Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Leszek Ojrzyński: Prezes mówił, że nie było światełka w tunelu na poprawę. A na jakiej podstawie, to już ciężko stwierdzić

fot. Facebook.com

Leszek Ojrzyński: Prezes mówił, że nie było światełka w tunelu na poprawę. A na jakiej podstawie, to już ciężko stwierdzić

Piłka nożna | 13 sierpnia 2013 19:04 | Damian Wiśniewski

W ubiegłym tygodniu, w poniedziałek, jak grom z jasnego nieba gruchnęła wiadomość o tym, że z posadą trenera Korony Kielce żegna się Leszek Ojrzyński. Decyzja ta nie była zrozumiała dla nikogo, dziennikarzy, ekspertów, piłkarzy czy nawet samych kibiców kieleckiej drużyny. W zasadzie jej powody znają tylko prezes Chojnowski i dyrektor Kobylański. My postanowiliśmy porozmawiać z urodzonym w Ciechanowie trenerem, a rozmowę tę możecie prześledzić poniżej.

 

Ochłonął już Pan po tej bombie z zeszłego tygodnia, po tym zwolnieniu?
Tak, już ochłonąłem.

 

A dostawał Pan wcześniej jakieś sygnały od prezesa Chojnowskiego, o tym, że może Pan zostać zwolniony?
Nie dostawałem żadnych sygnałów. Wiadomo, że miewaliśmy tu pewne problemy, ale żadnych sygnałów, że moja praca może się tak szybko zakończyć nie dostałem. Szybko, bo wiemy, że w samej rundzie zasadniczej jeszcze 27 kolejek było przed nami, dopiero trzy kolejki rozegraliśmy. I zwalniać trenera na tym etapie, trenera, który dwa poprzednie sezony pracował i chciał kontynuować pracę, to było dziwne, ale okazało się prawdziwym. Tak jak mówię, tydzień minął, teraz jest nowy trener i Korona gra dalej.

 

No właśnie, a co do tego nowego trenera. Został nim Jose Rojo Martin. Jak Pan w ogóle to widzi? Ja szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie hiszpańskiego stylu w Koronie.
Nie no jeśli chodzi o Koronę, to kilku zawodników jest kreatywnych jak Kiełb, jak Sobolewski, jak Janota i oni mogą grać po hiszpańsku, o ile możemy to tak w ogóle nazwać. Jaki będzie styl to trudno powiedzieć, w hiszpańskiej lidze nie tylko są zespoły, które długo utrzymują się przy piłce, bo Atletico Madryt, które było ostatnio rewelacją ligi, grało w bardzo prosty sposób, ale skuteczny. Przecież Argentyńczyk jest tam trenerem (Diego Simeone – przyp. red.), a przecież wiemy, że w Argentynie też lubią się utrzymywać przy piłce, tam też są raczej techniczni zawodnicy. Czas pokaże, jaki styl przyjmie Korona.

 

Wracając jeszcze do pańskiego zwolnienia. W jaki sposób prezes Chojnowski argumentował tę decyzję w rozmowie z Panem? Chodzi mi to, co mówił poza tym, co docierało do mediów, czyli o słabych trzech pierwszych meczach i kiepskiej grze na wyjeździe w ubiegłym sezonie.
Prezes mówił, że nie było światełka w tunelu na poprawę. A na jakiej podstawie, to już ciężko stwierdzić, to już pytanie do prezesa.

 

A ma Pan teraz jakieś plany na przyszłość, pojawiły się jakieś pierwsze oferty pracy?
Nie, ofert nie ma i na razie spokojnie czekam. Jestem w Kielcach, bo tu że tak powiem jest moja rodzina i na tę chwilę nigdzie mi się nie spieszy. Jeśli pojawi się jakaś konkretna propozycja w najbliższym czasie i przyjdzie mi stąd wyjechać, to okej. Ale jeśli nie, to lepiej dla mojej rodziny, bo dzięki temu będę miał dla niej zwyczajnie więcej czasu.

 

Niemalże od razu po ogłoszeniu pańskiego zwolnienia, w mediach pojawiły się informacje o strajku najważniejszych piłkarzy Korony, którzy powiedzieli, że nie wznowią treningów, dopóki pan nie zostanie przywrócony na stanowisko. Jak pan wtedy na to zareagował?
Ostatecznie żadnego strajku nie było. Wie pan, piłkarze byli w szoku, a w takim stanie podejmuje się różne decyzje. Oni zareagowali w ten sposób, ale ja z nimi porozmawiałem. Powiedziałem im, że jeśli prezes traktuje mnie i naszą wspólną pracę w ten sposób, to na mój powrót nie ma najmniejszych szans. Jeżeli nie chce mnie prezes, nie chce mnie dyrektor (bo on też był przeciw mojego pobytu na ławce trenerskiej), to ja nie mam po co pracować w takim miejscu. Zawodnicy też to zrozumieli i obyło się bez żadnych strajków.

 

Widzi Pan dla siebie miejsce w którejś z drużyn ekstraklasy? Pojawiają się pogłoski łączące Pana z Zagłębiem Lubin.
Nie, to tylko wymysły dziennikarskie. W Lubinie zespół prowadzi teraz Adam Buczek, on trenował wcześniej klub w Młodej Ekstraklasie i radził sobie dobrze. Trzeba mu dać szanse, trzeba mu dać czas, a ja na tę chwilę Lubina na pewno trenować nie będę.

 

Okej, więc dziękuję Panu bardzo za tę rozmowę i życzę powodzenia w przyszłości.
Również dziękuję i także życzę powodzenia.

 

Rozmawiał Damian Wiśniewski.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)