Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Podsumowując Waldemara Fornalika

Podsumowując Waldemara Fornalika

Piłka nożna | 09 września 2013 00:25 | Jakub Kacprzak

Niespełna 13 miesięcy minęło od momentu, w którym Waldemar Fornalik zadebiutował w roli selekcjonera reprezentacji Polski. Jak się okazało, przez ten cały czas niewiele się zmieniło w kadrze, która tak jak nie potrafiła wygrywać meczów z bardziej renomowanymi rywalami od czasów Franciszka Smudy, tak ich nie wygrywa do tej pory. Styl w jakim prowadzona jest reprezentacja przez byłego szkoleniowca Ruchu Chorzów daje powody do zastanowienia się nad tym, czy wie on na czym jego praca polega?


Fakty są takie, że na 15 spotkań pod batutą Fornalika, Polska wygrała 7, 4 zremisowała i 4 przegrała. Co ciekawe z tych siedmiu zwycięstw zaledwie dwa były w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata w Brazylii. Jeszcze gorzej wypadają nazwy klubów, z którymi udało się wyjść zwycięsko z meczu. San Marino, Mołdawia (to te jedyne drużyny pokonane w eliminacjach), a do tego Macedonia i Rumunia, gdzie trzeba wziąć pod uwagę, że były to mecze, w których grali jedynie zawodnicy z krajowych lig, a w oficjalnym terminie FIFA pokonaliśmy towarzysko RPA, Danię i Liechtenstein. Przegraliśmy za to z Estonią, Ukrainą, Urugwajem i Irlandią. Mieliśmy dwa remisy z Czarnogórą, jeden z Anglią i Mołdawią. Ostatnia wygrana miała miejsce właśnie z Duńczykami. Jednak wymęczone 3:2 u siebie chluby nie przynosi jeśli weźmiemy pod uwagę, że Skandynawów chwilę wcześniej rozgromili Ormianie, wygrywając w Kopenhadze 4:0 i to nie towarzysko, a w ramach walki o Mundial. Strzeliliśmy 28 bramek, a 18 straciliśmy. Jakbyśmy odjęli zwycięstwa z San Marino, Mołdawią, Liechtensteinem, Rumunią i Macedonią, to okazałoby się, że tych goli Polacy nastrzelali zaledwie 11! A straciliby tylko dwie mniej. I z całym szacunkiem dla trenera Fornalika, ale wygrać z takimi „potęgami” jak wyżej wymieniona drużyny mógłby każdy człowiek, który wie na czym polega piłka i jak ustawić zespół.


W eliminacjach punktowym minimum było 12 punktów zdobytych na San Marino i Mołdawii. Wiadomo już, że maksymalnie będzie to punktów 10. Sukcesem były remisy na wyjeździe z Czarnogórą i u siebie z Anglią. Możemy więc dopisać spokojnie kolejne 2 pkt, które przy komplecie zwycięstw nad Mołdawią i San Marino dawałyby nam 14 pkt. Obowiązkiem był też chociaż remis na Stadionie Narodowym z Ukrainą. Wtedy tych punktów byłoby 15. Z Czarnogórą w piątek wygrać również powinniśmy, bo grali oni bez swych największych gwiazd. Kolejne trzy punkty i przed dwoma najważniejszymi meczami z Ukrainą w Charkowie i Anglią w Londynie mielibyśmy 18 oczek. A mamy (zakładając, że we wtorek uporamy się z San Marino) 13. Frajersko straciliśmy punkty z Mołdawią, daliśmy Czarnogórze remis u siebie. Tak daliśmy, niczym prezent bez okazji. W tym wszystkim należy więc zastanowić się co zrobił Waldemar Fornalik dla kadry? Czy w jakikolwiek sposób w porównaniu ze swoimi poprzednikami wniósł coś nowego? Od Franciszka Smudy nie różni go nic, choć oddajemy Franzowi, że wygrał z Wybrzeżem Kości Słoniowej i zremisował z Niemcami w towarzyskich spotkaniach. Pan Waldemar nie wygrał z osłabioną Czarnogórą i dał się upokorzyć Ukraińcom. A remis z Anglią może się okazać jedyną ładną wzmianką po jego trenerskiej przygodzie z kadrą. Różnica jest również pomiędzy nim, a Pawłem Janasem. Gdy Janas był trenerem nie wygrywaliśmy w eliminacjach z Anglią, ale za to potrafiliśmy wypełnić plan minimum jakim było pokonywanie wszystkich słabszych drużyn. To nam dało awans. Jeśli nie jesteś w stanie wygrywać z mocniejszymi, to pokonuj słabszych i na tym samym poziomie. Prosta reguła, która niestety u Fornalika nie istnieje. Nie ma co też porównywać go do Engela czy Beenhakkera. Pan Jerzy walcząc o Mundial wygrywał z każdym. Jedyna porażka przyszła gdy awans mieliśmy już zapewnieni, a wpadkę zaliczył tylko jedną, gdy zremisowaliśmy z Armenią na wyjeździe 1:1. Holenderski szkoleniowiec wygrywał w eliminacjach do Euro z Portugalią, a w el. do Mundialu z Czechami. Fornalik nie dał rady poprowadzić kadry do zwycięstw z Czarnogórą, przegrał u siebie z Ukrainą, zremisował na wyjeździe z Mołdawią. To pokazuje różnicę klas pomiędzy nim, a Janasem, Engelem i Beenhakkerem.


Rozbierając na czynniki pierwsze powołania jeszcze bardziej widać, że Waldemar Fornalik nie za bardzo wiedział co robi. Łącznie na 15 spotkań powołał 61 piłkarzy. Szokujące jest to, że wśród powołań znalazło się miejsce dla ośmiu bramkarzy i… takiej samej ilości napastników. Nie, nie pomyliłem się w cyferkach. 8 bramkarzy i tyle samo napastników do tej pory powołał Waldemar Fornalik. Szczytem niekompetencji były ostatnie powołania gdzie w naszej kadrze znalazło się trzech goalkeeperów i zaledwie dwóch atakujących. Ciekawe jest również to, że pomimo 20 powołanych obrońców, nasz trener nie potrafił znaleźć alternatywy dla słabo obsadzonej lewej obrony. Potrafił Fornalik wziąć Piotrka Brożka i nie dać mu ani minuty gry. Jeśli dodamy do tego, że Bartosz Salamon rozegrał w kadrze 4 spotkania, choć w klubie nie gra w ogóle, a regularnie występujący w FC Vaslui Piotr Celeban zagrał znikome minuty w dwóch meczach, to mamy przykład kolejnej niekompetencji naszego selekcjonera. Najśmieszniejsze jest to, że Fornalik nie szuka rozwiązań, nie eksperymentuje w meczach towarzyskich. Szczytem głupoty było m.in. wystawienie w podstawowym składzie na mecz w krajowym zestawieniu przeciwko Rumunii Jakuba Wawrzyniaka. Tak samo było przeciwko Liechtensteinowi. Jedynie przeciwko Macedonii Fornalik sprawdził kogoś innego. 45 minut na tej pozycji zagrał Rzeźniczak, a drugą połowę Bartosz Rymaniak. Raz, przeciwko Urugwajowi zagrał na lewej obronie Marcin Komorowski. Podsumowując. Na lewej obronie zagrało do tej pory pięciu zawodników. Poza wyżej wymienionymi jeszcze należy dodać Boenischa, który swoim olewackim podejściem do kadry powinien nigdy więcej się w niej nie znaleźć. Dodatkowo należy sobie zadać pytanie, po co w kadrze zawodnicy, którzy nie grają w klubach? Fabiański, Salamon, Wszołek, Wasilewski, Zieliński, Milik, Stępiński – dostawali, lub dostają wciąż powołania, choć nie grają w swoich zespołach. 


Zresztą nie tylko same powołania, ale i ustawienie wyjściowej jedenastki i dobór taktyki pozostawia wiele do życzenia. Widać ewidentnie, że Fornalik nie chce się namęczyć i robi wszystko na alibi. Tylko raz, przeciwko San Marino wystawił dwóch napastników, ale co z tego skoro dał również dwóch defensywnych pomocników? Obiecywał, że postara się zmienić ustawienie kadry, ale po nieudanym eksperymencie z Estonią, który trwał 45 minut odszedł od pomysłu i zostawił wszystko jak było. Z Czarnogórą musieliśmy wygrać, ale nie oznaczało to wprowadzenia drugiego napastnika. A to oznaczało, że ciężko nam będzie zdobyć 3 punkty. Z listu ośmiu atakujących, czterech zdobyło za kadencji Fornalika bramki. Jeśli brać pod uwagę tylko eliminacje do Mundialu to tylko Robert Lewandowski i Łukasz Teodorczyk wpisywali się na listę strzelców. Robert czynił to trzykrotnie, a napastnik Lecha raz. Co ciekawe trzy bramki strzelili przeciwko San Marino. Gwiazdor BVB dorzucił jedno trafienie przeciwko Czarnogórze. A Teodorczyka w kadrze nie ma. Jednak wydaje się, że Fornalik nie dostrzega problemu. Wciąż uparcie skazuje Lewego na samotną walkę z obrońcami rywala nie dając mu nikogo do pomocy. Co gorsza sam skazuje kadrę na kłopoty swoimi decyzjami. Nikt normalny nie postawiłby w linii obrony dwóch wieżowców jakimi są Szukała i Glik wiedząc, że rywal ma w ataku szybkich i zwinnych napastników. Stracona w piątek bramka pokazał dokładnie jak głupią decyzję Waldemar Fornalik podjął. Zamiast wystawić jednego z nich i dać obok kogoś zwinnego, szybkiego i mającego lepszą koordynację ruchową, selekcjoner kazał grać obok się dwóm graczom, którzy w klubie nigdy nie grają w defensywie z drugim obrońcą o takich samych walorach. Glik ma w Torino obok siebie dwóch szybkich graczy i gra zupełnie inaczej niż w kadrze. Szukała także ma inne obowiązki w defensywie niż w kadrze. To zresztą nie jest tylko problem defensorów. Fornalik do tej pory nie znalazł rozwiązania jak sprawić, by Lewandowskiemu grało się lepiej. Jako klasyczną dziesiątkę wystawiał już Mierzejewskiego, Majewskiego, Obraniaka, Zielińskiego i Klicha. Dopiero ci dwaj ostatni zaczęli dobrze grać z Lewandowskim.


Nie rozwiązał też Fornalik problemu z wykorzystywaniem stałych fragmentów gry. Skoro już na Czarnogórę wystawił Glika i Szukałę to czemu nie stworzył zagrań na nich po rzutach rożnych czy wolnych? To śmieszne, ale najgroźniejszy strzał głową w całym spotkaniu nie oddał żaden wysoki zawodnik tylko Kuba Błaszczykowski, który jest od dwójki środkowych obrońców niższy o 15 i 20 cm. Mając w pamięci spotkanie z Mołdawią gdzie pomimo mnóstwa stałych fragmentów gry nie potrafiliśmy nic strzelić. Warto też odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego Polska wieloma fragmentami wygląda chaotycznie. Otóż trudno, by zawodnicy byli ze sobą zgrani skoro w porównaniu z pierwszym meczem eliminacyjnym z Czarnogórą, a tym ostatnim w składzie było, aż 7 zmian! Jedynie Glik, Wawrzyniak, Błaszczykowski i Lewandowski wyszli w tych obydwu spotkaniach w podstawowym składzie. Na ławce rezerwowych byli w pierwszym meczu obecni również Wszołek, Mierzejewski (który strzelił wtedy bramkę po wejściu na murawę), Krychowiak i Sobota. W każdym spotkaniu w ramach eliminacji Fornalik coś zmieniał. Na 13 spotkań w terminie FIFA tylko czterech zagrało w minimum dziesięciu spotkaniach, a byli to Wawrzyniak, Błaszczykowski, Lewandowski i Krychowiak. Nie widać u selekcjonera żadnego planu, logicznej ścieżki, którą by podążał. Był problem z Obraniakiem? Powołał Majewskiego, wystawił go na Ukrainę, ten zawiódł, Ludo się obraził i obydwu teraz w kadrze nie ma. Zresztą nawet porównując ten zremisowany mecz z Mołdawią i spotkanie z Czarnogórą to znów mieliśmy sporo zmian. Tylko sześciu zawodników z podstawowego składu z tamtego meczu wybiegło ponownie w wyjściowej jedenastce w ostatni piątek. Jak więc ma nie być chaosu w grze skoro sam selekcjoner go wprowadza? 61 powołań na 15 spotkań… Nie było choćby dwóch spotkań z rzędu z tą samą wyjściową jedenastką.


14 z 28 goli strzeliliśmy w drugiej połowie. Natomiast 14 z 18 straciliśmy w pierwszej. Dają do myślenia również minuty, w których kadra traci gole. 10 goli straciliśmy pomiędzy 20 a 45 minutą. Aż cztery razy gole traciliśmy w ostatnich pięciu minutach pierwszej połowy. Wygląda więc na to, że brakuje koncentracji w ostatnich minutach. Za dużo bramek dajemy sobie wbić jako pierwsi i potem zamiast grać spokojnie, musimy gonić wynik. Jako pierwsi gole traciliśmy sześciokrotnie. Cztery razy takowe mecze przegrywaliśmy. Wygraliśmy tylko z Danią odwracając losy spotkania. Na 15 spotkań tylko cztery kończyliśmy bez straty bramki. Średnio strzelamy 1,86 bramki na mecz, a tracimy 1,2. Dodatkowo brakuje podopiecznym Fornalika serii zwycięstw. W eliminacjach ani razu nie udało nam się wygrać przynajmniej dwa razy z rzędu. Nasza seria w walce o Mundial wygląda następująco: R-Z-R-P-Z-R-R. Wniosek jest tylko jeden. Brakuje w kadrze stabilizacji. Fornalik kompletnie o to nie zadbał. Każdy zespół potrzebuje mieć solidny trzon. U nas tego zabrakło. Bowiem trudno trzonem nazwać Lewandowskiego, Błaszczykowskiego i Wawrzyniaka. I nie rozgrzeszają selekcjonera liczne kontuzje. Za dużo chaosu i przypadkowości jest w tej reprezentacji. Oczywiście należy pamiętać, że Fornalik czasu nie miał prawie zupełnie, by odpowiednio sobie kadrę przygotować. Ale nie miał też tego Leo Beenhakker. On też miał tylko jedno towarzyskie spotkanie przed grą o punkty. Pamiętamy jak fatalnie Holender rozpoczął od porażki 1:3. Ale później już zaliczył siedem spotkań z rzędu bez porażki, z czego sześć z rzędu wygrał.


Trudno też mówić o jakimkolwiek stylu naszej kadry. Często mam wrażenie, że to nie Fornalik decyduje o tym co się dzieje. Brakuje wytrenowanych zagrań pomiędzy zawodnikami. Muszą więc piłkarze improwizować, co nie jest najlepsze jeśli chce się regularnie wygrywać. Zresztą o panu Waldemarze od dawna się mówi, że nie ma szacunku wśród piłkarzy. I ja się szczerze mówiąc temu nie dziwię. Bowiem kim tak naprawdę jest Waldemar Fornalik? Jako piłkarz całą karierę spędził w Ruchu Chorzów, z którym zdobył raz mistrzostwo kraju. Jako trener doszedł z Ruchem do finału Pucharu Polski i zakończył sezon na drugim miejscu. Ale w Chorzowie nie miał żadnej presji. Nie dysponował wielkimi piłkarzami. Miał sielankowe warunki do pracy. W kadrze musiał sprostać wielkim nazwiskom. Zawodnikom, którzy osiągnęli dużo więcej od niego. Mógł oczywiście pokazać charyzmę i udowodnić, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Zamiast tego zobaczyliśmy spokojnego, zagubionego i trochę nieśmiałego człowieka. Człowieka, którego największym sukcesem będzie to, że udało mu się uzyskać kontrakt życia, wart 150 tysięcy zł miesięcznie. Wystarczyło z Ruchem Chorzów zająć drugie miejsce w lidze i dojść do finału Pucharu Polski. Nie musiał nic wygrać, nie potrzebne było zdobywanie żadnych tytułów. Tylko tyle potrzebowały poprzednie władze PZPN, by Fornalikowi oddać kadrę we władanie. Niestety stało się tak, że to nie pan Waldemar reprezentacją włada, a ona nim. Ilość dziwnych decyzji i zbyt duża zbieżność z tym co mówią media, daje obraz człowieka, który idzie na łatwiznę. Powołuje zawodników, którzy są w wielkich klubach. Nie ważne czy grają, czy nie. Ważne, że może sobie powołać piłkarzy z Serie A, Premier League, La Liga, Ligue 1 czy Bundesligi.


Oczywiście nie jest tak, że wszystko Waldemar Fornalik robi źle. Trzeba obiektywnie wymienić kilka dobrych rzeczy jakich zrobił. Przede wszystkim, że nie bał się postawić na młodych zawodników jak Krychowiak, Zieliński, Klich czy (na początku eliminacji) Wszołek. Za to należą mu się brawa, bo odmłodził nam kadrę, dał kilka ciekawych nazwisk i dzięki temu mamy opcję wyboru nie na jeden rok, ale na lata. Sukcesem był też remis z Anglią i Czarnogórą na wyjeździe. Te dwa mecze były w naszym wykonaniu dobre, pokazały wolę walki. Wiele można naszej kadrze zarzucać, ale zazwyczaj pokazywali wolę walki i chęci. Tylko przeciwko Ukrainie kompletnie tego nie było widać. Cieszy to, że Fornalik nie poszedł drogą Smudy i nie obrażał się na zawodników. Przywrócił kadrze Artura Boruca co wyszło naszej drużynie tylko na dobre. Nie bał się powołać Grosickiego czy Wasilewskiego przed czym Franz bardzo długo się wzbraniał. Też warto zauważyć, że nie było w reprezentacji tylu skandali. Oczywiście ktoś powie, że sytuacja z Obraniakiem, czy zamieszanie w sprawie udziału w reklamie Lewandowskiego, Szczęsnego i Błaszczykowskiego takowymi były, ale nie przesadzajmy. Szukanie na siłę konfliktów wychodzi pseudo dziennikarzom w naszym kraju bardzo dobrze. Należy jednak powiedzieć wprost, że nie było alkoholowych ekscesów, kłótni itp. Fornalik wprowadził więcej spokoju do kadry, ale trudno się temu dziwić, bowiem sam jest człowiekiem, któremu bliżej do roli księdza niż gwiazdy rocka. Wypromował również paru chłopaków. To dzięki niemu Wszołek został szerzej zauważony. To przy nim Grzesiek Krychowiak stał się wiodącą postacią i jednym z lepszych defensywnych pomocników we Francji.


Podsumować Waldemara Fornalika można w jeden sposób. Że gdyby od niego nie wymagało się sukcesów to byłby dla kadry człowiekiem idealnym. W klubie takim jak Ruch Chorzów było mu doskonale. Bez ciążącej presji, wielkich nazwisk itd. Fornalik przedstawia się jako naprawdę solidny fachowiec. Jednak pamiętajmy, że jest selekcjonerem kadry narodowej. Należy od niego wymagać więcej, dużo więcej. Popełnił zbyt wiele błędów w swej pracy, wprowadził za duży chaos taktyczny. Do tego swoimi powołaniami dał nam do zrozumienia, że nie za bardzo orientuje się w jakiej kto jest formie. Sam sobie zaszkodził swoimi decyzjami. Śmiali się z niego niemieccy dziennikarze, śmieją się Polscy. Zapewne w Italii też się zastanawiają jakim cudem Wszołek i Salamon dostali powołanie skoro nie grają. Fornalik potrafi w jednej kadrze zmieścić bramkarza, który nie gra od roku, napastnika, który zdobył w całym roku 3 gole, a jednocześnie mieć wicekróla Bundesligi i Ligi Mistrzów, czołowego bramkarza Premier League czy kapitana Torino. Jednak samo branie piłkarzy z dużych klubów, ustawienie ich w byle jakiej taktyce i liczenie, że sami coś wymyślą to stanowczo za mało. Oczywiście Fornalik sam nie zrezygnuje ze swojego kontraktu, który kończy mu się wraz z końcem tego roku. Chyba, że cudem awansowałby jednak na Mundial, ale czy ktoś w to wierzy? Kończy się zatem powoli jego przygoda z kadrą. Zostały mu trzy spotkania o punkty i może jakiś mecz towarzyski. Czy będzie go brakować nam? Raczej nie. Pan Waldemar jest sympatycznym człowiekiem, z którym można byłoby pójść połowić ryby, porozmawiać przy kawie o futbolu i życiu. Jednak stanowczo nie nadaje się on na trenera reprezentacji. Mam też duże wątpliwości czy poradziłby sobie w Lechu, Legii lub Wiśle. To jest człowiek, który lubi spokój i gdy nie wymaga się od niego zbyt wiele. Minimalista taki z naszego selekcjonera. Gdybyśmy byli jak San Marino to na pewno nie mielibyśmy pretensji żadnych do niego. Robiłby swoje i byłoby cacy. Jednak trochę ambicji jeszcze w naszym narodzie jest i chcielibyśmy czegoś więcej niż wyprzedzania w grupie zespołów z końca rankingu FIFA. Dlatego też ja panu Waldemarowi mówię żegnam. Bez urazy panie Waldemarze, ale tęsknić nie będę.
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)