Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Rafał Nahorny: Özil zrobi różnicę, Everton królem polowania

Rafał Nahorny: Özil zrobi różnicę, Everton królem polowania

Piłka nożna | 07 września 2013 01:11 | Michał Kozera

Solidne wzmocnienie Arsenalu, kiepskie lato United, przepłacony Bale – komentator Canal+, Rafał Nahorny, specjalnie dla czytelników SPORT4FANS przeanalizował ostatnie dni okna transferowego w wykonaniu klubów Barclays Premier League. Czy w związku z nowymi zakupami układ sił w Anglii się znacząco zmieni?


SPORT4FANS: Arsenal Londyn wreszcie dokonał głośnego transferu, Mesut Özil przeniósł się do Londynu, zrobi wyraźną różnicę w grze i wynikach Kanonierów?
Rafał Nahorny: To pierwszy głośny transfer Arsenalu tego lata, a taki zawsze dla kibiców danego klubu jest bardzo ważny. To ma takie psychologiczne znaczenie dla pozostałych piłkarzy w klubie, pokazuje że Arsenal chce walczyć o coś więcej niż miejsce w czołowej czwórce, chce znów włączyć się do walki o trofea. Oczywiście trudno przewidzieć, czy Özil zaaklimatyzuje się na The Emirates, ale wiele wskazuje na to - patrząc na jego poprzednie sezony, między innymi w Realu Madryt - że nie przyjdzie mu to zbyt trudno. Poza tym fakt, że płaczą Ronaldo i jego koledzy z szatni Realu po tym, jak sprzedano Özila oznacza, że to zawodnik naprawdę dużej klasy, może wspomóc drugą linię Arsenalu i być znaczącym wzmocnieniem. Miał dużo asyst w poprzednich sezonach, potrafi strzelić z dystansu, zdobywa bramki, tak więc myślę, że to będzie wzmocnienie.


Można zatem mówić, że Arsenal stanie się faworytem do mistrzostwa w tym sezonie?
Ja myślę, że jeszcze nie, że cały czas należy wyżej oceniać szanse takich zespołów jak Chelsea czy oba kluby z Manchesteru. Na pewno ten transfer podniósł trochę Arsenal w notowaniach bukmacherów.


Nie wydaje się Panu, że cena Özila - 50 milionów - jest zawyżona?
Tak samo jak cena Bale’a, tak samo jak cena Neymara. Myślę, że świat zwariował, jeśli chodzi o transfery, jednak tutaj trochę pod ścianą został postawiony Arsenal. Wenger i jego doradcy koniecznie chcieli tutaj wykazać się jakimś znaczącym wzmocnieniem i to wszystko, jak wiadomo, odbywało się w ostatnim dniu transferowego okienka, niemal w ostatnich godzinach, musieli więc dołożyć trochę więcej niż sami chcieli.
Wspomniałem o Neymarze, wspomniałem o Bale’u, to samo można powiedzieć o Fellainim, który przecież kosztował kilka milionów więcej niż, dosłownie, dwa tygodnie wcześniej. Przecież on miał klauzulę w swoim kontrakcie, ważną do 31 lipca i mówiła że jeżeli zgłosi się klub, który będzie gotowy zapłacić bodajże 24 miliony funtów, to Everton musi go sprzedać za tyle. Jednak ponieważ jeszcze wtedy Manchester United chciał za takie pieniądze kupić dwóch zawodników Evertonu, nie było tutaj pola do negocjacji, klauzula wygasła i ostatniego dnia okienka transferowego United musieli zapłacić kilka milionów więcej.


No właśnie – Manchester United i ich poczynania na rynku transferowym wypadły dość słabo. Nie uważa Pan, że klub stracił na renomie przez działania Moyesa?
Na pewno Manchester United miał bogate plany transferowe, można wymieniać tutaj 5 czy nawet 7 nazwisk – Thiago Alcantara, Fabregas, Khedira, Baines, Herrera – to byli piłkarze, na których klub zagiął parol i nie udało się tych transferów sfinalizować. Oczywiście to jest gdybanie - czy jeśli wciąż był Ferguson w klubie, to któryś z tych piłkarzy trafiłby na Old Trafford czy nie ma to najmniejszego znaczenia. Proponowane przez United sumy za tych graczy, proponowane im zarobki nie były godne uwagi zdaniem klubów, z których sprzedawano piłkarzy czy zdaniem piłkarzy, którzy mieli przejść na Old Trafford. Tutaj można zgadywać, ale oczywiście łatwo o taki wniosek, że po zmianie menedżera renoma klubu troszeczkę się obniżyła, ja jednak jestem daleki od takich sądów. Po jednym okienku transferowym, po jednej porażce zespołu w lidze, za wcześnie jest na takie oceny. Każdy menedżer, który przyszedłby po Fergusonie byłby narażony na podobne porównania i na podobne sądy, że jest gorzej. Bo gdyby Ferguson, to byłoby lepiej - za wcześnie na takie wnioski.

 

Miał być i Fellaini, i Coentrao, dołączył tylko ten pierwszy – ale czy defensywny pomocnik zrobi różnicę? Numerem jeden jest Michael Carrick.
Czy ja wiem, czy to jest wyłącznie defensywny pomocnik? Przecież w ostatnim sezonie w Evertonie grał tuż za wysuniętym na szpicy Jelaviciem bądź Anichebe. On przychodził do Evertonu jako defensywny pomocnik, natomiast po odejściu z klubu Tima Cahilla stał się pomocnikiem bardzo ofensywnym, strzelającym bramki, robiącym różnicę przy stałych fragmentach gry. Myślę, że niesprawiedliwe byłoby takie zaszufladkowanie i mówienie, że on tylko może grać defensywnego pomocnika. Wcale nie jestem przekonany, czy Moyes go będzie ustawiał właśnie obok Carricka czy zamiast Carricka, być może dokona takiej zmiany, że będzie grał w miejscu Giggsa, zaraz za van Persiem.


Skupiając się ogólnie na oknie transferowym i jego ostatnich dniach, kogo można wyróżnić? Mogą to być kluby z Liverpoolu?
Przeglądając brytyjską prasę można dojść do wniosku, że za króla polowania uważa się Everton, który właśnie ostatniego dnia okienka transferowego wprawdzie stracił Fellainiego, ale zyskał kilku zawodników. Między innymi z Manchesteru City przyszedł Gareth Barry, który na pewno postara się wypełnić lukę po Fellainim, to bardzo doświadczony piłkarz i myślę, że to dobry ruch. W tej chwili nie mam przed sobą żadnych notatek, ale jeszcze tam dwóch ludzi do Evertonu przeszło.

 

McCarthy i Lukaku.
No właśnie, były podopieczny Martineza, James McCarthy z Wigan to także zawodnik, który w drużynie Atletów z DW Stadium był wyróżniającą się postacią. Jest to wzmocnienie czy alternatywa dla Pienaara czy nawet dla Barry’ego, zawodnik, który może bardzo dużą rolę odegrać w drugiej linii. Lukaku – tu już nie muszę tego komentować, znakomity poprzedni sezon w West Bromwich, wydawało się, że będzie pewniakiem do miejsca w podstawowym składzie Chelsea za kadencji Jose Mourinho, tymczasem sensacja. Nie chce się wierzyć, żeby Mourinho obraził się na reprezentanta Belgii po tym, jak ten karnego nie strzelił w meczu o Superpuchar- widocznie Portugalczyk ogląda go na treningach i uznał, że Lukaku przegrywa rywalizację z Torresem i Ba. Taki wniosek można wysnuć, ale w to graj takiemu zespołowi jak Everton, który przecież zyskuje w ten sposób naprawdę klasowego napastnika, bo tak się wybić w West Bromwich – drużynie przeciętnej, która miejsce w tabeli w ubiegłym sezonie w kilkudziesięciu procentach zawdzięcza właśnie bramkom Lukaku… Tutaj się przychylę do tego wniosku, który wyciągają dziennikarze z Anglii, że to Everton jest królem polowania, zwłaszcza w tej końcówce transferowego okienka.


Natomiast drugi zespół z Liverpoolu, The Reds z Anfield, także poczynili znaczące zakupy, ale tych z ostatniego dnia wolałbym jeszcze nie oceniać, ponieważ są to piłkarze poza Mosesem, którzy jeszcze na Wyspach nie grali, więc trudno tutaj wskazywać jak to się wszystko potoczy. Sam Moses to zawodnik, który świetnie grał w Wigan, a w Chelsea wielu dobrych meczy nie rozegrał i myślę, że ma w Liverpoolu szansę się rozwinąć. Jest tam kilku Anglików, a ostatnio odniosłem takie wrażenie, że w brytyjskim towarzystwie Moses może dobrze się czuć, chociaż to przecież reprezentant Nigerii.


Mówiliśmy o Evertonie, gdzie tam debiutuje nowy trener. Podobne sytuacje mamy w Chelsea i klubach z Manchesteru – z tymi szkoleniowcami kluby mają większe szanse na sukces w Europie?
Myślę, że Anglia mimo niepowodzeń w ubiegłym sezonie w Lidze Mistrzów, gdy żadna drużyna nie awansowała do ćwierćfinału, cały czas pozostaje potentatem w klubowej piłce. Bardziej obawiałbym się o rezultaty reprezentacji tego kraju niż o wyniki drużyn klubowych. Myślę, że zmiany na menedżerskich ławkach nie będą miały takiego znaczącego wpływu na wyniki tych zespołów w Europie.


Wspominał Pan o Garecie Bale’u i zawyżonej cenie za Walijczyka. Na jego temat wypowiadał się Jan Tomaszewski, miał Pan okazję posłuchać jego wypowiedzi?
Nie, nie słyszałem, proszę mi streścić.


Jan Tomaszewski stwierdził, że transfer Bale’a wskazuje na brudy i pralnię pieniędzy w Realu, pokazuje również możliwe zobowiązania klubu wobec Tottenhamu. Mogliśmy usłyszeć, że zawodnikiem lepszym od Bale’a jest Lewandowski, jeśli zatem za Walijczyka Real zapłacił 100 milionów, to ile wart jest polski zawodnik? Wspomniał Pan już, że skrzydłowy Kogutów jest przepłacony.
No tak, chociaż może moja uwaga nie odnosi się wyłącznie do Bale’a, ale do piłkarzy tej najwyższej półki, za których płacone są olbrzymie, obrzydliwie duże pieniądze. Oczywiście można zastanawiać się nad tym, skąd Real bierze tak dużo pieniędzy na kolejne wielkie zakupy, bo przecież Ronaldo był niewiele tańszy. Chociaż bardzo bym chciał, trudno mi się ustosunkować, do tego, czy Real ma jakieś zobowiązania wobec Tottenhamu i czy one mają jakiś charakter nieczysty, tego po prostu nie wiem.

 

Ciężko też porównywać Bale’a do Lewandowskiego, bo to piłkarze o zupełnie innej charakterystyce – Bale to mimo wszystko zawodnik drugiej linii, strzela dużo bramek i pod tym względem można go porównywać z Lewandowskim, jednak na tym podobieństwo się kończy. Dla ceny nie ma znaczenia czy zawodnik przyszedłby z Bundesligi czy z Wysp Brytyjskich, ponadto Walia i Polska to nacje, które obecnie w rankingach Fifa nie bardzo się liczą. Bale to jeden z czołowych zawodników Premier League, Lewandowski to jeden z czołowych zawodników Bundesligi i tutaj można postawić znak równości ale poza tym są to różni piłkarze i na podstawie tego ile kosztuje Bale nie potrafiłbym wyciągnąć jakiegoś wniosku, czy Lewandowski powinien kosztować więcej, czy mniej.

 

W cenie Bale’a może chodzić o to, że Real po tym jak słabo mu poszło w ubiegłym sezonie, po tym jak pożegnał się z Mourinho i nie zdobył ani jednego trofeum, chciał czymś koniecznie błysnąć podczas tych wakacji. Skoro Barcelona kupiła Neymara, to trzeba było usunąć ten transfer w cień, najlepiej kupując kogoś za dwa razy więcej pieniędzy.

 

Jest to transfer obarczony dużym ryzykiem, wiemy że Ci Wyspiarze za granicami nie zawsze błyszczeli. To zdarzało się zawodnikom, którzy wydawałoby się, byli takimi pewniakami co do kariery. Wystarczy przypomnieć Ian Rusha, który gdzieś tam poległ w Juventusie Turyn, wystarczy przypomnieć Denisa Law, byłego skrzydłowego Manchesteru United, któremu też nie powiodło się we Włoszech. Mogą się Anglicy pochwalić Kevinem Keeganem, który grając w Hamburgu został wybrany najlepszym piłkarzem Europy, no ale to było 40 czy 35 lat temu.


Mówiąc o Robercie Lewandowski wspomnijmy też o Wojciechu Szczęsnym i Łukaszu Fabiańskim, którzy zyskali nowego rywala w bramce Arsenalu – Emiliano Viviano. Jest to zagrożenie pozycji polskich bramkarzy?
Ja myślę, że jest, ale od razu tutaj dodaję, że bardzo dobrze, że to jest zagrożeniem. Myślę, że zarówno Szczęsny jak i Fabiański nie powinni się czuć zbyt pewnie i taka konkurencja im się przyda. Viviano zagrał kilka meczów w reprezentacji Włoch, więc posiada jakąś klasę i na treningach niech rozstrzygnie się kto jest lepszy. Konkurencja musi być ostrzejsza, jeśli Szczęsny i Fabiański chcą robić postępy – oczywiście wierzę, że Polacy sobie poradzą z Włochem. Myślę, że Wenger nie będzie mieć sentymentów i jeśli Viviano będzie lepszy, to stanie między słupkami. Na korzyść Szczęsnego przemawia to, że w ostatnich czterech meczach grał naprawdę bardzo dobrze - mówię tutaj o tych dwóch spotkaniach z Fenerbache oraz dwóch ostatnich ligowych, gdzie tą drużynę Szczęsny ciągnął w górę i był jednym z lepszych piłkarzy.


W związku z oknem transferowym i jego ostatnimi dniami zmienił Pan swoje przedsezonowe typy?
Ja przed sezonem typowałem jako głównego kandydata na mistrza Anglii Manchester City. Drużyna Pellegriniego nie wystartowała najlepiej w rozgrywkach, a letnie transfery wskazywały, że ci zawodnicy i menedżer będą mieli czas na ogranie się i dobry start w lidze. Akurat tak się nie stało, 4:0 z Newcastle ładnie wygląda z boku, ale porażka z beniaminkiem z Cardiff świadczy o tym, że jeszcze nie wszystko jest tak dobrze poukładane w zespole z Etihad Stadium. Nie chcę się wycofywać z tej opinii, tak już powiedziałem i tyle. Okno transferowe jest ważne w kontekście całego sezonu, ale nie najważniejsze, zostało jeszcze po 30-kilka spotkań. Będą kontuzje, już zresztą są – Demichelis doznał kontuzji, wcześniej kontuzjowany był Kompany, ale pozostanę przy swoim.


Bardzo się cieszę, że wzmocnił się taki Everton, bo to oznacza, że jeszcze jeden zespół przybył do walki o czwórkę i jest ich już w porywach do siedmiu – przecież jest czwórka, która zajęła czołowe miejsca, Tottenham i dwa zespoły z Liverpoolu. Tylko się należy cieszyć z takich rozwiązań – sezon może być zacięty i dramatyczny do końca.

 

Rozmawiał Michał Kozera.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)