Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Dżoker Stokowca znów ratuje Jagiellonię

Dżoker Stokowca znów ratuje Jagiellonię

Piłka nożna | 10 sierpnia 2013 00:17 | Przemysław Drewniak
Stały fragment gry dał Jagiellonii punkt w meczu z Wisłą
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
Stały fragment gry dał Jagiellonii punkt w meczu z Wisłą

Na otwarcie 4. kolejki T-Mobile Ekstraklasy zanotowaliśmy dwa remisy. W Krakowie Wisła była bardzo bliska pierwszej wygranej u siebie po golu Patryka Małeckiego, ale w ostatniej minucie pozwoliła Jagiellonii na zdobycie wyrównującej bramki autorstwa niesamowitego Bekima Balaja. W drugim meczu po bezbarwnym pojedynku Podbeskidzie bezbramkowo zremisowało z Zagłębiem Lubin.


Podbeskidzie Bielsko-Biała 0-0 Zagłębie Lubin


Wynik meczu w Bielsku-Białej w pełni oddaje to, co działo się w pojedynku dwóch drużyn ze strefy spadkowej. W grze obu zespołów było widać, że przede wszystkim interesuje ich zachowanie czystego konta. Cel został spełniony, więc trenerzy Podbeskidzia i Zagłębia mogli być po tym spotkaniu umiarkowanie zadowoleni – bielszczanie po raz pierwszy w tym sezonie nie stracili bramki, a Adam Buczek nie przegrał w swoim pierwszym wyjazdowym meczu na ławce trenerskiej „Miedziowych”.


Patrząc jednak na grę jednych i drugich trudno oczekiwać, że już wkrótce uda im się opuścić dolne rejony tabeli. Podbeskidzie prezentowało się wprawdzie nieco lepiej niż w przegranych meczach z Górnikiem (1:2) i Legią (0:4), bo do gry wrócił skrzydłowy Damian Chmiel, który do spółki z Aleksandrem Jagiełłą i Marcinem Wodeckim rozruszał ofensywę „Górali”. Drużynie Czesława Michniewicza wciąż brakuje jednak odpowiedniej jakości przede wszystkim w obronie (gdyby piłkarze Zagłębia byli skuteczniejsi, z łatwością wykorzystaliby jeden z błędów Ladislava Rybanskiego), a także w ataku. W najlepszej sytuacji do zdobycia gola znalazł się Fabian Pawela, który z kilku metrów huknął jak z armaty, ale trafił wprost w Michała Gliwę.


W pierwszej połowie Zagłębie zatrważało niechęcią do tworzenia podbramkowych sytuacji. Goście niemal za darmo oddali piłkę Podbeskidziu i nastawili się na defensywę. Skutku nie przynosiły też kontrataki, a po jednym z nich kontuzji doznał Miłosz Przybecki, którego prawdopodobnie czeka nieco dłuższa przerwa w grze. To duża strata dla Zagłębia, bo na tle innych nowych nabytków klubu były skrzydłowy Polonii Warszawa prezentował się najlepiej. W drugiej połowie obraz gry lubinian nie uległ zmianie, choć w końcówce dobrą okazję zmarnował Bartosz Rymaniak.


Współczujemy trenerowi Buczkowi, którego na początku trenerskiej kariery w Ekstraklasie czeka bardzo trudne zadanie zrobienia z Zagłębia ambitnej i walczącej drużyny. Zaś Podbeskidzie, by odnosić zwycięstwa, potrzebuje powrotu do bramki Richarda Zajaca i pozyskania klasycznej „dziewiątki”. Dotychczasowe mecze pokazały, że Pawela nie jest w stanie wypełnić luki po Robercie Demjanie i grać w roli wysuniętego napastnika.


Wisła Kraków 1-1 Jagiellonia Białystok


Bekim Balaj spędził na boiskach Ekstraklasy już 165 minut. Strzelił trzy bramki, a zatem średnio potrzebuje 55 minut, by skierować piłkę do siatki. Biorąc pod uwagę kryzys wśród napastników naszej ligi, jest to wynik imponujący. W meczu z Wisłą Albańczyk pojawił się na boisku dopiero w dziesięć minut przed końcem, by w doliczonym czasie gry przesądzić o wyniku spotkania. Piotr Stokowiec jeszcze nie poukładał gry drużyny, wciąż można w niej znaleźć sporo mankamentów, ale w swojej talii znalazł dżokera, który wchodząc z ławki „załatwił” mu już siedem punktów.


Pod Wawelem Jagiellonia uratowała remis, choć ten z przebiegu gry nie do końca jej się należał. Przewaga należała do Wisły, która z meczu na mecz prezentuje się coraz lepiej. Widać, że drużyna prowadzona przez Franciszka Smudę ma swój pomysł na grę i momentami udaje jej się go egzekwować. W starciu z Jagiellonią „Biała Gwiazda” próbowała grać po ziemi, na jeden kontakt, choć nie przekładało się to na ilość stwarzanych okazji pod bramką gości.


W drugiej połowie udało się jednak złamać obronę białostoczan. Po dośrodkowaniu Emmanuela Sarkiego w polu karnym źle interweniował Jakub Tosik, Paweł Brożek wystawił piłkę Patrykowi Małeckiemu, a ten dał prowadzenie drużynie gospodarzy. Asystując przy trafieniu „Małego”, Brożek podkreślił swój dobry występ w piątkowym spotkaniu. Powracający do Wisły napastnik coraz lepiej współpracuje z drugą linią swojej drużyny i pomijając dyspozycję fizyczną, na boisku prezentuje się całkiem nieźle. Następne kolejki pokażą czy Brożek rozwiąże problem nieskuteczności napastników Wisły.


Gdy wydawało się, że Wisła odniesie pierwsze w tym sezonie zwycięstwo przy Reymonta, do głosu nieoczekiwanie doszli piłkarze Jagiellonii. Wcześniej podopieczni Piotra Stokowca mieli wielkie problemy z konstruowaniem akcji i dopiero w ostatnich dziesięciu minutach udało im się oddać pierwszy celny strzał na bramkę rywali. Gra białostoczan nabrała kształtów po wejściu na plac gry Daniego Quintany, który z powodzeniem rozprowadzał akcje gości. Pierwsze ostrzeżenie dał Wiśle Mateusz Piątkowski, uderzając w spojenie bramki Michała Miśkiewicza. W doliczonym czasie gry Jagiellonia dopięła swego za sprawą Balaja, w czym pomógł im nieco golkiper „Białej Gwiazdy”. Przy rzucie wolnym wykonywanym przez Albańczyka Miśkiewicz nie tylko źle ustawił mur, ale też mógł lepiej zachować się przy próbie wybronienia strzału.


Jagiellonia zdobyła punkt, dzięki czemu po serii czterech wyjazdów ma ich już siedem. Tymczasem krytykowana przed sezonem Wisła na razie nie rozczarowuje, choć Smudzie wciąż brakuje tego najważniejszego, czyli zwycięstw. Bez nich byłemu selekcjonerowi trudno będzie zaskarbić sobie sympatię kibiców „Białej Gwiazdy”.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)