Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna O krok od klęski. Legia zachowała twarz

O krok od klęski. Legia zachowała twarz

Piłka nożna | 18 lipca 2013 00:37 | Przemysław Drewniak
Mimo wygranej Legii, trener Jan Urban nie ma wielu powodów do zadowolenia
fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news
Mimo wygranej Legii, trener Jan Urban nie ma wielu powodów do zadowolenia

Mimo koszmarnej postawy w pierwszej połowie, Legia Warszawa pokonała na wyjeździe walijski The New Saints 3-1 i jest już niemal pewna awansu do III rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Wynik idzie w świat, ale przez moment wydawało się, że w Walii będziemy świadkami kolejnej katastrofy polskiej piłki. Pierwsze koty za płoty czy poważny alarm dla zespołu Jana Urbana? Na razie nie ma sensu wszczynać przesadnej paniki, ale środowy mecz pokazał, że przed mistrzem Polski jeszcze sporo pracy, by realnie myśleć o fazie grupowej jakichkolwiek europejskich rozgrywek.


W przedmeczowej zapowiedzi wyrażaliśmy nadzieję, że obędzie się bez niemiłych przygód. Piłkarze Legii dość szybko jednak zmusili nas do porzucenia tych myśli. Mistrzowie Polski od samego początku weszli w ten mecz fatalnie i tylko szczęściu mogli zawdzięczać fakt, iż po pierwszej połowie przegrywali różnicą ledwie jednej bramki. Krótko po zakończeniu spotkania niektóre media zdążyły nawet okrzyknąć pierwsze 45 minut meczu w Walii za najgorszą połowę w historii występów polskich drużyn w Europie. My, mając w pamięci Levadię, Karabach (Piast, trzymajcie się!) i inne traumy naszego futbolu nie będziemy aż tak odważni, co nie zmienia faktu, że wczoraj długimi momentami było z Legią naprawdę źle.


A zaczęło się od wielkiego klopsa Dusana Kuciaka, który po wstrzeleniu piłki w pole karne przez Ryana Fraughana zupełnie nie zrozumiał się z Jakubem Wawrzyniakiem i nieprzygotowany do interwencji przepuścił piłkę między nogami. I choć zważywszy na rywala i okoliczności brzmi to nieco śmiesznie, to ten gol kompletnie sparaliżował dalsze poczynania Legionistów. Goście z Warszawy mieli ogromne problemy z przebiciem się przez dobrze ustawiony na własnej połowie walijski mur, nie potrafiąc wymienić między sobą kilku szybkich, otwierających drogę do bramki podań. Piłkarze Legii grali nerwowo, niecierpliwie i chaotycznie. Konsekwentni i zdyscyplinowani w swojej taktyce gospodarze wykorzystywali niefrasobliwość rywali i po przejęciu piłki próbowali wyprowadzać kontrataki. Po jednym z nich Legia o mały włos nie straciła drugiego gola, gdy po strzale Alexa Darlingtona piłka trafiła w słupek.


Pierwsza połowa pokazała, że Jan Urban nie do końca trafił z wytypowaniem wyjściowej jedenastki. Na szczęście jednak szkoleniowiec Legii potrafił się do tego błędu przyznać, ściągając z boiska dwóch słabo prezentujących się podstawowych zawodników drużyny – Miroslava Radovicia oraz kreowanego na nową gwiazdę polskiej ekstraklasy Helio Pinto. Ich zmiennicy, Michał Kucharczyk i Dominik Furman, kompletnie odmienili obraz gry warszawian i uratowali twarz swojemu trenerowi. Na tle swoich kolegów Furman rozegrał niemal popisową partię i zaprezentował się o niebo lepiej niż bardziej doświadczony Portugalczyk. Był aktywniejszy w odbiorze, świetnie czytał grę, a swoimi dalekimi przerzutami kilka razy otwierał partnerom drogę do bramki. Po jednym z takich podań Legia zdobyła swoją trzecią bramkę w meczu. Piłkę przejął Jakub Kosecki, który po bardzo słabym występie w pierwszej odżył w drugiej połowie i pięknym strzałem zza pola karnego nie dał szans bramkarzowi TNS. „Kosa” zaliczył także asystę przy pierwszej bramce dla Legii. Po jego podaniu z lewego skrzydła Kucharczyk zachował zimną krew i strzałem z pierwszej piłki dał gościom wyrównanie. Skreślany przed tym sezonem pomocnik mistrza Polski pokazał swoim krytykom, że być może niesłusznie postawili na nim krzyżyk. Może i nie zagrał wybitnie (zmarnował jedną stuprocentową okazję, gdy w sytuacji sam na sam uderzył nad bramką) ale był bardzo aktywny i kilka razy zabłysnął udanym dryblingiem. Popisał się także akcją w stylu Rory’ego Delapa, gdy z autu doskonale wrzucił piłkę na głowę Marka Saganowskiego, a ten nawet nie wyskakując do futbolówki, skierował ją do siatki.


Na plus – postawa rezerwowych i odmiana gry Legii w drugiej połowie, która po zdobyciu pierwszej bramki zaczęła grać znacznie swobodniej, a co za tym idzie bardziej dokładnie. No i przede wszystkim wynik, który powinien Legii zagwarantować spokojny awans do następnej rundy. Powody do niepokoju budzi za to fatalna postawa drużyny z pierwszej odsłony, bo choć to zrozumiałe, że piłkarze Legii nie doszli jeszcze do optymalnej formy po obozie przygotowawczym, to ciężko wytłumaczyć, dlaczego mistrz Polski zagrał aż tak źle. Presja? Zlekceważenie rywala? Nietrafione transfery? Jan Urban będzie musiał te przyczyny zdiagnozować i wyleczyć, bo w takiej formie Legia nie ma czego szukać nawet w III rundzie eliminacji. A symptomów choroby mogliśmy doszukać się dziś w każdej formacji „Wojskowych”. Obrona z debiutującym w barwach Legii Dossą Juniorem oraz występującym awaryjnie na pozycji stopera Jakubem Rzeźniczakiem grała bardzo niepewnie i aż strach pomyśleć co by było, gdyby mistrz Polski mierzył się tego dnia z silniejszym rywalem. Druga linia była w pierwszej połowie zupełnie bezproduktywna. Pomocnicy nie potrafili wymienić między sobą kilku szybkich, dokładnych podań, co zmieniło dopiero wejście na boisko Furmana i Kucharczyka. Potwierdza się z kolei obawa, iż Jan Urban będzie miał w tym sezonie spory ból głowy wywołany brakiem klasowych napastników. Sam Saganowski to za mało, by bić się o awans do europejskich rozgrywek. Wladimer Dwaliszwili prezentował się zaś bardzo słabo i jeśli w najbliższym czasie nie poprawi swojej dyspozycji, Legia na gwałt będzie musiała sięgnąć po kolejnego napastnika.


Podsumowując – jak zwykle miało być spokojnie i bez większych problemów, a było jak zawsze nerwowo i przede wszystkim słabo pod względem piłkarskim. Niemal co roku o tej porze mamy tę samą sytuację: polskie drużyny zaczynają grę w europejskich pucharach w kiepskim stylu i albo jakoś dają radę przepchać się przez kolejne rundy, albo dochodzi do mniejszej lub większej kompromitacji. Wszystko wskazuje na to, że w dwumeczu Legii z The New Saints zwycięży ten pierwszy wariant. Nie mamy wygórowanych oczekiwań i mamy nadzieję, że w przypadku Lecha, Śląska i Piasta będzie dziś podobnie.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)