Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Kolejka wielkich debiutów i powrotów za nami
Jesus Navas, nowy nabytek Manchesteru City
Jesus Navas, nowy nabytek Manchesteru City

Kolejka wielkich debiutów i powrotów za nami

Piłka nożna | 20 sierpnia 2013 21:01 | Damian Wiśniewski

Po trzech niezwykle długich miesiącach wyczekiwania, wreszcie ruszyła najlepsza liga świata. Angielska Premier League, bo o niej oczywiście mowa, wystartowała, tak jak każdy by tego chciał, czyli serwując nam kilka naprawdę świetnych spotkań.

 

Każdy przed tą pierwszą kolejką czekał na coś innego. Jak wystartują United bez sir Alexa Fergusona? To pytanie zadawali sobie kibice mistrza Anglii. Czy Pellegrini uporządkuje, to co zastał po Mancinim? Tak z nadzieją w głosie pytali fani The Citizens. Tym podobnych pytań było łącznie 20, ale odpowiedź co do każdego jest chyba tylko jedna. Niewiadomo.

 

No bo jak wysuwać jakieś szeroko idące wnioski po ledwie jednej serii gier? Moyes i Pellegrini zaliczyli imponujące starty w nowych klubach. Drużyny obu tych panów zaaplikowały rywalom po cztery gole, przy czym podopiecznie byłego szkoleniowca Evertonu stracili jedną bramkę.

 

Czerwone Diabły podeszły do meczu ze Swansea, tak jakby za trzy dni miały rozegrać kolejne 90 minut. Spokojna, zachowawcza gra skutkowała tym, że na boisku optyczną przewagę miały Łabędzie z Walii. Całe szczęście dla obrońców tytułu, że byli oni piekielnie skuteczni. Po dwa trafienia zaliczyli Robin Van Persie i Danny Welbeck, natomiast piłkarze Laudrupa (mimo niezłej gry), odpowiedzieli jedynie trafieniem Bony’ego. United zagrali tak, jak w większości spotkań poprzedniego sezonu. Na poważniejsze wnioski przyjdzie czas po ich najbliższej potyczce z Chelsea.

 

Przebieg gry w meczu Manchesteru City i Newcastle był całkiem inny, jednak po nim również ciężko o jakieś konkretne konkluzje. The Citizens od razu rzucili się na rywali i zdobyli przewagę. Świetny mecz rozegrał przede wszystkim Edin Dżeko, choć Bośniak ani razu nie trafił do bramki (efektowna asysta przy golu Sergio Aguero). Piłkarze z niebieskiej części Manchesteru grali efektownie, skutecznie, ale ciężko obyć się bez wrażenia, że naprzeciw ich był tylko Newcastle. Newcastle, który w ubiegłym sezonie zajął dopiero 16 miejsce w tabeli, Newcastle, który ściąga samych zawodników spoza Anglii. Ewidentnie widać było, iż Alan Pardew nie poskładał jeszcze wszystkiego do kupy, i gra Srok była jednym wielkim chaosem.

 

Najbardziej wszyscy oczekiwali jednak chyba na niedzielny mecz przy Stamford Bridge. Na ławkę trenerską Chelsea powrócił Jose Mourinho i każdy z nas wyczekiwał tego, jak zaprezentuje się jego drużyna. Przyznam szczerze, że pierwsze 45 minut spotkania z Hull, to była Chelsea jakiej nie widziałem od lat. Od pierwszej minuty The Blues siedli na rywalu, raz po raz tworząc sytuacje bramkowe i gol numer jeden padł 13 minut po wznowieniu gry, a strzelił go Oscar, asystował kolejny świetny młody Belg, De Bruyne . Później karnego nie wykorzystał Frank Lampard, ale w myśl zasady, że co się odwlecze, to nie uciecze, najlepszy strzelec w historii tego klubu, kilkanaście minut później huknął jak z armaty z rzutu wolnego i pokonał McGregora. Po przewie gra gospodarzy nie wyglądała już tak imponująco, ale wynik nie uległ zmianie. Ciężko jednak o jakieś większe wnioski, na takie musimy poczekać do drugiej kolejki, w której The Blues zmierzą się z mistrzem Anglii.

 

Nie zaskoczył jednak Arsenal. Kanonierzy, którzy mimo szumnych zapowiedzi nie sprowadzili nikogo, kto miałby wzmocnić zespół, ulegli na własnym stadionie Aston Villi. Słaby mecz zanotował Wojtek Szczęsny, który najpierw spowodował rzut karny, a następnie bezsensownie opuścił bramkę, co tylko dzięki nieporadności rywala, nie skończyło się golem. W tym przypadku na konkluzje poczekamy do momentu, gdy Arsene Wenger ruszy na zakupy. O ile ruszy

 

Swój mecz wygrał natomiast największy rywal Kanonierów, Tottenham. Koguty postanowiły pokazać, że potrafią radzić sobie bez Garetha Bale’a i ograły na wyjeździe beniaminka Crystal Palace, 0:1. W zespole gości golem debiut okrasił Roberto Soldado, pierwszy mecz zaliczył również reprezentant Brazylii, Paulinho. Podjęcie stanowiska na temat gry obu tych panów jest jednak ciężkie. Hiszpan trafił co prawda do bramki, jednak zrobił to z rzutu karnego, a przez większość meczu był zupełnie niewidoczny. Podobnie zresztą jak piłkarz z kraju kawy, choć on dobrze wywiązywał się z zadań defensywnych.

 

Debiut na ławce trenerskiej Evertonu zaliczył  Roberto Martinez. Wypadł on… średnio. The Toffees pojechali na stadion średniaka z ubiegłego sezonu, Norwich. Mecz zakończył się remisem (jedynym w całej serii gier) 2:2.

 

Na małą pochwałę zasługuje natomiast drugi klub z miasta Beatlesów, Liverpool FC. Podopieczni Brendana Rodgersa zagrali na inaugurację ze Stoke i trzeba powiedzieć, iż ich grę oglądało się całkiem przyjemnie. Mimo niezłej postawy, wygrać udało się tylko jednym golem. Zdobył go Daniel Sturrigde, po podaniu Iago Aspasa. W meczu tym na ławce trenerskiej The Potters zadebiutował Mark Hughes, jednak z zapowiadanej zmiany stylu gry nie zobaczyliśmy nic. Może później…

 

Po pierwszej kolejce możemy chwalić, jednak na wyrobienie sobie zdania na temat danego zespołu / piłkarza potrzeba czasu, cierpliwości. Delektujmy się więc tą ligą i na takowe wnioski czekajmy. Ja swoje przedstawiał będę tutaj, czekam również na Wasze.

 

Komplet wyników
Liverpool FC - Stoke City 1:0 (1:0)
Arsenal Londyn - Aston Villa 1:3 (1:1)
Sunderland - Fulham Londyn 0:1 (0:0)
West Ham United - Cardiff City 2:0 (1:0)
Norwich City - Everton FC 2:2 (0:0)
West Bromwich Albion - Southampton FC 0:1 (0:0)
Swansea City FC - Manchester United 1:4 (0:2)
Crystal Palace - Tottenham Hotspur 0:1 (0:0)
Chelsea Londyn - Hull City 2:0 (2:0)
Manchester City - Newcastle United 4:0 (2:0)


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)