Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna W Kielcach postradali zmysły!

W Kielcach postradali zmysły!

Piłka nożna | 13 sierpnia 2013 17:30 | Przemysław Drewniak
Piłkarzom Korony niełatwo było się pogodzić ze zwolnieniem trenera Ojrzyńskiego
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
Piłkarzom Korony niełatwo było się pogodzić ze zwolnieniem trenera Ojrzyńskiego

Zwolnienie Leszka Ojrzyńskiego z funkcji trenera Korony Kielce jest jak dotąd największym zaskoczeniem tego sezonu ekstraklasy. Choć jego zespół ostatnio nie zachwycał wynikami, to jako jeden z nielicznych w Polsce miał swój oryginalny, ciekawy pomysł na grę, a kibice mogli się z nim utożsamiać. Kieleccy działacze właśnie zatrudnili szkoleniowca z Hiszpanii, co u nas budzi jeszcze większe niezrozumienie dla tej sytuacji.


Jeszcze niedawno niektórzy dziennikarze prognozowali, że Ojrzyński może być dla klubu z Kielc kimś takim jak Sir Alex Ferguson dla Manchesteru United i zakotwiczyć tam na wiele lat. W Koronie stworzył bowiem drużynę zwaną „bandą Ojrzyńskiego”, którą kibice złocisto-krwistych z tęsknotą będą wspominać jeszcze przez długi czas. Trener potrafił wyciągnąć z poszczególnych graczy umiejętności czysto piłkarskie, dokładając do nich walkę, nieustępliwość i charakter. W zespole panowała na dodatek świetna atmosfera. Na boisku widać było, że jeden za drugiego mógłby wskoczyć w ogień. Taką Koronę doceniali nie tylko kibice miejscowi, ale także ci z innych zakątków Polski. Drużyna Ojrzyńskiego wprowadziła sporo kolorytu do szarej, ekstraklasowej rzeczywistości, bo ciężko znaleźć klub, w którym piłkarze, trener i kibice tworzą taką jedność. A czy nie właśnie o to chodzi w futbolu?


Ktoś powie, że nie, a liczą się przede wszystkim wyniki. Zgoda, ale choć tutaj można mieć do Ojrzyńskiego pewne pretensje (tylko 11. miejsce w poprzednim sezonie, ani jednego zwycięstwa na wyjeździe), to nie wydaje się, że są to wystarczające argumenty do pozbawiania go pracy. Gdyby w czerwcu Korona miała na swoim koncie ledwie trzy punkty więcej, skończyłaby rozgrywki na siódmej pozycji. Czy wówczas też uznano by sezon za rozczarowanie? Rok wcześniej, w debiucie na ławce trenerskiej kielczan, Ojrzyński zajął piąte miejsce, a jego drużyna była rewelacją ówczesnych rozgrywek. To był jednak wynik ponad stan. Korona nie dysponuje aktualnie składem, z którym śmiało mogłaby zawalczyć o miejsce w czołówce tabeli. Brak choćby jednego wyjazdowego zwycięstwa w ubiegłym sezonie trochę kłuje w oczy, ale 36 punktów to nie był wynik daleko odbiegający od piłkarskiego potencjału, jakim dysponował Ojrzyński.


Trudno znaleźć logiczne argumenty, którymi mogli kierować się działacze Korony. Trenera Ojrzyńskiego uwielbiali piłkarze, kibice i całe miasto. Gdy dowiedzieli się ci pierwsi, w szatni nastała grobowa atmosfera, a niektórzy z zawodników po prostu płakali. Ci drudzy zaś otwarcie sprzeciwiają się decyzji zarządu, planując manifestację pod ratuszem (miasto jest głównym udziałowcem klubu) i deklarując, że tak tej sprawy nie zostawią. Nic jednak nie uda im się wskórać, bo decyzja jest przecież nieodwracalna.


Wydaje się, że o zwolnieniu Ojrzyńskiego musiały zadecydować czynniki pozasportowe. Mówi się między innymi o konflikcie z dyrektorem sportowym Andrzejem Kobylańskim, a także żądaniach potencjalnego inwestora z Holandii, który zamierza już wkrótce zostać sponsorem Korony. To on miał przeforsować kandydaturę Jose Rojo Martina, nowego szkoleniowca drużyny.


Następca trenera Ojrzyńskiego także budzi wątpliwości. Na piłkarzach Korony wrażenie może zrobić piłkarskie CV popularnego „Pachety” (ponad 120 meczów w Primera Division w barwach Numancii), ale to trenerskie – już niekoniecznie. Ostatnio 45-letni szkoleniowiec prowadził występujące w III lidze hiszpańskiej Real Oviedo i Cartagenę. Już raz mieliśmy w ekstraklasie specjalistę z Hiszpanii, który na boisku był idolem, gwiazdą, ale na ławce nadawał się bardziej do podawania bidonów, niż prowadzenia zespołu.


Oczywiście nie przesądzamy, że Martin podzieli los Bakero. Skoro już został zatrudniony przez działaczy Korony, należy dać mu trochę czasu i szansę na osiągnięcie dobrych wyników. W piłce zawsze wszystko zweryfikuje boisko, ale wydaje się, że kierunek hiszpański jest w tym momencie pozbawiony jakiegokolwiek sensu. Trudno przypuszczać, by zespół trenera z Półwyspu Iberyjskiego był kontynuatorem stylu gry dawnej „bandy”. Nie wyobrażam sobie również, że nagle Jovanović, Lenartowski czy Korzym zaczną zachwycać kieleckich kibiców tiki-taką. Koronę czeka gwałtowna zmiana taktyki i sposobu gry w trakcie rozpoczętego już sezonu, a to wszystko pod wodzą trenera, który jak na razie zupełnie nie zna polskiej ekstraklasy.


Ojrzyński miał być Fergusonem Korony, ale niestety – od zachodniej filozofii prowadzenia klubu naszych działaczy wciąż dzielą lata świetlne. Mimo wszystko, życzymy Panu Martinowi powodzenia w ekstraklasie z nadzieją, że jego Korona będzie nie mniej nudna niż ta prowadzona przez jego poprzednika.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)