Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Epizod krótki, ale pożyteczny - reportaż z historycznego meczu Piasta

Epizod krótki, ale pożyteczny - reportaż z historycznego meczu Piasta

Piłka nożna | 27 lipca 2013 13:10 | Przemysław Drewniak
Piłkarze Piasta liczyli na awans do III rundy eliminacji. Zabrakło niewiele
fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news
Piłkarze Piasta liczyli na awans do III rundy eliminacji. Zabrakło niewiele

W czwartek Piast rozegrał historyczny, pierwszy mecz w europejskich pucharach przed własną publicznością. Choć debiut okazał się nieudany, to w Gliwicach ta krótka przygoda będzie wspominana jeszcze przez długie lata. Wybraliśmy się na stadion przy ulicy Okrzei, by zajrzeć za kulisy tego szczególnego wydarzenia w historii śląskiego klubu.


Wszystko ku temu zmierzało…


Moje pierwsze wspomnienie związane ze stadionem w Gliwicach, jak i Piastem w ogóle, to obraz przestarzałego, kameralnego obiektu z bieżnią i słynnym już żywopłotem, które okalały murawę. Wtedy nikt nie miał prawa marzyć, że zaledwie kilka lat później ten wówczas nieco prowincjonalny śląski klub będzie reprezentował Polskę w europejskich pucharach na pięknym, nowoczesnym stadionie. – Wszystko ku temu zmierzało – przekonuje jeden z fanów zmierzających w kierunku trybun. Dla niego, jak i dla wszystkich kibiców klubu to szczególny dzień i pewnego rodzaju ukoronowanie wobec drogi, którą Piast rozpoczął na przełomie wieków. W 1993 roku z powodu problemów finansowych całkowicie zlikwidowano drużynę seniorską, a jej reaktywacja nastąpiła dopiero cztery lata później. To wtedy, w gliwickiej B-klasie, Piast rozpoczyna swoją odbudowę, choć z pewnością nikt nie oczekiwał, że doprowadzi ona klub tak daleko.


Nagroda za cierpliwość


Choć to dopiero II runda eliminacji Ligi Europy, nie dziwi, że przed stadionem w sprzedaży są specjalne klubowe gadżety, upamiętniające starcie z Karabachem Agdam. Wszyscy są świadomi, że dla Piasta taka szansa może się jeszcze długo nie powtórzyć. – Optymizm przed meczem jest, ale stonowany. Z tego co kojarzę, Karabach ma sześciokrotnie wyższy budżet, więc to nie są jakieś ogórki – mówi nam jeden z kibiców. Ich zdaniem obecna kadra Piasta daje nadzieję, że drużyna znów powalczy o czołowe miejsca w Ekstraklasie. – Ale kto wie, czy następna taka szansa nie nastąpi dopiero za jakieś 10 lat – przyznaje kolejny z nich.


Zdaniem kibiców, grę w europejskich pucharach Piast zawdzięcza przede wszystkim mądremu zarządzaniu, za sprawą którego udało się zbudować silną drużynę niskimi nakładami finansowymi. Wszyscy też zgodnie przyznają, że nie byłoby tego sukcesu, gdyby nie trener Marcin Brosz.Z wielkiego „g”, ukręcił świetny zespół – słyszymy. – Dano mu spokój, przez trzy lata budował drużynę i są efekty - zauważa jeden z kibiców.


W 2011 roku działacze Piasta pokazali pozostałym polskim klubom idealny przykład na to, że czasami warto dać szkoleniowcowi kredyt zaufania i nie działać impulsywnie. A wówczas w Gliwicach trener Brosz nie był zbyt mile widziany. Zamiast walczyć o powrót do Ekstraklasy, drużyna prezentowała toporny futbol, a domowe mecze rozgrywała tymczasowo na stadionie w Wodzisławiu. Wyniki były złe, więc na ligowe pojedynki Piasta fatygowało się z Gliwic coraz mniej kibiców. Pamiętną porażkę 0-4 z Bogdanką Łęczna oglądało z trybun zaledwie 250 fanów. Piast był wtedy na dnie. Wydawało się, że już wkrótce Brosz będzie musiał szukać sobie nowej pracy, ale włodarze klubu wstrzymali się z nerwowymi ruchami. Już rok później zostali za to nagrodzeni historycznym awansem do Ekstraklasy.

 

A było tak blisko


W Gliwicach zarówno przed, jak i w trakcie meczu z Karabachem czuć szczególną atmosferę. Na meczu nie brakuje także słynnych postaci związanych z polskim futbolem, w tym byłego bramkarza Liverpoolu i Realu Madryt, Jerzego Dudka. – Cieszyłem się z tego, że dołączyłem do Klubu Wybitnego Reprezentanta, choć tak naprawdę myślałem, że poza prestiżem nic to nie daje. Tymczasem okazuje się, że dużo łatwiej jest zdobyć bilet na mecz. Wcześniej bywały z tym problemy – cieszył się Dudek, brat II trenera Piasta.

 

Choć frekwencja nieco zawiodła, bo zamiast kompletu mamy tylko 5774 widzów, doping na stadionie przy Okrzei jest bardzo głośny. Wzmaga się, gdy bramki dla Piasta strzelają Mateusz Matras i Marcin Robak. Piękne trafienie z przewrotki tego drugiego przywraca wiarę w to, że zespół Brosza znów może dokonać czegoś niemożliwego. W drugiej połowie gospodarze osiągają nawet małą przewagę i są bardzo bliscy zdobycia trzeciego gola. Tym większy zawód, gdy w dogrywce marzenia o podbiciu piłkarskiej Europy wybija gliwiczanom z głowy Ulrich Kapolongo, ustalając wynik meczu na 2:2.


Mimo tego, że Piast dopiero debiutował w europejskich pucharach, w Gliwicach czuć po końcowym gwizdku rozczarowanie. Z natury spokojny kapitan gospodarzy, Tomasz Podgórski, nie daje upustu swoim emocjom, ale widać, że kipi w nim sportowa złość. Zawodnicy czują, że awans do następnej rundy mieli w zasięgu ręki. – Nastawialiśmy się na awans, nie ma co tego ukrywać. Przy nieco lepszej skuteczności bylibyśmy w następnej rundzie – żałował Podgórski.


W piersi bił się smutny Jakub Szumski, który popełnił błąd przy drugiej bramce dla rywali. – Mogłem tę piłkę wyciągnąć – przyznał. – Mam nadzieję, że ta porażka nie podetnie nam skrzydeł i w Ekstraklasie potwierdzimy, że zasługiwaliśmy na miejsce z poprzedniego sezonu.

 

Wstydu nie było


Od czwartku cały kraj debatuje nad tym, jak ocenić występ Piasta w europejskich pucharach: pozytywnie, bo jako debiutanci gliwiczanie grali całkiem przyzwoicie, czy też jako absolutną porażkę, bo w końcu polski klub potknął się już na pierwszej przeszkodzie z Azerbejdżanu, któremu wciąż daleko do piłkarskich salonów. – Wydaję mi się, że była to fajna przygoda, nie każdy przecież ma okazję zagrać w Lidze Europy. Mamy nadzieję, że będzie nam dane zrobić to jeszcze raz – odpowiada Matras.


Wyważoną opinią podzielił się z nami Dariusz Dudek. Drugi trener Piasta docenia klasę przeciwnika, w którym występuje kilku zawodników o życiorysie znacznie bogatszym w piłkarskie doświadczenia, niż w przypadku zawodników z Gliwic. – Ten dwumecz pokazał nam, w którym miejscu jesteśmy. Wytknął nasze słabości, ale także pokazał nasze silne strony, bo w obu meczach nie prezentowaliśmy się źle. Myślę, że nie mamy się czego wstydzić. Ktoś może powiedzieć, że przegraliśmy z drużyną z trzeciego świata, ale wcale tak nie jest. W Azerbejdżanie jest ropa, są pieniądze, a zatem jest coraz więcej klasowych piłkarzy. Przecież w ostatnich latach poszło tam także kilku Polaków, a potem wracali i potwierdzali, że tamtejsza liga jest mocna – wyjaśnia Dudek.


Czy ten krótki epizod wystarczył, by Piast poznał różnicę pomiędzy europejskimi pucharami a graniem w lidze? – Zdecydowanie tak. Nie chcę powiedzieć, że jest przepaść, ale są to zespoły znacznie silniejsze od większości naszych ligowców – twierdzi drugi trener Piasta.


Wypowiedź Dudka świadczy o tym, że dwumecz z Karabachem Agdam nie pokazał słabości Piasta, a raczej potwierdził, że polska ekstraklasa to nadal mocno średnia jak na europejskie warunki liga. Piłkarze z Gliwic otwarcie mówili, że mimo odpadnięcia nie wstydzą się swojej gry, a ich zdanie podzielali także kibice, którzy po zakończonym meczu podziękowali swojej drużynie głośnymi brawami.


W Gliwicach wierzą, że piękny sen Piasta wciąż trwa. Drużyna gra ofensywną, ładną dla oka piłkę i dysponuje kadrą, z którą Marcin Brosz znów może powalczyć o miejsce w czołówce Ekstraklasy. Daje to miejscowym kibicom i działaczom przekonanie, że pucharowy dwumecz z Azerami nie był tylko jednorazowym epizodem, a dopiero początkiem silnego Piasta, na jakiego czekano tutaj od dziesiątek lat.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)