Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Grad bramek w Bydgoszczy i Białymstoku. Legia bez punktów!

Grad bramek w Bydgoszczy i Białymstoku. Legia bez punktów!

Piłka nożna | 25 sierpnia 2013 13:56 | Hubert Błaszczyk

fot. T-Mobile Ekstraklasa/ x-news.pl

Powroty od stanu 2:0 zobaczyli kibice w Bydgoszczy i Białymstoku. Tyle, że fani Zawiszy nie do końca chcieliby oglądać taką nieudolność swoich zawodników. Z kolei kibice Jagi i tak byli niepocieszeni, bo w końcówce piłkę do własnej bramki wpakował ich stoper, Michał Pazdan. Jagiellonia po emocjonującym meczu przegrała więc 2:3. Punktów nie dopisze do swojego konta też Legia Warszawa. Jan Urban posłał do boju zmienioną jedenastkę, a ta zaprezentowała się słabo. We wtorek wyjdzie na boisko zapewne inny skład, ale i on nie gwarantuje porywającej gry.


Zawisza Bydgoszcz – Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:2
- Gramy dobrze, ale nie punktujemy – mówił po meczu na antenie Canal Plus, Paweł Strąk. Ze środkowym obrońcom Zawiszy nie sposób się zgodzić. To jednak po jego błędach padały bramki dla Podbeskidzia. Strąk przy rzucie rożnym dla Pobeskidzie nie pokrył strzelca bramki Marka Sokołowskiego, a później w bezsensowny sposób sfaulował przebojowo wchodzącego w pole karne Aleksandra Jagiełło. Były zawodnik krakowskiej Wisły nie był spóźniony jedno tempo, on po prostu poruszał się w innej przestrzeni. Po dwóch błędach Strąka bielszczanie doprowadzili do wyrównania, ale wcześniej na boisku nie mieli nic do powiedzenia. To już drugi mecz w tym sezonie Górali, kiedy punkt ratują w ostatnich minutach spotkania. Wcześniej, w ostatniej akcji meczu w Gdańsku do siatki rywali trafił Błażej Telichowski.


Co dalej z Zawiszą? Wydaje się, że jeśli bydgoszczanie nie zaczną szybko zdobywać punktów, to poleci głowa trenera Ryszarda Tarasiewicza. Z drugiej jednak strony, to nie wina Tarasia, że jego drużyna marnuje fantastyczne sytuacje. Sam Bernardo Vasconcelos mógł ustrzelić hat-tricka.

 

Jagiellonia Białystok – Pogoń Szczecin 2:3
Z kolejki na kolejkę coraz bardziej upewniam się, że obie drużyny mogą wygrać z każdym, jak i przegrać. Duża siła rażenia ofenyswnego, a przy tym słaba gra defensorów jest tym, co cechuje obie ekipy. Pogoń przed sezonem nie zmieniła w swojej kadrze zbyt wiele. Pozbyła się głównie starszych zawodników, którzy obciążali listę płacową. Gra zespołu wygląda jednak zupełnie inaczej. Wszystko za sprawą dobrej formy Akahoshiego. Japończyk wreszcie prezentuje się jak piłkarz, a nie przebieraniec i jest prawdziwym liderem środka pola. Bardzo dobrze gra też jego rodak Murayama. Pogoń, dzięki tej dwójce odnosi sukcesy.


Jagiellonia z kolei obudziła się dopiero po przerwie, kiedy na boisko wszedł Bekim Balaj. Albańczyk trochę rozruszał grę ofensywną Jagi, ale potem kompletnie zniknął. Słabo grał też Quintana, który marnował sytuację za sytuacją w pierwszej połowie. Później wyszedł mu jednak jeden centro-strzał i białostoczanie mogli cieszyć się z wyrównania. Długo to jednak nie trwało, bo swojaka wcisnął Pazdan, co było najlepszym podsumowaniem gry defensywnej gospodarzy.


Legia Warszawa – Lechia Gdańsk 0:1
Już przed meczem wiedzieliśmy, że nie będzie, to łatwe spotkanie dla Legii. Trener Jan Urban całkowicie przemeblował pierwszą jedenastkę. Zostawił w bramce tylko Dusana Kuciaka. Rotację widać było na boisku, bo tragicznie zaprezentowali się Helio Pinto i Władimer Dwaliszwili. Pierwszy miał być gwiazdą T-Mobile Ekstraklasy, a jak na razie nie zachwyca nawet na tle Lechii Gdańsk czy Rozwoju Katowice. Mało tego, jest najsłabszy na boisku. Gruzin z kolei jest wolny i nawet jeśli znajdzie się z piłką w polu karnym, to nie stwarza żadnego zagrożenia. Wszyscy Legioniści, za wyjątkiem Henrika Ojamy i Łukasza Brozia byli po prostu bezbarwni. I gdzie tu mowa o dwóch równorzednych jedenastkach? Chyba tylko w teorii.


Lechia z kolei pokazała jak wygrać mecz jedną sytuacją. Strzelili bramkę na początku spotkania, a potem spokojnie kontrolowali mecz. Inna sprawa, że bardzo dobrze grała defensywa przyjezdnych. Madera z Bieniukiem tworzą od początku sezonu jedną z najbardziej stabilnych par w Ekstraklasie. Sebastian Małkowski w bramce nie miał więc zbyt wiele pracy. Gdańszczanie będą w tym sezonie groźni – tym meczem dali kolejny do tego sygnał.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)