Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Dzień z reprezentacją Polski [podsumowanie]

Dzień z reprezentacją Polski [podsumowanie]

Piłka nożna | 08 września 2013 20:53 | Jakub Kacprzak


Pobudka o 8 rano. Powrót do domu o 5 nad ranem dnia następnego. Oczekiwanie na pociąg nocą na Dworcu Centralnym. Przekonanie się, że Warszawa wciąż się rozwija. Ale przecież miało być o reprezentacji. Swój wczorajszy pobyt w stolicy przy okazji spotkania z Czarnogórą dał mi wiele do myślenia. I to z różnych poziomów. Wnioski jakie wyciągnąłem są różne. Jest sporo plusów i minusów. Dla uporządkowania podzielmy więc ten artykuł na dwie części: pracy dziennikarza i opisu meczu.


Przyznam szczerze, że spodziewałem się trochę więcej jeśli chodzi o pobyt w Warszawie. Liczyłem, że na ulicach pojawi się więcej kibiców w zwartych grupach. Tymczasem mijałem jedynie pojedyncze osoby. Zaskoczył mnie kompletny brak klimatu przed meczem. Pamiętam gdy byłem kiedyś w Stuttgarcie. Dzień przed meczem gospodarzy z Middlesbrough w Pucharze UEFA było już widać kibiców, flagi i pełno rozmów o meczu. Że już nie wspomnę w dniu samego spotkania. W Warszawie był to kolejny normalny dzień. Pomimo, że graliśmy mecz z serii o wszystko, to i tak Stadion Narodowy nie wypełnił się do ostatniego miejsca. Było ponad 10 tysięcy wolnych krzesełek. Sporo. Zaskoczyła mnie jednak pozytywnie wiara kibiców. Z którymi bym nie rozmawiał to mówili, że liczą na zwycięstwo i że powinno się udać. Przyznam też, że bardzo podoba mi się to jak zlokalizowany jest Stadion Narodowy. Z Dworca Centralnego można iść spokojnie na piechotę. 40-50 minut (w zależności od tempa marszu) i jest się na miejscu. Pochwały należą się także kibicom, bo zachowywali się niezwykle kulturalnie. Zjechali się z całej Polski, reprezentując różne upodobania klubowe. Jednak łączyła ich kadra i nie było nieprzyjemnych sytuacji. Nawet czekając na dworcu o 1 w nocy na pociąg ani przez chwilę nie czułem się niebezpiecznie. Również sama droga powrotna PKP przebiegała spokojnie. Raz tylko ktoś próbował zaintonować słynną przyśpiewkę o policji. O dziwo został momentalnie uciszony przez jednego z kolegów. Nie było rac, bójek i zaczepiania na ulicy.


Jednak chciałbym zwrócić uwagę na pewną rzecz. Nie wiem czy ktoś w PZPN o tym już myślał, ale należałoby coś zrobić z transportem pomiędzy miastami. Wielu kibiców zjechało się z całej Polski i nie mieli oni możliwości normalnego powrotu. Co gorsza samo PKP nie zapewniło zbyt dużo miejsca i mnóstwo ludzi musiało spędzić trasę Warszawa – Kraków stojąc w przejściu, bo przedziały były pozajmowane. Dlatego warto byłoby stworzyć na okazje spotkań czy to o punkty, czy towarzyskich specjalne, dodatkowe połączenia. Jak już wspominałem kibice zachowywali się bardzo spokojnie i wymówka w stylu „bo mogą sprawiać problemy” nie wchodzi w grę. A naprawdę należy o to zadbać, bo dochodzi do chorych sytuacji. Ja np. nie miałem możliwości bezpośredniego powrotu do Łodzi, gdyż ostatni pociąg odjeżdżał o 22, a ostatni Polski Bus o 23. Nie każdy przyjeżdża autem na mecz i warto byłoby żeby fani mogli w normalnych, cywilizowanych warunkach wrócić do swoich miast.
Wyjazd zaliczam do bardzo udanych. Stadion Narodowy dla dziennikarzy to niemal idealne miejsce do pracy. Centrum prasowe wyglądało świetnie. Mecz oglądało się niezwykle komfortowo. Jedyny minus to stewardzi, którzy nie mieli pojęcia co robią i jakich informacji mają udzielać. Byli jak Sebastian Boenisch. I w sumie to porównanie jest dobre. Gdyby obrońca Bayeru Leverkusen miał pracować jako steward, to nigdy byście nie trafili tam gdzie zamierzacie.


Przejdźmy do samego spotkania. Nie rozumiem pewnych decyzji Waldemara Fornalika. On sam chyba też ich nie rozumie, bo gdy zapytałem go o to czy w końcówce bardziej zabrakło im sił czy doświadczenia, nie umiał jednoznacznie odpowiedzieć. Na pytanie o to, czy poda się honorowo do dymisji zagotował się i odburknął, że nie. Samo spotkanie dostarczyło sporo emocji. Wniosków na plus jest sporo, ale i negatywów także się nazbierało. Dlaczego nie wygraliśmy z Czarnogórą, która przyjechała zdziesiątkowana kontuzjami i na dodatek nie mogła skorzystać z największych gwiazd? Przede wszystkim należy się nagana Waldemarowi Fornalikowi. Nie można wpuszczać na plac gry Wszołka, który nie gra w Sampdorii. Jeśli tak bardzo zależało mu na wygranej to czemu nie wprowadził Brożka? Kolejnym błędem było zestawienie linii obrony. Strzelił sobie selekcjoner samobója ustawiając na środku dwie wieże w postaci Szukały i Glika. Obaj są bowiem bardzo podobnymi w stylu gry i zachowaniu boiskowym piłkarzami. Obaj nie dysponują dobrą dynamiką i zwrotnością. Czarnogórcy wykorzystali ten aspekt bezbłędnie przy golu na 1:0. Nie można po prostu tak zestawiać środka obrony! Przecież wystarczy obejrzeć kilka wcześniejszych spotkań naszych piątkowych rywali, by wiedzieć, że uwielbiają grać prostopadłymi podaniami. Czemu więc Fornalik nie postąpił zgodnie z logiką i nie postawił obok Glika/Szukały kogoś bardziej zwinnego? Kolejnym nieporozumieniem była obecność w kadrze Boenischa. Facet powinien zostać wywalony z reprezentacji na zbity pysk po tym co zrobił w piątek. Od momentu sygnalizacji przez Wawrzyniaka konieczności zmiany, do wejścia na murawę Sebastiana minęło… 8 minut! Co w tym czasie robił Boenisch? Udawał, że się rozgrzewał. Choć wiedział, że ma wejść to siedział na ławce i powoli zajmował się przygotowywaniem stroju. O dziwo żaden z asystentów Waldemara Fornalika nie zrugał go i nie pośpieszył.


Kolejna sprawa to brak logiki przy zmianach. Ok. Wejście Boenischa to przypadek losowy. Ale wprowadzenie Wszołka i Mierzejewskiego nic nie jest w stanie usprawiedliwić. Obydwaj nie powinni znaleźć się na placu gry. Co gorsza swoimi decyzjami Fornalik ewidentnie psuje atmosferę w kadrze. Ale o tym napiszę w osobnym artykule o Fornaliku. Wracając do samego spotkania. Było widać zalążki dobrej gry. Świetnie oglądało się Mateusza Klicha, który dla mnie był doskonały. Nawet gdy tracił piłkę, to natychmiast atakował rywala i starał się mu piłkę odebrać. I tutaj chciałbym się na chwilę zatrzymać i coś wam przypomnieć. Pamiętacie mecz z Włochami i gol Mario Balotelliego? Obraniak wtedy stracił piłkę jakieś 40 metrów od własnej bramki. Napastnik Milanu miał wystarczająco dużo czasu, by przeczytać La Gazzetta Dello Sport, wypić kawę i spytać Szczęsnego, w które okienko ma strzelić. Obraniak nie starał się wywrzeć presji na rywalu zaraz po stracie i posypało się wszystko momentalnie. Niemal identyczna sytuacja była z Klichem. Też stracił na własnej połowie piłkę, ale od razu zastosował pressing, pomógł mu kolega z obrony i przeciwnik nie miał szans na stworzenie zagrożenia. Niestety meczu nie można wygrać jeśli nie ma się defensywy. Czarnogórcy mieli mnóstwo okazji i tylko fart nam sprzyjał. Prawda jest taka, że mamy zalążek kadry. Boruc, Krychowiak, Klich, Błaszczykowski, Sobota i Lewandowski – na ten moment to tyle. Nie mamy obrony. A przez co jej nie mamy? Przez brak eksperymentów Fornalika, który nie wysilił się, by poszukać nowych rozwiązań.


Co do kontrowersyjnych sytuacji. Przy golu Błaszczykowskiego spalony był. Przy spalonym Soboty już nie i powinniśmy mieć rzut karny. Ale przy tylu okazjach jakie miał i wspomniany wyżej Waldek i Piotrek Zieliński, powinniśmy wygrać. A zremisowaliśmy z drużyną, która była spokojnie do ogrania. Ale znów wszystko było zachowawcze. Znów zagraliśmy jednym napastnikiem. Co z tego, że za Polańskiego wszedł Klich, skoro i tak graliśmy 1-4-5-1? W meczu, który MUSIELIŚMY wygrać! Niestety, ale jeśli nie umie się zestawić odpowiednio obrony i wyjść ofensywną taktyką, to meczu się nie wygra…
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)