Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Stare-nowe nazwiska w Premier League - trenerzy w nowych klubach

Stare-nowe nazwiska w Premier League - trenerzy w nowych klubach

Piłka nożna | 16 sierpnia 2013 12:48 | Michał Kozera
Mourinho wrócił na Stamford Brigde w atmosferze hitu transferowego.
fot. flickr.com / In Mou We Trust
Mourinho wrócił na Stamford Brigde w atmosferze hitu transferowego.

Mourinho, Moyes, Pelegrini, Martinez oraz Hughes. 5 trenerów zaczyna nowe rozdziały swoich karier. Jedni wracają na stare śmieci, inni debiutują w Premier League, przed innymi jeszcze otworzyła się wyjątkowa szansa, jednak w gorących warunkach. Liga angielska dawno nie miała tak dużych zmian na ławkach trenerskich – jak zatem zmieni się układ sił na Wyspach i który z trenerów wniesie do rywalizacji najwięcej?

 

Aż trzy ekipy z czołówki zdecydowały się w tym sezonie zmienić trenerów i jest to sytuacja, która zmienić może wiele. Manchester United, Manchester City, Chelsea, Everton oraz Stoke rozpoczną sezon pod wodzą nowych menedżerów, co na kilka dni przed rozpoczęciem sezonu budzi wiele pytań. Najważniejszym z nich jest – kto na zmianach wyjdzie najlepiej?

 

Mark Hughes zapowiada, że styl gry Stoke ulegnie zmianie – na lepsze. Czy tak się stanie? 49-letni Walijczyk obejmuje posadę Tony’ego Pulisa wracając z urlopu po opuszczeniu Queens Park Rangers, do niedawna jeszcze zespół angielskiej ekstraklasy. Za jego rządów Rangersi o włos uniknęli spadku do Championship, w czego świetle referencje Hughesa najlepiej nie wypadają. Na niekorzyść trenera działa również fakt możliwości zespołu – po tym, jak trafił on w ręce Tony’ego Fernandeza, skład Londyńczyków został znacznie wzmocniony. Nie wykorzystał jednak tego szkoleniowiec, który kolejny sezon rozpoczął wielką klapą i szybko został zwolniony. Teraz Hughes może się zrehabilitować, po raz kolejny otrzymując zespół z Premier League, tym razem ze środka tabeli. Obecnie trener zdecydował się pozbyć kilku zawodników, w ich miejsce sprowadzając wyłącznie Erica Pietersa i Marca Muniesę. Ponadto sztab uzupełnią Eddy Niedzwiecki oraz Mark Bowen, tworząc trenerski tercet przez 3 lata – o ile naturalnie wcześniej wyniki nie zmotywują zarządu Stoke do rozwiązania kontraktu. Kto jednak wie – może Hughes odnajdzie się w barwach Garncarzy.

 

Dużo trudniejsze zadanie otrzyma Roberto Martinez w Evertonie. Nie mówi się o tym tak głośno, jak w przypadku Manchesteru, jednak niebieska część Liverpoolu również stanęła przed dawno niespotykanym tam problemem – zmianą trenera. Odpowiedź na to pytanie dał Czerwonym Diabłom David Moyes, tym samym zadając je w Evertonie. 11 lat rządów Szkota na Goodison Park przyzwyczaiło fanów do stabilności i solidności, jaką zbudował w klubie trener. Roberto Martinez będzie mieć niełatwe zadanie – utrzymać The Toffees takie, jakie zbudował je jego poprzednik. I oby je poprawić, bo przecież za rządów Moyesa do gabloty klubu nie wpadło żadne trofeum, natomiast podczas minionej już kadencji Martineza w Wigan klub zdobył przecież sensacyjne trofeum FA Cup, pokonując City. Pod kątem liczby trofeów Martineza należy postawić wyżej niż Moyesa. Teraz problemem jest tylko szybka aklimatyzacja w otoczeniu i zaskarbienie sobie sympatii Niebieskich – sympatii na tyle dużej, by Ci przy pierwszym spadku formy zespołu Ci nie opłakiwali ex-szkoleniowca, a nadal trwali przy obecnym.

 

Identyczny ból głowy ma w tym momencie David Moyes. Kłopot to jednak o tyle większy, ile potężniejszym klubem od Evertonu jest Manchester United i jak gorętszy stołek pozostał po sir Alexie Fergusonie. Legendarny menedżer Czerwonych Diabłów zdobył jako trener wszystko, co było do zdobycia, wynosząc przy tym swój klub na piłkarski i nie tylko szczyt. Oczy piłkarskiego świata spoczywają na Moyesie, dla którego już za kilka dni rozpocznie się nowy rozdział w Premier League. Może się on nazywać szczęściarzem – Ferguson pozostawił mu w spadku mistrzostwo i stabilną drużynę. Widać to szczególnie po liście transferowej klubu, która jest praktycznie pusta. Jedynymi nazwiskami na niej są Guillermo Varela, sprowadzony jeszcze za kadencji poprzednika, oraz sam Moyes. To nie oznacza jednak, że jest łatwo – już od początku Szkot musiał radzić sobie z „Wazzagate” – aferą, w której głośno jest o chęci opuszczenia ekipy przez Wayne Rooneya. Media soczyście dolewają oliwy do ognia, postawa samego zawodnika również jest dość jednoznaczna, Chelsea dokłada do tego oficjalne oferty zakupu napastnika – a ten mimo wszystko nadal pozostaje w Manchesterze. Jak zapewnia Moyes – to się nie zmieni. Pełen podziw. To jednak nie jedyny problem, a te zaczną się dopiero piętrzyć. Oczekiwania są z jednej strony ogromne, z drugiej jednak wszyscy mają w świadomości fakt, że klub pierwszy raz od 25 lat zmienił trenera (oraz cały sztab szkoleniowy), w związku z czym może to być dość słaby rok.

 

Nie tylko czerwona część Manchesteru zmienia trenera. City pozbyło się wreszcie nieudolnego Roberto Manciniego, stawiając na Manuela Pellegriniego. Wybór Obywateli chwalony jest bardzo szeroko, bo wydaje się, że nowy trener posiada cechy, które takiemu klubowi jak City potrzebne są najbardziej. Mamy w końcu do czynienia z zespołem, który podczas miesiąca okna transferowego lekką ręką wydał niemal 100 milionów funtów na zawodników. Taka strategia jest w przypadku tego zespołu normalna – nielimitowane fundusze ze Wschodu aż proszą się o wykorzystanie. W takich warunkach potrzebny jest trener, który z pełną stanowczością porozstawia nowe nabytki oraz twardą ręką będzie radził sobie z wieloma gwiazdami w zespole. Tego brakowało Manciniemu, co dobitnie było widać, gdy problemy sprawiał Balotelli. Wówczas trener sprawiał wrażenie po prostu słabego. I choć wyniki pokazywały, że Włoch znał się na robocie, jego medialny wizerunek nie należał do najlepszych. Długo też nie zastanawiał się zarząd City, który szybko wręczył trenerowi wymówienie za zajęcie tylko drugiego miejsca w lidze. Wcale lepiej nie musi poradzić sobie Pellegrini. To jego pierwszy sezon w Anglii i choć Chilijczyk zapewnia, że postara się zdobyć tytuł na krajowym podwórku, a w Europie zajść jak najdalej. Pytanie jednak – czy wobec niego działacze będą mieli więcej cierpliwości?

 

Na koniec największy hit transferowy w Anglii tego lata – Jose Mourinho powrócił do Chelsea. Portugalczyk święcący triumfy w ekipie Romana Abramowicza po średnio udanej pracy w Realu postanowił przyjąć ofertę The Blues i powrócić na stare śmieci. Ruch ten to same korzyści i to dla wszystkich stron, bowiem Chelsea zyskała świetnego trenera, trener wrócił do środowiska, które go kocha i, znów, Chelsea marketingowo zyskała wiele. Podskoczyły także słupki Londyńczyków we wszelkich możliwych przedsezonowych sondażach – jeśli teraz wymienia się faworytów do mistrzostwa, to pierwsza jest właśnie ekipa ze Stamford Bridge. Czy jednak tym razem The Special One zagości w zespole na dłużej? Jeśli tak, Chelsea może czuć się głównym faworytem na lata.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)