napoli. Hiszpan, przez pół roku pracował w Londynie, ale pomimo wygrania Ligi Europy, nie zdobył zaufania kibiców. Od samego początku, miał w klubie ze stolicy Anglii pod górkę. Już w momencie jego zatrudnienia na Stamford Bridge, Roman Abramowicz podkreślał, że Hiszpan jest tylko szkoleniowcem tymczasowym i niezależnie od wyników nie pozostanie w klubie. Tak też się stało. Pomimo wygrania Ligi Europy, obie strony rozstały się bez żalu, a Benitez szybko zaczepił się w Neapolu.

 

Niespodziewanie, tym razem, do najdrastyczniejszych i zarazem najmniej spodziewanych zmian doszło w klubach z Manchesteru. W City, któremu nie udało obronić się mistrzostwa Anglii, Roberto Manciniego zastąpił Manuel Pellegrini. Chilijczyk będzie miał za zadanie wprowadzić „The Citizens” na europejskie salony. W kraju, City już jest jedną z czołowych drużyn, ale w pucharach nie może się przebić przez fazę grupową. Pellegrini, którego Malaga, w ostatnim sezonie pechowo przegrała w ćwiercfinale Ligi Mistrzów, z Borussią Dortmund, będzie musiał tchnąć w drużynę nowego ducha i odebrać United mistrzostwo, a także zaistnieć w Europie. Jeśli jego drużyna nie będzie prezentowała ładnego stylu gry i dodatkowo, nie zdobędzie żadnego trofeum, to zaufanie szejka Mansoura, do Chilijczyka może się bardzo szybko wyczerpać.

 

Jednak to o zmianie warty na Old Trafford było najgłośniej. Sir Alex Ferguson zaskoczył wszystkich swoją decyzją o przejściu na trenerską emeryturę. Szkot, w Manchesterze pracował ponad ćwierć wieku. W tym czasie zdobył m.in. 13 mistrzostw Anglii i 2 razy Ligę Mistrzów. Teraz pewna epoka w futbolu, nie tylko europejskim, ale i światowym, się kończy.

 

Trenerską legendę zastępuje szkoleniowiec na dorobku David Moyes. Dotychczasowy szkoleniowiec Evertonu został rzucony na głęboką wodę. W Liverpoolu mógł liczyć na pełne wsparcie, nikt nie oczekiwał od niego trofeów, jego drużyna grała bez presji. W Manchesterze będzie musiał wygrywać od początku. Co prawda zarząd United, nie jest tak niecierpliwy, jak ten z Etihad Stadium, ale jeśli drużyna nie zdobędzie żadnego trofeum w ciągu najbliższych trzech lat, to Moyes będzie bardzo krytykowany ze wszystkich stron. Dodatkową presją dla 50 – letniego Szkota, będą sukcesy jego poprzednika. Ten, od sezonu 1991/92, nie schodził z ligowego podium. Ferguson, gdy podejmował się pracy w United, również był zewsząd porównywany do sir Matta Busby’ego. Teraz Moyes, porównywany będzie do swojego poprzednika. Jednak, będzie miał jego ogromne wsparcie. Może nie będzie dla zawodników, takim autorytetem, jak był Ferguson, ale ten, z tylnego siedzenia, zapewne pomoże mu zdobyć zaufanie i posłuch w drużynie, a także posłuży radą w trudnych momentach.

 

Moyesa, w Evertonie zastąpił Roberto Martinez. Hiszpan, co prawda nie zdołał utrzymać Wigan w Premier League, ale zdobył z tym zespołem Puchar Anglii. W Evertonie, zastał już drużynę poukładaną, niezłą personalnie, w którą trzeba tchnąć nowego ducha i zmobilizować do gry o coś więcej niż 5. miejsce w lidze. Jeśli ta sztuka, uda się Martinezowi, może z „The Toffies” bardzo wiele osiągnąć.

 

Również, w najlepszym europejskim zespole minionego sezonu doszło do zmiany na trenerskim stołku. Jupp Heynckes, który wygrał z Bayernem wszystko co było możliwe, zdecydował się odpocząć od futbolu. Decyzję podjął już przed sezonem i nie zmienił jej nawet w obliczu wygrania Ligi Mistrzów. Zastąpił go Pep Guardiola. Hiszpan, mimo dopiero 42 lat, jako trener zdobył wszystkie możliwe, klubowe trofea. Uczynił to, jako szkoleniowiec Barcelony. Teraz, to osiągnięcie ma powtórzyć w Monachium. Będzie mu o tyle łatwiej, że ma praktycznie gotową drużynę i musi tylko nie zepsuć tego, co wypracował Heynckes.

 

Co najmniej powtórzenia sukcesów, z ubiegłych rozgrywek wymagają także włodarze Paris Saint – Germain od Laurenta Blanca. Francuz, w zespole z Paryża zastąpił Carlo Ancelottiego, który otrzymał ofertę nie do odrzucenia z madryckiego Realu. Włoch w poprzedniej kampanii wygrał mistrzostwo Francji i doszedł do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, gdzie jego PSG okazało się gorsze od Barcelony, jedynie bilansem bramkowym. Teraz, Paryżan do podobnych sukcesów ma prowadzić były selekcjoner reprezentacji Francji. Co prawda nie ma on aż takiego doświadczenia jak Ancelotti, ale na pewno jest jednym z bardzo obiecujących trenerów młodego pokolenia. Dotychczas trenował jedynie Girondins Bordeaux i kadrę „Trójkolorowych”. W obu tych miejscach pracy miał komfort pracy, duże zaufanie i czas na zbudowanie drużyny. W Paryżu tego spokoju może mu brakować. Wiadomo, że szejkowie płacą, ale też wymagają. Jeśli Blanc, co najmniej nie powtórzy sukcesów Ancelottiego to szybko może pożegnać się z Parc des Princes. A zadanie będzie miał trudniejsze niż Włoch, przede wszystkim na krajowym podwórku. Tam Paryżanom wyrósł rywal w postaci AS Monaco. Klub z księstwa ma porównywalny do klubu ze stolicy Francji, budżet i już dokonał kilku spektakularnych transferów. Więc rywalizacja w Ligue 1 w tym sezonie nabierze rumieńców i jeśli Blanc wyjdzie z niej zwycięsko, to tylko umocni się na fotelu trenera PSG.

 

Tradycyjnie, także i naszego kraju nie ominęły roszady trenerskie. Szkoleniowców zmieniły: Wisła, Lechia i Jagiellonia.

 

W Krakowie, wiadomo było, że Tomasz Kulawik na następny sezon na pewno nie zostanie. Choć, prawie do końca sezonu, nikt z klubu oficjalnie tego nie mówił, w kuluarowych rozmowach podkreślano, że były piłkarz „Białej Gwiazdy”, ma w zespole podobny status co Rafa Benitez w Chelsea. Przewidywania okazały się prawdą. Jeszcze przed zakończeniem sezonu ogłoszono zakończenie współpracy z Kulawikiem. Zastąpił go Franciszek Smuda, który po raz trzeci podjął się pracy w Wiśle. „Franz” w prawie każdej rozmowie przestrzega jednak, że mimo wielkiego zaufania do jego osoby ze strony prezesa Cupiała, ten pieniędzmi nie szasta i nadchodzący sezon ma być „przejściowy”. Wygląda na to, że w Krakowie, w porównaniu z poprzednim sezonem za wiele się nie zmieni i drużyna zapewne przez kilka najbliższych lat nie wykaraska się z „ligowej szarzyzny”.

 

Także na północy Polski zmieniono szkoleniowca, a nawet dwóch. W Lechii zwolniono Bogusława Kaczmarka, a jego miejsce zajął Michał Probierz. Gdańszczanie w poprzednim sezonie zajęli w lidze 8. miejsce i grali bardzo nierówno. Mimo to nikt nie spodziewał się, że popularny „Bobo” zostanie zwolniony. Wszystko dlatego, że często pomimo nienajlepszego końcowego wyniku, to Lechia, w wielu spotkaniach, na boisku dominowała, a momentami grała bardzo ładną dla oka piłkę. Ponadto, Kaczmarek wprowadził do zespołu kilku zdolnych i utalentowanych młodzieżowców, jak np. Duda, czy Łazaj. Drużynę przejął jednak Michał Probierz. Ten trener również lubi stawiać na młodych zawodników, więc w tym względzie ciągłość pracy być może będzie zachowana. Mimo to Lechia raczej nie ma szans na puchary. Sytuacja podobna jak w Wiśle, zespół będzie na granicy grupy mistrzowskiej i spadkowej, mimo znacznie większego budżetu niż Krakowianie.

 

Ostatnim polskim klubem, który zmienił szkoleniowca, jest Jagiellonia Białystok. Tomasza Hajtę zastąpił Piotr Stokowiec. Dla byłego piłkarza Schalke, był to trenerski debiut. Nie wypadł on okazale, ale najgorzej też nie było. „Jaga” spokojnie się utrzymała. Jednak gdyby nie słaba postawa defensywy w wielu spotkaniach, to kto wie czy ekipa z Białegostoku nie byłaby zamieszana w grę o puchary. Nawet tak znakomity przed laty obrońca, jak Tomasz Hajto, nie potrafił sklecić białostockiej defensywy. Teraz przed takim zadaniem stanie Piotr Stokowiec. On też ma podobne doświadczenie w pracy trenerskiej, co jego poprzednik. Jednak Stokowiec musiał pracować w znacznie gorszych warunkach. Jego Polonia często nie miała gdzie trenować. Piłkarze przez wiele miesięcy nie dostawali pensji, przez co interesowali się wszystkim, poza grą w piłkę. Mimo to, byli rewelacją rundy jesiennej. Na wiosnę było już trochę gorzej, ale i tak Polonistom nie wiele zabrakło, żeby zakwalifikować się do rozgrywek europejskich. Białostoccy działacze liczą, że teraz ten wynik, uda się Stokowcowi powtórzyć z Jagiellonią.

 

W wielu klubach zmienili się trenerzy. Wiąże się z nimi duże nadzieje. Najbliższy sezon da odpowiedzi jakie drużyny zbudują i czy sprostają oczekiwaniom. Emocji na pewno nie zabraknie. 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)