Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Legia wraca na czoło

Legia wraca na czoło

Piłka nożna | 31 sierpnia 2013 23:32 | Przemysław Drewniak
Miroslav Radović zapewnił Legii trzy punkty w meczu z Cracovią
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
Miroslav Radović zapewnił Legii trzy punkty w meczu z Cracovią

Za nami sobotnie mecze 6. kolejki T-Mobile Ekstraklasy, po których na pierwsze miejsce w tabeli powraca Legia Warszawa. "Wojskowi" wykorzystali piątkowy remis Lechii z Górnikiem i pokonali na wyjeździe Cracovię 1:0. W pozostałych spotkaniach zanotowaliśmy dwa remisy - w Szczecinie punktami podzielili się Pogoń z Wisłą, a w Łodzi Widzew z Jagiellonią.

 

Widzew Łódź 1-1 Jagiellonia Białystok
A. Visnakovs 47’ – Piątkowski 90’


Przeciętny mecz oglądaliśmy w Łodzi, gdzie nieco podrażniona Jagiellonia (w sierpniu wciąż bez ligowego zwycięstwa) podejmowała odmienionego obecnością kilku nowych zawodników Widzewa. Lepsze wrażenie sprawiali w tym meczu gospodarze, którzy w drugiej połowie mieli swoich rywali „na widelcu”, ale w ostatniej minucie we frajerski sposób stracili komplet punktów.


W drużynie Radosława Mroczkowskiego od pierwszej minuty wystąpiło aż trzech debiutantów. Duet stoperów utworzyli sprowadzeni w środku tygodnia Haitańczyk Kevin Lafrance i ściągnięty z rezerw Espanyolu Barcelona Hiszpan Jonathan de Amo Perez. Obok Princewilla Okachiego w środku pola zagrał też Litwin Povilas Leimonas. Ten ostatni zagrał przeciętnie, za to dwójka obrońców pokazała się z bardzo dobrej strony. Szczególnie Lafrance, który może okazać się dla Widzewa jeszcze lepszym nabytkiem niż jego poprzednik, Thomas Phibel. Haitańczyk ma imponujące warunki fizyczne, dobrze się ustawia, a tym, co go wyróżnia, jest spokój w rozegraniu piłki. Dysponuje też niezłym uderzeniu z dystansu – w drugiej połowie omal nie wpisał się na listę strzelców, gdy obił poprzeczkę bramki Jakuba Słowika. Występ Lafrance’a docenili nawet widzowie Canal+, wybierając go na najlepszego piłkarza spotkania.


Opis tego meczu nieprzypadkowo wypełnia charakterystyka stopera łodzian, bo w pierwszej połowie na boisku nie wydarzyło się nic wartego odnotowania. Gra toczyła się głównie w środku pola, a obie drużyny wymieniały podania zbyt chaotycznie, by tworzyć sytuacje podbramkowe.


Nieco lepiej było po zmianie stron, gdy bardzo dobrze w drugą połowę weszli gospodarze. Piłkę w środku pola straciła Jagiellonia, Widzew wyprowadził szybką kontrę, a Veljko Batrović efektownym podaniem otworzył drogę do bramki Aleksejsowi Visnakovsowi. Starszy z braci Visnakovsów był w tym meczu długimi momentami niewidoczny, ale gdy w 47. minucie urwał się defensorom gości, zachował zimną krew i pokonał Macieja Mielcarza.


Chcąc iść za ciosem, Widzew przeważał i kilka razy był bliski podwyższenia prowadzenia. Gospodarzom dodatkowo ułatwił sprawę Martin Baran, który w 69. minucie przegrał pojedynek biegowy z Eduardsem Visnakovsem, ratował się faulem taktycznym i zasłużenie wyleciał z boiska. Grający w przewadze Widzew miał w końcówce zdecydowaną przewagę i powinien był dowieźć wygraną do końca, ale marnował kolejne okazje do zdobycia bramki. Łodzianie mieli problemy z wykończeniem akcji, a strzały Visnakovsa i Lafrance’a zatrzymały się na poprzeczce.


Sytuacje te zemściły się w doliczonym czasie gry, gdy jeden z nielicznych ataków przeprowadzili goście. Dani Quintana, który był tego dnia jedynym zagrożeniem dla obrońców Widzewa, dośrodkował z prawej strony przed bramkę Mielcarza, a Mateusz Piątkowski wykorzystał zbyt głębokie ustawienie rywali i głową skierował piłkę do siatki. Tym samym były gracz Dolcanu w końcu zaliczył swoje pierwsze trafienie w najwyższej klasie rozgrywkowej.


Pogoń Szczecin 0-0 Wisła Kraków


Oglądając pierwsze minuty meczu w Szczecinie, można było odnieść wrażenie, że chwilę wcześniej mieliśmy do czynienia z zupełnie inną ligą. Piłkarze Pogoni i Wisły grali trzy razy szybciej niż ich poprzednicy z Łodzi i po kwadransie mieliśmy nadzieję, że czeka nas naprawdę pasjonujący pojedynek. W drugiej połowie zostaliśmy jednak sprowadzeni na ziemię – zawodnikom po przerwie brakowało już sił i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.


Można było się spodziewać, że Wisła nie powtórzy już tak dobrego meczu jak przed tygodniem z Lechem, jednak jakościowy "zjazd" w jej grze był zaskakująco duży. W pomeczowym wywiadzie nawet Arkadiusz Głowacki przyznał, że w pierwszej połowie on i jego koledzy chyba jeszcze nie dojechali do Szczecina. Pogoń momentami kompletnie tłamsiła gości spod Wawelu i wydawało się, że gol dla szczecinian będzie tylko kwestią czasu.


Imponowała przede wszystkim różnorodność ataków w grze podopiecznych Dariusza Wdowczyka. Piłka płynnie wędrowała z jednej strony na drugą, a świetną formę prezentowali znów Japończycy. Trener Portowców dokonał też dobrych zmian w wyjściowym składzie w porównaniu do meczu z Jagiellonią. Herve Tchamiego zastąpił na skrzydle 20-letni Jakub Bąk i swoją dynamiką sprawiał duże problemy Gordanowi Bunozie. W środku boiska w miejsce Moustaphy Ouedraogo Wdowczyk postawił na Maksymiliana Rogalskiego i ten również pokazał, że warto na niego stawiać. Mimo świetnej postawy do przerwy Pogoń nie zdołała jednak znaleźć drogi do bramki i nawet nie zmusiła Michała Miśkiewicza do większego wysiłku.


Po zmianie stron mecz się wyrównał, ale to nie Wisła dorównała do wysokiego poziomu Pogoni, a gospodarze dostosowali się do przeciętnej dyspozycji gości. W barwach gospodarzy zgaśli Bąk, Akahoshi i Murayama, a po drugiej stronie nadal ciężko było znaleźć zawodnika, którego warto by było wyróżnić. Nie błyszczał już Michał Chrapek, słabo fizycznie wyglądał Paweł Brożek, a na skrzydłach bezbarwni byli Patryk Małecki i Rafał Boguski. O ile „Mały” jeszcze się starał, to ten drugi był kompletnie niewidoczny i trener Franciszek Smuda w następnej kolejce pewnie powróci do ustawienia z Emmanuelem Sarkim na prawym skrzydle.


Jeśli po tym meczu mamy kogoś wyróżnić zdecydowanie na plus, to oprócz Rogalskiego będą to środkowi obrońcy obu drużyn. Duet Głowacki-Jovanović podtrzymał wysoki poziom z poprzednich kolejek, a Wojciech Golla i Hernani rozegrali chyba najlepsze spotkanie w barwach Pogoni. To aż nieprawdopodobne, jak ogromny progres zanotowała defensywa Portowców w porównaniu do wiosny poprzedniego sezonu.


Bezbramkowy remis nie krzywdzi żadnej ze stron, choć Pogoń miała po meczu ogromne pretensje do sędziego Daniela Stefańskiego, który w drugiej połowie nie podyktował rzutu karnego za rękę Arkadiusza Głowackiego. Sytuacja była kontrowersyjna i niejednoznaczna, bo Marcin Robak trafił w stopera Wisły z bliskiej odległości, ale arbiter chyba miał prawo podyktować jedenastkę dla gospodarzy.


Cracovia 0-1 Legia Warszawa
Radović 29’


Po niepowodzeniach w lidze i europejskich pucharach Legia wraca na właściwe tory. Podopieczni Jana Urbana pokonali na wyjeździe Cracovię, dzięki czemu nie dopuścili do porażki w trzecim kolejnym meczu ekstraklasy. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce wiosną 2011 roku.


Nie obawiając się wysokiej klasy rywala, trener Wojciech Stawowy ustawił swój zespół bardzo ofensywnie, z Damianem Dąbrowskim jako jedynym defensywnym pomocnikiem. To mogło opłacić się bardzo szybko, bo Legia tradycyjnie… źle weszła w mecz. Cracovia już po kilkunastu minutach mogła prowadzić nawet dwoma bramkami, ale najpierw w doskonałej sytuacji przestrzelił Dawid Nowak, a chwilę później złym przyjęciem piłki jeszcze lepszą okazję zmarnował Krzysztof Danielewicz.


Jeśli naprzeciwko stoi drużyna mistrza Polski, takie prezenty trzeba wykorzystywać. Cracovia tego nie zrobiła i już po 20 minutach oddała inicjatywę Legii, która z minuty na minutę atakowała coraz groźniej. W ekipie gości najlepiej funkcjonowała lewa strona, gdzie brylującego Henrika Ojameę udanie wspomagał Jakub Wawrzyniak. I to po akcji właśnie z tej flanki stołeczny zespół wyszedł na prowadzenie. Piłkę w pole karne dośrodkował Estończyk, na 11. metrze piłkę przepuścił nieudanie przyjmował Kucharczyk, a ta trafiła do Miroslava Radovicia, który strzałem tuż przy słupku strzelił jedyną bramkę w tym meczu.


W drużynie Legii poza Ojamaą i Radoviciem warto wyróżnić Dominika Furmana. Defensywny pomocnik mistrza Polski zrehabilitował się za słaby występ przeciwko Steaule i przy bezbarwnym Vrdoljaku był zdecydowanym liderem środka pola. Trudno ocenić za to Wladimira Dwaliszwilego, który zastąpił w wyjściowym składzie Marka Saganowskiego. W pierwszej połowie Gruzin był niewidoczny, ale po przerwie doszedł do kilku sytuacji i było widać po nim dużą chęć do gry. To jeszcze nie jest najwyższy poziom, ale być może Dwaliszwili jest na dobrej drodze do odbudowy niezłej formy z poprzedniego sezonu.


Mimo wyraźnej przewagi Legia nie była w stanie dobić rywala i gdyby Cracovia była bardziej skuteczna, to goście zostaliby ukarani za swój minimalizm. W drugiej połowie bliski gola był Saidi Ntibazonkiza, ale jego strzał z dystansu wybronił dobrze dysponowany Wojciech Skaba. W końcówce zamieszanie w polu karnym Legii mógł jeszcze wykorzystać Vladimir Boljević, ale nie zdołał czysto trafić w piłkę.


Nie ulega jednak wątpliwości że to Legia była w tym meczu zdecydowanie lepsza i zasłużenie wywozi z Krakowa komplet punktów, dzięki czemu wraca na fotel lidera. Cracovia swojego występu nie musi się wstydzić, ale przy Kałuży będą żałować, że nie udało się wykorzystać przewagi z początku meczu. Gdyby tak się stało, przebieg tego meczu mógł wyglądać zupełnie inaczej.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)