Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Ta lokomotywa nie pojedzie do Europy

Ta lokomotywa nie pojedzie do Europy

Piłka nożna | 08 sierpnia 2013 23:22 | Jakub Kacprzak

fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl

Kompromitacja, kpina, udawanie gry, zero ambicji. Lech Poznań żegna się z europejskimi rozgrywkami w stylu, który nie przystoi zespołowi, który otwarcie mówił o tym, że chce podbić Ligę Europy. Trener Rumak okazał się być kulawym osiołkiem, a nie ogierem, który dzielnie prowadzi klub do sukcesu. Gdyby polska husaria jeździła na takich rumakach to skończyłoby się to źle dla najwspanialszej konnej jednostki w historii polskiego wojska. Niestety nawet zwycięstwo 2:1 nie przesłania faktu, że dwumecz z Żaligirisem Wilno okazał się kompletnym nieporozumieniem. Wyszły na jaw wszystkie fundamentalne błędy jakie popełniają polskie kluby przy okazji eliminacji do europejskich pucharów.


Zacznijmy od szybkiego podsumowania tego, co zobaczyliśmy w rewanżu. Mecz, który trzeba było wygrać różnicą dwóch bramek, Lech rozpoczął z jednym napastnikiem i dwoma defensywnymi pomocnikami. Widać, że Mariusz Rumak wzoruje się na Waldemarze Fornaliku. Taktyka jaką wymyślił sobie szkoleniowiec Kolejorza była banalnie prosta. Atakować prawym skrzydłem i wrzucać w pole karne jak najwięcej piłek. Pomysł na grę mógłbym jeszcze zrozumieć gdyby na szpicy zagrał od początku Łukasz Teodorczyk lub Bartosz Ślusarski. Panowie mają odpowiednio 185 i 186 cm wzrostu. Jednak jedynym napastnikiem przez ponad 50 minut gry było Vojo Ubiparip, który wzrostem ustępuje dwóm powyższym zawodnikom. Jego 180 cm na niewiele się zdało przy częstych dośrodkowaniach. Jednak trzeba również dodać, że zarówno stałe fragmenty gry jak i wrzutki w pole karne były wykonywane fatalnie. Tylko raz w pierwszej połowie szansę miał po rzucie rożnym okazję miał Ubiparip. Lech grał przewidywalnie, bez polotu i pomysłu. Nawet początkujący trener bez problemu rozgryzłby taktykę Rumaka i odpowiednio ustawił zespół. Żalgiris grał natomiast konsekwentnie. Oni przyjechali do Poznania z zapasem jednej bramki. Musieli jedynie grać odpowiedzialnie w obronie i liczyć na kontry. W 29 minucie gracze z Wilna przeprowadzili jedną z takich kontr. Choć wydawało się, że nie ma ona szansy na sukces. Osamotniony na połowie Lecha Kamil Biliński dostał piłkę. Przeciwko niemu było trzech obrońców poznańskiego klubu. Udało się Polakowi wywalczyć aut, a potem defensywa Kolejorza pokazała, że nie nadaje się nawet do pilnowania śpiących dzieci. Leiluga robił co chciał na linii 16 metra i bez problemu pokonał Kotorowskiego. Główny winowajca? Manuel Arboleda.


Kolumbijczyk zresztą całe spotkanie, choć nie wiem czemu został do końca meczu, grał tak jakby miał w gaciach pięć kilo cementu. Zawodnik, który zarabia rocznie więcej niż cały zespół z Wilna był wolny, zwrotność miał na poziomie emeryta, a dodatkowo zbyt często rozgrywał piłkę, którą zazwyczaj ekspediował pod nogi rywala. Niestety trenerowi Rumakowi zabrakło jaj, by zdjąć go już w pierwszej połowie. Po meczu szkoleniowiec tłumaczył się, że nie miał innego obrońcy na ławce i nie mógł ryzykować gry trójką w defensywie. Pieprzenie o Chopinie. Na pomeczowej konferencji niechętnie przyznał, że zmiany powinien przeprowadzić już w przerwie, a nie czekać do 54 i 61 minuty.


Dałem moim graczom jeszcze 10 minut, w końcu trzeba było pójść va banque. Jak wszyscy widzieli, zabrakło nam czasu, dlatego przyznaję: rzeczywiście, zmiany trzeba było zrobić w przerwie. - powiedział Rumak.


Szkoda, że nie zechciał przyznać się do błędu. Że nie uderzył się w pierś nie powiedział wprost: to mój błąd. Powinien szybciej zareagować. Przepraszam. Ale po co, skoro można przypalić głupa. Wina jednak nie leży tylko po stronie Rumaka. Po raz kolejny fatalnie spisał się zarząd, który zamiast wzmocnić skład przed eliminacjami, wolał czekać na to co się wydarzy. No i się wydarzyło odpadnięcie, utrata kilkudziesięciu milionów zł za grę w Lidze Europy i kasę z transmisji w telewizji. Rumak nie miał w kim wybierać. Plaga kontuzji, kiepskie transfery utrudniły mu robotę. Ale jednak wciąż mówimy o porażce z litewskim zespołem. A jakbyście nie wiedzieli, to właśnie Lech dał Litwie powód do historycznego świętowania. Po raz pierwszy bowiem zespół z tego kraju awansował dalej niż do trzeciej rundy eliminacji. Poznaniacy w tym dwumeczu nie istnieli. Grali wolno, niedokładnie, tak jakby to był ich pierwszy mecz. A przecież liga wystartowała, w eliminacjach już mieli dwumecz wcześniej. Widać było fatalne przygotowanie fizyczne. Jednak i tak nie usprawiedliwia to tego, że Lechici zagrali tak beznadziejnie słabo. Dla mnie był to pokaz tego jak zniechęcić ludzi do polskiej piłki. Jednak nie ma co się dziwić temu, że Poznań nie zobaczy europejskich pucharów w tym sezonie. W Ekstraklasie także Kolejorz prezentuje się kompromitująco. Pytanie tylko co dalej?


Czy Rumak powinien zostać? Wydaje mi się, cytując klasyk ze Shreka, że skończyło się już rumakowanie. W zeszłym sezonie Rumak zajmował się teoriami spiskowymi, które wg niego miały pomóc Legii w zdobyciu mistrzostwa. Teraz winę na porażkę zrzucił brakiem możliwości przygotowania zespołu tak jak tego oczekiwał, że kontuzje, że więcej musiał z piłkarzami rozmawiać niż trenować ich na murawie. Paplanina, której nie da się słuchać. Trener z jajami powiedziałby wprost: Przepraszam kibiców i wszystkich, którzy ten dwumecz oglądali. Spieprzyliśmy sprawę jak nigdy i nie ma dla nas żadnej wymówki. Szkoda tylko, że Mariusz Rumak takim człowiekiem nie jest.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)