Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Transferowe wojaże Davida Moyesa

Transferowe wojaże Davida Moyesa

Piłka nożna | 05 września 2013 17:16 | Michał Kozera

fot. @fade2gris / flickr.com

Dwa miesiące starań, nieograniczony budżet, wielkie ambicje – co z tego wyniknęło – sami wiecie. Wbrew marzeniom kibiców i samego trenera, Manchester United nie wzbogacił się o armię światowej klasy gwiazd. Było sporo problemów, trochę pecha, ale nie obyło się też bez błędów własnych. Jak wakacje spędził David Moyes? Zobaczcie sami.

 

Przystanek pierwszy: Barcelona

Cel: Thiago Alcantara.

Próby wzmocnienia linii pomocy zaczęły się od plotek z udziałem Thiago Alcantary. 22-letni reprezentant Hiszpanii został zaproszony do klubu przez Davida de Geę, który na pamiątkowej piłce pomocnika napisał „Do zobaczenia w Manchesterze”. No i lawina ruszyła – według wszelkich medialnych przesłanek Alcantarę United chciało kupić i to bardzo mocno. Naturalnie sam zawodnik zaprzeczył spekulacjom, ale czego innego się spodziewać po profesjonaliście? Miesiąc później, gdy o słowach Hiszpana zapomniano, „wiadomo było”, że Thiago do United ma już bardzo blisko, co więcej – zakładano, że Moyes na swojej pierwszej konferencji przedstawi zgromadzonym swój pierwszy nabytek.


Bez wątpienia znaczna część fanów klubu z diabłem w herbie już witała się z gąską, nie widząc jak podobna jest ta sytuacja do prób ściągnięcia Sneijdera dwa lata wcześniej. Jak okazuje się – bardzo, bo zaledwie dwa dni po triumfalnym ubraniu Thiago w barwy Manchesteru, bliskie Barcelonie źródła szepnęły o braku ofert za młodzika. Jakby tego było mało, David Moyes miał zamówić testy medyczne w szpitalu, jakby czekając na decyzję reprezentanta Hiszpanii. No i klops – ten wybrał Bayern Monachium. Być może ciężko winić za to nowego trenera United – Thiago wybrał przecież Pepa Guardiolę, którego doskonale zna z Barcelony – gdyby nie słowa samego zawodnika, który przyznaje, że… Manchester nie złożył za niego żadnej oferty. Zaprzeczył słowom swojego ojca, który łączył syna z mistrzami Anglii i wyjaśnił – „Prawda jest taka, iż nie było momentu, w którym United by do nas przyszło i porozmawiało z nami. To tylko wymysły gazet, to zawsze było kłamstwem”.


Pojawia się zatem pytanie – czy Manchester United naprawdę interesował się graczem Blaugrany? Wydaje się, że w obliczu ponownego połączenia sił z Guardiolą, wszelkie rozmowy z zawodnikiem i tak spełzłyby na niczym, zdziałać jednak było można wiele z władzami klubu. Możliwe, że Diabły zrezygnowały z oficjalnych ofert po ujawnieniu szczegółów klauzuli Alcantary. Główny zapis umowy mówił o 18 milionach Euro, co jedna przestaje być promocyjną ceną, gdy wziąć pod uwagę warunek – jeśli Thiago wystąpi w nowych klubie w 60% spotkań pierwszego sezonu, przy czym każdy udział będzie liczył minimum 30 minut, jego cena urośnie do… 90 milionów. Moyes musiałby albo rozbić bank o sumę bardziej szaloną niż Real w przypadku Bale’a, albo posadzić Thiago na ławce, nadal nie mając stałego wzmocnienia w pomocy.


Gdy nieudało się z Thiago, fani odczuli pierwszy niepokój, a media zaczęły snuć pierwsze ciemne scenariusze. Moyes jednak uspokajał: "Nie dajcie się zwieść brakiem aktywności na rynku transferowym. Zaufajcie mi, ciężko pracujemy za kulisami, aby wzmocnić skład". Mieliśmy wówczas początek lipca, a na horyzoncie widać i słychać było również liczne plotki o powrocie do domu Cristiano Ronaldo. Tym głośniejsze one były, im dłużej negocjacje w sprawie nowego kontraktu z Królewskimi prowadził Portugalczyk. Wrzeć zaczęło, gdy ten na swoim Facebooku napisał: „Wszystkie wieści na temat mojego przedłużenia kontraktu z Realem Madryt są nieprawdziwe”.

 

 

Cel: Cesc Fabregas

„Mam nieograniczony budżet na transfery” – mówił wówczas David Moyes, dając kibicom najpopularniejszego klubu na świecie nadzieję, że transferów będzie cała lista, co więcej – będzie to lista z dużymi sumami. Kolejnym z nazwisk, które miało stać się elementem listy, był Cesc Fabregas. Moyes zdecydował się nie przerzucać swoich sił na inny klub i zabrał sobie do negocjacji w sprawie innego pomocnika Barcelony. Sam trener przyznał, że transfer idzie naprzód, co oficjalnie potwierdziło zainteresowanie Manchesteru w sprawie zawodnika – pierwsza oferta miała opiewać na 15, a druga na 30 milionów funtów. Nad wszystkim czuwał Ed Woodward, który powrócił do Europy w trakcie trwania tournée w Azji i Australii, jak się jednak okazuje, czuwał nie dość mocno, bo Cesc zdecydował się nie opuszczać Barcy. I nic dziwnego, bo ciężko było mieć wielkie nadzieje, by ex-Kanonier powrócił do ligi w barwach innego klubu niż Arsenal. Jak zresztą się okazuje, Fabregas nawet nie tracił czasu na analizy ofert – wszystkie z góry odrzucił.

 

 

Przystanek drugi: Madryt

Cel: Sami Khedira
Wydaje się, że Moyes przyjął za cel ściągnięcie nowego zawodnika właśnie z Hiszpanii, bo urażony na Barcelonę skierował poszukiwania do okolicznego konkurenta – Madrytu. Jego transferowy zespół zawitał do Realu, gdzie zaoferował 40 milionów za Samiego Khedirę, Niemiec jednak nie dostał szansy podjęcia decyzji, bo szybkiej odmowy udzieliło szefostwo klubu.

 

Cel: Luca Modric

25 milionów funtów było kolejną szansą na pomocnika, tym razem miał nim być Luca Modric. Zawodnik Realu nie pograł tyle, ile wymarzyłby sobie w zeszłym sezonie, stąd oferta gry w środku pola Manchesteru mogła być dość kusząca... niestety ten temat ucichł dosyć szybko. Chorwat miał potwierdzić kolegom z reprezentacji, że jest gotów na zmianę klubu, prawdopodobnie jednak nie dostał na to szansy, gdy po raz kolejny zgody nie wyraził Real.

 

Przystanek trzeci: Bilbao

Cel: Ander Herrera

Jeśli zatem nie Real, to… Athletic? Tam swoje umiejętności prezentuje Ander Herrera, którego klauzula wynosi 36 milionów euro. Czym byłby jednak interes bez negocjacji? Zaczęło się od 29 milionów, które zostały odrzucone. Gdy okazało się, że poniżej kwoty klauzuli Herrery się nie kupi, doszło do porozumienia i 36 milionów miało wynagrodzić Athletic stratę zawodnika. Gdy przyszło do czynów okazało się, że oficjele Manchesteru United to w rzeczywistości… oszuści.


Jak to zatem było? Ciężko dociec. Sam Ander mówi, że nie porozumiał się z Manchesterem United, ba, nawet z nimi nie rozmawiał. Angielski klub zaś odcina się od rzekomych wysłanników utrzymując, że nie ma z nimi nic wspólnego. Transferowa podróż Davida Moyesa nabrała dodatkowych rumieńców niczym Moda na Sukces, niestety podobnie jak w przypadku serialu, przełożyło się to na dość kiepskie opinie. Tych było co raz więcej i co raz głośniej, bowiem sprawa Herrery rozstrzygnęła się podczas ostatniego dnia okienka transferowego. Okienka, które miało zaowocować napływem nowych zawodników (co później Moyes sprecyzował jako dwóch-trzech klasowych graczy).

 

Powrót do domu.

Cel: Maurouane Fellaini.

Prawdopodobnie mijały ostatnie minuty okienka, gdy dopinano transfer Marouane Fellainiego. Na Belga sidła zastawiane były już od początku. Najpierw złożona została oferta łączona – za niego i Leightona Bainesa. Nie skończyło się to wizerunkowo dobrze, bo Diabły zostały wyśmiane przez Everton. Niedługo później postanowiły się zrehabilitować, poprawiając ofertę, ta jednak została odrzucona. Na szczęście bez dodatkowych komentarzy. Kolejne podejście zaowocowało dwiema ofertami, oddzielnie za pomocnika i obrońcę Toffees. Wówczas zaczęły się negocjacje, a zakończyły się wtedy, gdy fani United wieszali psy na Moyesie. Już po północy niemal wszystkie media informowały o tym, że do klubu przybywa Fellaini… oraz Fabio Coentrao!

 

Szok i niedowierzanie
W momencie ogłoszenia dwóch transferów, w tym jednego dość niespodziewanego, zapanowała mała euforia. Małe zaskoczenie wzięło górę nad pytaniem o sens wypożyczenia tego drugiego, który przecież jest lewym pomocnikiem. Czyżby próba wysłania jego lub Evry na skrzydło? Nad tym nie było czasu się długo zastanawiać, bo szybko zaczęły nadchodzić niepokojące wieści – faks z dokumentami i umową dotarł do władz ligowych (tylko których?) za późno. United zamierza (lub zamierzał) odwołać się do FIFA i jeśli wierzyć doniesieniom, może mieć powód, bowiem Real najpierw wyraził zgodę na transfer, by potem… zmienić zdanie i go zablokować. Jak to się skończy – nie wiadomo.

 

Coentrao był opcją rezerwową w przypadku nieudanego ściągnięcia Leightona Bainesa, a z nim i Fellainim związany jest kolejny problem, jakiego doświadczył Moyes w swoich transferowych wojażach. Szkot w iście stereotypowym stylu uznał, że za żadnego z nich nie zapłaci sumy tak dużej, jak ich odstępne. Postanowił poczekać i podjąć ponowną próbę w nowym miesiącu, kiedy to wygasały klauzule w kontraktach zawodników. W przypadku Bainesa uzyskał stanowczą odmowę – zawodnik był kluczowym i prawdopodobnie niemożliwym do zastąpienia elementem, przynajmniej pod koniec okienka. W sprawie Fellainiego negocjacje trwały i choć z jednej strony osiągnięto sukces, to druga strona medalu skrywa dość wstydliwe fakty.

 

Poświęcenie

Roberto Martinez wcale nie okazał się tak uległy w wyprzedaży swoich graczy, jak podejrzewał Moyes. Na nie wiele się również zdał fakt, że David jest ex-szkoleniowcem Evertonu – taryfy ulgowej nie było. Dlatego też gdy 23,5 miliona klauzuli przestało obowiązywać, cena wzrosła. Moyes został postawiony w ciężkiej sytuacji – przepadła jego okazja na zakup po kwocie odstępnego, a on sam nie chce dać więcej. Chce natomiast samego defensywnego pomocnika. Sytuację ratuje Marouane, który składa oficjalną prośbę o transfer i rezygnuje z wartego 4 miliony funtów bonusu lojalnościowego, byle tylko jego transfer doszedł do skutku. Tak też się staje – jak mówi Belg, o 23:59 wszystko zostaje sfinalizowane. Pozostaje parę minut stresu w oczekiwaniu na potwierdzenie, że wszystko się powiodło i na szczęście wszystko staje się faktem – Fellaini ratuje swój transfer i tym gestem powinien zaskarbić sobie miłość fanów swojego nowego klubu.

 

No jakoś to nie wyszło

Moyes zaś… może schować głowę w piasek. A przede wszystkim ukryć gdzieś Eda Woodwarda. Ta dwójka jest głośno krytykowana przez fanów, a medialne zainteresowanie wszystkimi potencjalnymi zakupami – a co za tym idzie, porażkami transferowymi – bez wątpienia odbije się na wizerunku klubu, który i tak zaczął tracić po odejściu sir Alexa Fergusona. Moyes w międzyczasie miał jeszcze szanse na pozyskanie Yohana cabaye, który wyrażał zainteresowanie takim posunięciem, oferowany był także Mesut Ozil, który byłby zbawieniem środka pola Diabłów. Jego jednak klub nie chciał, a z otwartymi ramionami przyjął go Arsenal, robiąc krok w kierunku tytułu. Tabloidy mówiły też o Gundoganie z Borussi czy Garecie Bale’u, tego drugiego jednak nie było sposobu ściągnąć – on sam marzył o Realu, a Real marzył o pobiciu rekordu transferowego.

 

Długa lista transferów United

Okno transferowe w wykonaniu Manchesteru United to niestety klapa. Byłoby zupełnie inaczej, gdyby jasno postawić sprawę wzmocnień – tych nie potrzeba, jesteśmy kompletni, sprowadzimy pomocnika lub nie. Niestety, stanowisko było zgoła inne – budżet jest nieograniczony, monitorujemy sytuacje, będą transfery. Były – Guillermo Valery oraz Marouane Fellainiego, z czego ten pierwszy to nabytek jeszcze Fergusona, więc Moyes zostaje ze swoim starym druhem z Evertonu. Okno transferowe w nienajlepszych nastrojach pozostawiło kibiców United, a Deadline Day nie był dla nich raczej thillerem, niż szybkim zwieńczeniem długich negocjacji. Załamany pozostał też Fabio Coentrao, który (jeśli wierzyć doniesieniom), bardzo cieszył się na wieść o szansie opuszczenia Realu. Tutaj jednak zawinił jego obecny klub. W pozostałych przypadkach, David Moyes powinien znaleźć naukę na przyszłość i wyciągnąć wnioski – jak prowadzić negocjacje transferowe i, co więcej, jak prowadzić takiego giganta jak Manchester United.

manusite.pl
manutd.pl
twitter.com
Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)