Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Polska piłka na mapie świata

Polska piłka na mapie świata

Piłka nożna | 18 sierpnia 2013 19:29 | Jakub Kacprzak


Siedziałem sobie w wannie. Miejscu idealnym do przemyśleń niemal tak samo jak ubikacja. I przyszła mi do głowy pewna myśl. Co tak naprawdę znaczy polski futbol? Czy rzeczywiście jest tak źle i paskudnie, czy też po wielu latach posuchy nie dostrzegamy plusów, które ewidentnie są? Zadałem sobie wprost pytanie: Jak to z tą naszą piłką kopaną jest? I odpowiedź przyszła mi do głowy zaskakująca.


Wystartowały najlepsze ligi świata. Jeśli mam być szczery to czołowa piątka lig w Europie moim zdaniem wygląda tak: 1. Anglia, 2. Niemcy, 3. Hiszpania, 4. Włochy, 5. Francja. Zaglądam w składy drużyn z tych lig i co widzę? Że w każdej mamy naszych reprezentantów. Może to wydawać się dziwne, ale prawda jest taka, że już niemal w każdej lidze, której przedstawiciel gra w Lidze Mistrzów, mamy swoich piłkarzy. W Premier League i jej zapleczu zwanym Championship mamy 6 przedstawicieli. W tym dwóch grających w najwyższej klasie rozgrywek. Artur Boruc, Tomek Cywka, Łukasz Fabiański, Tomek Kuszczak, Radosław Majewski i Wojtek Szczęsny. Z tej szóstki, czterech zawodników ma miejsce w pierwszym składzie. Regularnie bronią Boruc, Szczęsny i Kuszczak, a Majewski to pewny punkt w pomocy Nottingham Forest. W Niemczech mamy dortmundzkie trio. Lewandowski został wybrany najlepszym piłkarzem Bundesligi za miniony sezon. Do tego Sebastian Boenisch i Milik w Bayerze Leverkusen, Eugen Polanski w Hoffenheim, Artur Sobiech w Hannoverze, Stępiński w Norynbergi. Do tego w 2. Bundeslidze Wojtkowiak, Matuszczyk, Mrowca, Borysiuk, Ćwielong, Przybyłko. W Serie A co roku powiększa się liczba Polaków. W Torino kapitanem na ten sezon został Kamil Glik. Italia wzięła także Wolskiego, Wszołka, Salamona, Skorupskiego, Pawłowskiego. W Hiszpanii (o ile w końcu dogadają się Jagiellonia i Widzew) grać będzie Pawłowski, a do Deportivo trafił właśnie Czarek Wilk. We Francji pewne miejsce w swoich klubach mają Krychowiak i Obraniak. A przecież w Eredivisie także mamy sporo graczy.


Patrzę na nazwy klubów i widzę finalistę poprzedniej edycji Ligi Mistrzów – Borrusie Dortmund, Arsenal Londyn, który zawsze łapie się do czołówki, Malagę, która przebojowo zadebiutowała w zeszłym sezonie w LM, Bayer Leverkusen, Girondins de Bordeaux, Steauae Bukareszt, Celtic Glasgow, AS Romę, Sampdorie Genua, Fiorentine. Widzę jak o Lewandowskiego pytają największe kluby świata. Błaszczykowskiego, który (korzystając z terminologii koszykarskiej) zalicza w sezonie double-double. Wiele młodych talentów, którzy są rozchwytywani. Do tego dodajmy grupę zawodników z rosyjskiej ligi (Komorowski, Rybus, Jędrzejczyk, Gol). Sporo tego. Do naszej ligi powoli wchodzą gracze o znanych nazwiskach. Do niedawna bramkę rywali atakował Ljuboja. W tym sezonie przyszedł Helio Pinto, który wraz z cypryjskim APOELEM grał w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Mamy nowoczesne stadiony, prezesa PZPN, który był czołowym piłkarzem na świecie i zdobył trzecie miejsce z kadrą na mundialu w 1982 roku. I moim zdaniem to wszystko należy zaliczyć na duży plus. Jednak jednocześnie musimy zadać sobie pytanie: a co z tego mamy? I tutaj pojawia się problem. Kadra wciąż dołuje. Szansę na awans do mundialu w Brazylii mamy niewielką. Trzeba więc pomyśleć nad tym w czym tkwi problem. Bo patrząc po ilości piłkarzy w najlepszych ligach świata, klubach jakie reprezentują i przede wszystkim na ich formę, wydawać mogłoby się zwykłemu laikowi, że powinniśmy należeć do czołówki. Przecież zwykły Nowak czy Kowalski patrząc na listę piłkarzy grających zagranicą może sobie pomyśleć: Czemu jest tak źle? Bo przecież na papierze wyglądamy bardzo mocno. Zestawmy jedenastkę piłkarzy, będących w najmocniejszych klubach i co nam wyjdzie? Idąc zgodnie z ustawieniem w jakim gra kadra może to wyglądać tak: Arsenal Londyn – Borussia Dortmund, Steaua Bukareszt, Torino, Bayer Leverkusen – Reims, Sampdoria Genua, Borussia Dortmund, Girondins de Bordeux, Fiorentina – Borussia Dortmund. Do tego ławka rezerwowych na której są zawodnicy Southampton, Zwolle, Malagi, Trabzonsporu czy Deportivo. Wygląda mocno.


Oczywiście nazwiska nie grają. To, że jesteś w renomowanym klubie nie od razu zapewnia ci ogromny talent i umiejętności na poziomie Cristiano Ronaldo. Przecież nawet w Bayernie Monachium czy Manchesterze United zdarzają się piłkarze gorsi, którzy są bardziej zapchajdziurą. Jednak cała ta sytuacja daje do myślenia. Potencjał w tym wszystkim jest bez dwóch zdań. Niestety wciąż kolejni selekcjonerzy nie potrafią tego wykorzystać. Kadra gra bez własnego stylu, męczą się nasze największe talenty gdy przychodzi do gry z Orłem Białym na piersi. A przecież co chwila pojawiają się nowe nazwiska. Wystrzelił talent Waldka Soboty, lada moment wspomniany już przeze mnie Bartek Pawłowski może być kolejnym mocnym punktem reprezentacji. Wiele krajów chciałoby mieć na pozycji bramkarza choć jednego tak dobrego zawodnika jakimi my dysponujemy. Tymczasem ciągle czegoś nam brak. Oczywiście siłą europejskiego futbolu jeszcze długo nie będziemy. Do tego, by zaludnić najmocniejsze kluby jak niegdyś robili to Brazylijczycy szans raczej nie mamy. Ale krok po kroku wzmacniamy swoją pozycję. Notabene dzieje się to w chwili gdy sama reprezentacja od lat nie osiągnęła poważnego sukcesu. Ostatni wielki mecz o punkty (zwycięski) zagraliśmy z Portugalią w ramach eliminacji do Euro 2008.


Wydaje mi się, że kwestią jest brak odpowiedniego systemu szkolenia i trenerów, którzy tak jak piłkarze, byliby cenionymi fachowcami w zagranicznych ligach. Przecież w ostatnich latach jedynie trzech naszych krajanów prowadziło kluby spoza Polski. W jednym meczu Panathinaikos reprezentował Jacek Gmoch, krótką chwilę w Grecji był także Michał Probierz, a Franciszek Smuda rundę wiosenną spędził w 2. Bundeslidze, gdzie kompletnie zawiódł. Brakuje nam szkoleniowców, którzy mogliby walczyć ze swoją drużyną o punkty w mocnej lidze. I to jest głównym źródłem problemów. Bo tak jak młodzież rozwija się nam całkiem przyzwoicie, tak już trenerzy zostali daleko w tyle. Wielokrotnie powtarzałem, że za mało nam utalentowanych ludzi na tym stanowisku. Probierz i Michniewicz to za mało. Rumak pokazał, że nie radzi sobie pod presją i niestety Lech zawalił eliminacje do LE po wielu jego błędnych decyzjach. Ciekaw jestem jak dalej będzie rozwijać się kariera Radosława Mroczkowskiego, który w Widzewie co roku dokonuje cudów i sprawia, że drużyna, która już dawno powinna spaść, wciąż gra w Ekstraklasie. Nadzieję wiążę także z Piotrem Stokowcem, który w Polonii także dokonywał cudów. Jednak potrzeba nam jasnego planu działania zarówno pod względem szkolenia młodzieży jak i trenerów. Być może wtedy również kadra zacznie osiągać wyniki. Ewentualnie rozwiązaniem problemu mogłoby być zatrudnienie w roli selekcjonera biało-czerwonych kogoś z zagranicy. Kogoś, kto przyjąłby pod swe skrzydła młodych, polskich trenerów, którzy zbieraliby przy nim doświadczenie. Inaczej będziemy wciąż stać w miejscu, a cały piłkarski świat uciekł nam już bardzo daleko pod wieloma względami…
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)