Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Marek Saganowski - Waleczne Serce polskiego futbolu

Marek Saganowski - Waleczne Serce polskiego futbolu

Piłka nożna | 10 sierpnia 2013 23:11 | Jakub Kacprzak


Są piłkarze, których kochamy za umiejętności. Są tacy, którzy mogą nie mieć zbyt wiele talentu, ale za to ogromne serce do walki. W Polsce niewielu jest takich, którzy łączą jedno i drugie. Jednak oczywiście zdarzają się wyjątki. Marek Saganowski, o którym dziś napiszę to człowiek niezwykły. Cechuje go ogromne serce do walki, ambitność, silny charakter i to, że nigdy się nie poddaje. Poza murawą sympatyczny, kulturalny człowiek, a na boisku wulkan energii, który daje z siebie zawsze maksimum.


Warto przyjrzeć się temu jak wygląda kariera Sagana. 35-letni dziś napastnik pierwszy raz kopnął piłkę w Ekstraklasie 18 lat temu. W sezonie 1994/1995 zadebiutował w barwach Łódzkiego Klubu Sportowego, którego jest wychowankiem. W rundzie wiosennej zagrał w trzech spotkaniach. Następne rozgrywki były dla niego niezwykle udane. Mając zaledwie 17 lat zdobył 11 bramek w całym sezonie, występując w 29 spotkaniach. Dziś wiele mówi się o młodych talentach, które podbijają naszą ligę, ale takiego gracza jak wtedy Saganowski trudno znaleźć. Jego nieprzeciętny talent dostrzegło wielu zagranicznych skautów i po zaledwie jednym pełnym sezonie w Polsce przeniósł się do holenderskiego Feyenoordu Rotterdam. Dołączył tam do Jerzego Dudka i Tomasza Iwana. Niestety nie zdołał wywalczyć miejsca w składzie. W Eredivisie zagrał zaledwie 7 spotkań i został oddany do HSV Hamburg. Tam również nie zagrzał długo miejsca. Zagrał w 3 spotkaniach i zdecydował wrócić do Łodzi. Już w pierwszym sezonie po powrocie wraz z ŁKS-em zdobył mistrzostwo, strzelając 11 bramek. Wydawało się, że gra dla rodzinnego miasta mu służy. Znów zaczęli się za nim oglądać skauci klubów z zagranicy. Widać było, że Sagan dojrzał i może poradzić sobie lepiej przy drugiej próbie wyjazdu z kraju. Wszyscy wróżyli mu wielką karierę.


Nastał jednak feralny dzień, w którym wszystko mogło skończyć się dla Marka tragicznie. Podczas przerwy między sezonami pojechał obejrzeć mecz swojego brata Bogusława. Od dziecka pasjonowały go motocykle. W latach 90, szczególnie w Polsce, nie przykładano dużej uwagi do tego, że profesjonalny piłkarz jeździ na niebezpiecznej maszynie. Sagan przyznał, że szukał na motocyklu adrenaliny. Niemal odnalazła go na nim śmierć. Wracając ze wspomnianego spotkania nie zauważył wyjeżdżającego auta. Uderzył w nie z dużą prędkością. Ilość połamanych kości przeraziłaby wszystkich. Cudem przeżył. Wszyscy spisali go na straty. Mało kto wierzył, że wróci kiedykolwiek do profesjonalnego sportu. Po rocznej rehabilitacji jednak zdołał wrócić. Jak sam stwierdził, nigdy nie myślał o tym, że to może być jego sportowy koniec. Dalej chciał grać w piłkę i jeździć motocyklem. Dzięki uporowi, wierze w siebie samego i wsparciu żony Wioletty wrócił. Niestety sytuacja w ŁKS-ie robiła się wtedy coraz gorsza i było wiadomo, że drugoligowy wtedy klub nie będzie w stanie zatrzymać Saganowskiego. Odszedł do Płocka, co okazało się jedną z najgorszych decyzji w jego karierze.


Zagrał w barwach Orlenu tylko jeden sezon. Przyznał, że atmosfera jaka panowała w zespole była fatalna i zawodnicy, którzy jeszcze sezon wcześniej brylowali na polskich murawach nagle tracili wszystkie swe atrybuty. Nie czekał na zmiany w płockim zespole i odszedł do Odry Wodzisław. Tam zagrał jeden pełen sezon i trzy mecze w kolejnym. Wiedział, że dopóki ma ważny kontrakt w Wodzisławiu, będzie grać. Jednak gdy umowa dobiegała końca został posadzony na ławce. Znów musiał zmienić klub. Zgłosiła się po niego wtedy Legia Warszawa, która walczyła o mistrzostwo. W końcu pojawiła się dla Marka szansa, na którą tak długo czekał. I pokazał, że jeśli ktoś w niego wierzy, to odpłaci się znakomitą grą. Trzy sezony spędzone w stolicy przypomniały fanom polskiego futbolu kim Marek Saganowski jest i jaki ma talent. Podczas trzech sezonów w stołecznej drużynie zdobył 41 bramek w 67 spotkaniach wyrobiło mu na nowo renomę. Znowu zaczęto mówić o tym, że może trafić do zagranicznego klubu.


Tak też się stało. Jego drugie podejście do gry poza Polską okazało się już bardziej udane. Z Legii trafił do portugalskiej Vitorii Guimaraes. Z miejsca stał się tam ulubieńcem kibiców i prezentował wysoki poziom. 12 goli w 32 meczach, pewne miejsce w składzie plus występy w reprezentacji spowodowały, że chciały go kluby z lepszych lig. I chyba niepotrzebnie już po roku pożegnał się z Portugalią. Przeprowadzka do Francji okazała się niewypałem równie dużym co gra dla Orlenu Płock. W zespole Troyes nie zdobył zaufania trenera i zagrał tylko 7 spotkań w rundzie jesiennej. Klub bez żalu wypożyczył go do Southampton. Tam na nowo odżył. Na zapleczu Premier League spisywał się bardzo dobrze. Wiosną zdobył 10 bramek w 13 meczach i Anglicy postanowili go wykupić. Na Wyspach grał jeszcze przez 2 lata. Później znów zaczęła się wędrówka po klubach.


Wydawało się, że zesłanie na wypożyczenie do duńskiego Aalborgu będzie dla niego końcem. Jednak los znów się do niego uśmiechnął i Sagan miał okazję zagrać w Lidze Mistrzów. Zdobył nawet jedną bramkę w spotkaniu przeciwko Villarreal. Po powrocie z wypożyczenia rozwiązał kontrakt z Southampton. Znów musiał zmienić klubowe barwy. Mogło się wydawać, że gol w Champions League, doświadczenie i gra w Championship spowodują, że trafi do solidnego zespołu. Tak się jednak nie stało. Niespodziewanie podpisał kontrakt z Atromitosem Ateny. Zagrał tam jednak tylko sezon. Jego odejściem, jak sam ogłosił, było spowodowane problemami rodzinnymi. Wiele osób twierdziło, że Saganowski będzie już jako piłkarski emeryt dogrywał końcówkę kariery w Polsce. Raz jeszcze wrócił do miejsca, w którym wszystko się zaczęło, a więc Łódzkiego Klubu Sportowego. Niestety trafił na okres upadku Rycerzy Wiosny. Wielkie problemy finansowe, częste zmiany trenerów, brak normalnych warunków do treningów. Wszystko to złożyło się na spadek ŁKS-u do I Ligi. Jednak Sagan nie chciał kończyć kariery. Wierzył bowiem, że jest w stanie grać na najwyższym poziomie jeszcze przez parę lat. Szczęście ponownie się do niego uśmiechnęło, gdyż dostał angaż w Legii Warszawa. Historia ponownie zatoczyła więc koło i do stołecznego klubu wrócił po siedmiu latach przerwy.


Dziś nikt nie wyobraża sobie Legii bez Marka. W sezonie 2012/2013 wraz z warszawiakami zdobył dublet, zwyciężając w Pucharze Polski i wygrywając rozgrywki ligowe. Zdobył 10 bramek w 19 meczach i przedłużył umowę z Legią o kolejny rok. Pomimo 35 lat na karku wciąż jest ważnym zawodnikiem, który w miarę regularnie wpisuje się na listę strzelców. Obecnie ma już 96 bramek w Ekstraklasie i chce jeszcze jesienią dobić do magicznej bariery stu bramek. Czeka go też walka w europejskich pucharach. Przed Legią ostatnia runda eliminacji do Ligi Mistrzów. Jeśli nie uda się przejść Steauay Bukareszt to i tak Legioniści zagrają w fazie grupowej Ligi Europy. Poza tym Sagan wciąż czuje głód piłki. A pomyśleć, że jeszcze w styczniu jego dalsza kariera wisiała na włosku, gdy lekarze wykryli u niego problemy z sercem, które na całe szczęście okazały się niegroźne.


Na osobną wzmiankę zasługuje również reprezentacja. Bowiem w bardzo ciekawy sposób podsumowuje ona karierę Marka. Zadebiutował w niej już w 1996 roku, mając zaledwie 17 lat. Od 2003 każdego roku był powoływany, lecz nigdy nie zyskał na tyle zaufania, by stać się podstawowym zawodnikiem. Ominęły go w 2002 i 2006 roku. Jednak wystąpił na historycznym, bo pierwszym Euro dla Polaków w 2008 roku. W Austrii i Szwajcarii to po jego akcji Roger strzelił pierwszą i jedyną na ME bramkę dla biało-czerwonych. Potem jednak 4 lata nie był powoływany. W 2012 roku Waldemar Fornalik przypomniał sobie o nim i powołał na dwa spotkania. Łącznie wystąpił z Orłem Białym na piersi 35 razy. Na listę strzelców wpisywał się pięciokrotnie. Warto jednak dodać, że rzadko kiedy wychodził w podstawowym składzie. Zazwyczaj grał w końcówkach.


10 klubów, 8 krajów i 18 lat gry (z roczną przerwą ze względu na wypadek) na najwyższym poziomie. Trzeba sobie zadać pytanie gdzie dziś w światowym futbolu byłby Marek Saganowski gdyby nie feralny wypadek motocyklowy? Z jednej strony jest on ikoną łódzkiego futbolu i żywym wspomnieniem tego, jak znakomitą niegdyś szkółkę ŁKS posiadał. Z drugiej nie do końca wykorzystanym i spełnionym talentem. Sam często wspomina, że w Łodzi za ery Antoniego Ptaka czuł się jak towar na sprzedaż, a nie piłkarz. Wybierał czasami źle. Widać było, że chce nadrobić czas stracony z powodu kontuzji i gry dla Orlenu i Odry. Dwa mistrzostwa Polski i dwa puchary, oraz występ na Euro 2008 to stanowczo za mało jak na skalę jego talentu. Jednak nie rozmienił swej szansy na drobne. Nie popadł w alkoholizm jak kolega z ŁKS-u Igor Sypniewski, nigdy też nie szedł za pieniędzmi. Chciał się sprawdzać w najmocniejszych ligach. Może gdyby był ciut bardziej cierpliwy udałoby mu się wygrać więcej. Jednak nigdy nie będzie można mu odmówić ambicji i woli walki.


Warto jest popatrzeć czasami na to jak Sagan zachowuje się na murawie. Mobilizuje kolegów, prosi kibiców o wsparcie, biega i walczy do upadłego, nie odstawia nogi. On kocha grać w piłkę. Jest typem piłkarza jakich mało dziś w Polsce. Dla niego najważniejsza jest dobra forma i sukces drużyny, a nie to jaką ma fryzurę, jakim autem jeździ, czy w jakich ciuchach pokazuje się na konferencji prasowej. Od wielu lat jest z tą samą żoną, ma dwójkę wspaniałych dzieci. Dla kibiców ŁKS-u jest Legendą. Fani Legii szanują go za zaangażowanie i traktują jak swojego. Wojaże zagraniczne były dla niego średnio udane. Jednak pokazywał się z dobrej strony niemal wszędzie tam gdzie dano mu szansę. Ja osobiście Markowi życzę, by jeszcze zasmakował Ligi Mistrzów. By znów mógł cieszyć się z bramki w tych elitarnych rozgrywkach. Zasługuje na to, by w pełni cieszyć się tym co tak kocha. A młodzi piłkarze niech biorą z niego przykład. Bowiem Marek Saganowski to piłkarz w Polsce wyjątkowy.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)