Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Widzew zdemolowany w stolicy

Widzew zdemolowany w stolicy

Piłka nożna | 20 lipca 2013 20:45 | Przemysław Drewniak
W pojedynkę Bartłomiej Pawłowski nie uratuje Widzewa przed spadkiem
fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news
W pojedynkę Bartłomiej Pawłowski nie uratuje Widzewa przed spadkiem

W Bydgoszczy niemile będzie wspominany powrót do piłkarskiej elity. Piłkarze Zawiszy po słabym występie przegrali u siebie z Jagiellonią Białystok 0-1, dzięki czemu zwycięski debiut na ławce trenerskiej gości zaliczył Piotr Stokowiec. Obronę mistrzowskiego tytułu efektownie rozpoczęła za to warszawska Legia, która w rezerwowym składzie rozgromiła u siebie Widzew Łódź.


Zawisza Bydgoszcz 0-1 Jagiellonia Białystok


Kibice Zawiszy czekali na powrót do Ekstraklasy od 19 lat, ale w sobotnie popołudnie nie było im dane świętować wygranej swojego zespołu. Beniaminkowi przyszło zapłacić inauguracyjne frycowe, z czego skrzętnie skorzystali piłkarze Jagiellonii, którzy w pierwszym meczu pod wodzą Piotra Stokowca wygrali 1:0 po bramce innego debiutanta, Albańczyka Bekima Balaja.


Niestety, podobnie jak piątkowe mecze 1. kolejki, spotkanie w Bydgoszczy rozczarowało swoim poziomem. Obie drużyny zagrały przeciętnie, choć to Jagiellonia zaprezentowała nieco wyższą kulturę gry, częściej utrzymywała się przy piłce i spisywała się lepiej w obronie. To ostatnie stanowi chyba największą różnicę w grze zespołu w porównaniu do rundy wiosennej ubiegłego sezonu.


Kolejną różnicą był oczywiście brak w składzie białostoczan Tomasza Frankowskiego. W roli wysuniętego napastnika wystąpił sprowadzony z Dolcanu Ząbki, 29-letni Mateusz Piątkowski i przez większą część meczu pozostawał niewidoczny. To on jednak popisał się asystą w kluczowej akcji meczu. W 78. minucie prostopadłym podaniem z prawej strony boiska znalazł wbiegającego w pole karne Balaja, a ten uderzeniem z pierwszej piłki strzelił swoją pierwszą bramkę na boiskach Ekstraklasy. Mimo to, trudno cokolwiek powiedzieć o umiejętnościach wypożyczonego ze Sparty Praga Albańczyka, bo zanim zaliczył decydujące trafienie, przebywał na boisku zaledwie 10 minut. Jagiellonia wykorzystała fakt, iż kilkadziesiąt sekund wcześniej z boiska za drugą żółtą kartkę musiał zejść Hermes. Tym samym nieco zatuszowała swoją mało porywającą grę. Widać było, że piłkarze z Podlasia mają jeszcze rozregulowane celowniki, a oprócz Daniego Quintany żaden z ofensywnych piłkarzy nie wnosił do gry odpowiedniej jakości. Czas powinien jednak pracować na korzyść Jagiellonii i Piotra Stokowca, który mimo wszystko zaliczył udany debiut w roli szkoleniowca żółto-czerwonych.


Solidny skład na papierze i marka klubu sprawiły, że wiele sobie obiecywaliśmy po inauguracyjnym występie Zawiszy. Piłkarze z Bydgoszczy zderzyli się jednak z różnicą poziomów między Ekstraklasą, a jej zapleczem. Początek był obiecujący – już w 5. minucie gospodarze powinni byli objąć prowadzenie, gdy po świetnym strzale z rzutu wolnego Łukasza Skrzyńskiego piłka trafiła w poprzeczkę, a dobitkę Igora Lewczuka na linii bramkowej zatrzymał Michał Pazdan. Później Zawiszy było już bardzo ciężko przedostać się w pole karne Jagiellonii. Zawiedli nie tylko ci, którzy debiutowali w Ekstraklasie (Jakub Wójcicki, Michał Masłowski), ale także doświadczeni Sebastian Dudek, Vahan Gevorgyan czy Herold Goulon. Niebiesko-czarni mieli problemy z wymienieniem kilku podań na połowie przeciwnika przez co wyglądali, jakby nieco sparaliżowała ich otoczka sobotniego spotkania. Ryszard Tarasiewicz będzie musiał popracować także nad grą linii obrony swojego zespołu, bo ta popełniła dziś zbyt wiele niewymuszonych błędów. Gdyby piłkarze Jagiellonii byli tego dnia lepiej dysponowani, z pewnością skończyłoby się na więcej niż jednej straconej bramce.


Legia Warszawa 5-1 Widzew Łódź


Dopiero w czwartym meczu 1. kolejki byliśmy świadkami efektownej i ładnej dla oka gry jednej z drużyn. Było to możliwe dzięki warszawskiej Legii, która przespacerowała się po skazywanym na porażkę Widzewie i w imponującym stylu rozpoczęła obronę mistrzowskiego tytułu.


Zanim jednak z dobrej strony pokazali się piłkarze „Wojskowych”, pozytywnie zaskoczył nas trener Jan Urban, który dał odpocząć kilku zawodnikom podstawowego składu (Wawrzyniak, Saganowski, Dwaliszwili, Kosecki, Junior), wstawiając w ich miejsce tych, którzy mieli coś do udowodnienia. W nagrodę za świetny występ na Wyspach od pierwszej minuty wystąpili Dominik Furman i Michał Kucharczyk, a także Michał Żyro oraz debiutujący w wyjściowym składzie Mateusz Cichocki i Patryk Mikita. Mimo nieco eksperymentalnego zestawienia, dominacja Legii nad Widzewem ani na moment nie podlegała dyskusji.


Od jakiegoś czasu w stolicy było słychać narzekania, że mimo posiadania solidnej akademii piłkarskiej, do pierwszego zespołu Legii już od dawna nie przebił się żaden z młodych piłkarzy. Kto wie, czy w meczu z Widzewem nie byliśmy jednak świadkami narodzin nowej gwiazdy przy Łazienkowskiej. 19-letni Mikita w swoim debiucie zaliczył co prawda kilka strat, a pod bramką Macieja Mielcarza brakowało mu momentami spokoju. Wychowanek Agrykoli Warszawa zdołał jednak pokazać swój ogromny potencjał, zaliczając dwie asysty. Najpierw już w 3. minucie prostopadłym podaniem otworzył drogę do bramki Miroslavowi Radoviciowi, a przy bramce na 4:0 popisał się świetnym przeglądem pola, posyłając piłkę wszerz boiska wprost pod nogi Kucharczyka. Swój udany występ Mikita okrasił bramką zdobytą głową w samej końcówce spotkania.


Tego dnia Legia miała jednak więcej niż jednego bohatera. Czołową postacią drużyny mistrza Polski był Kucharczyk, który najwyraźniej nabrał wiatru w żagle po udanym występie w Walii. W spotkaniu z Widzewem skrzydłowy był czołową postacią drugiej linii Legii, z łatwością mijał obrońców rywali, a co najważniejsze – w końcu popisał się skutecznością. Na początku drugiej połowy Kucharczyk strzelił dwa gole w odstępie pięciu minut i wszystko wskazuje na to, że na dłużej zadomowi się w wyjściowej jedenastce stołecznej drużyny.


W końcówce pierwszej części spotkania błysnął za to Jakub Rzeźniczak, pełniący w tym spotkaniu funkcję kapitana Legii. Najpierw świetnie zamknął akcję Żyry i strzałem tuż przy słupku nie dał szans bramkarzowi łodzian, a już kilka minut później był bliski ponownego wpisania się na listę strzelców, gdy po atomowym uderzeniu z daleka piłka huknęła w poprzeczkę.


Legia potwierdziła, że posiada liczną i bardzo silną kadrę, dzięki czemu nie powinna mieć problemów z efektywną grą na dwóch, a może nawet trzech frontach. Po stronie minusów Jan Urban może po tym meczu zaliczyć jedynie bezbarwną postawę Helio Pinto, który najwyraźniej ma problemy z aklimatyzacją w nowej drużynie.


A Widzew? Może po tym meczu mówić tylko o dwóch jasnych punktach. Pierwszy to Łukasz Staroń, który zmienił po przerwie słabego Davida Kwieka, zdobył kontaktową bramkę i kilkoma zagraniami pokazał, że być może ma papiery na granie. Bezapelacyjnie najlepszym zawodnikiem Widzewa jest jednak Bartłomiej Pawłowski, który grał dziś na zupełnie innym poziomie niż jego koledzy z drużyny. 20-letni napastnik dzięki zjawiskowej jak na polskie warunki technice potrafił z niczego tworzyć sobie dobre okazje bramkowe i dwa razy był bardzo bliski pokonania Dusana Kuciaka. Sam nie będzie jednak w stanie zdziałać cudów i jeśli Widzew nie chce włączyć się w dramatyczną walkę o utrzymanie, przede wszystkim musi poprawić grę w obronie. Dziś fatalnie spisywali się występujący na bokach defensywy Jakub Bartkowski i Karol Tomczyk, a skutecznie grającego duetu stoperów nie przypominali Hachem Abbes i Thomas Phibel.


Po pierwszej kolejce najprawdopodobniej Legia zajmie pozycję lidera, a Widzew będzie zamykał ligową stawkę. Patrząc na potencjał obu zespołów, wiele wskazuje na to, że taki stan ma szanse utrzymać się przez dłuższy czas.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)