Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Polska myśl szkoleniowa – że co?!

Polska myśl szkoleniowa – że co?!

Piłka nożna | 12 września 2013 01:13 | Jakub Kacprzak

Coraz bliżej koniec błazenady z Waldemarem Fornalikiem. Jednak im bliżej końca, tym (co logiczne) bliżej początku. Początku, ale z kim? Na to pytanie od kilku dni próbują odpowiedzieć sobie media. I mnie złapało na analizę tego kogo powinien zatrudnić Zbigniew Boniek. Po namyśle stwierdzam, że polski futbol naprawdę jest w gruzach. O ile mamy kilku piłkarzy, którzy prezentują światowy poziom, tak już na próżno szukać kogokolwiek takiego wśród trenerów. I trzeba zadać sobie pytanie: Gdzie ta nasza polska myśl szkoleniowa?


Ostatni sukcesy (czyli coś więcej niż dostanie się do Ligi Europy) polskiego klubu na arenie międzynarodowej? Ćwierćfinał Ligi Mistrzów Legii Warszawa w sezonie 95/96. IV runda Wisły Kraków w Pucharze UEFA (sezon 2002/2003). 1/16 Ligi Europy Lecha Poznań w rozgrywkach 2010/2011. I to by było na tyle. Na awans do Ligi Mistrzów czekamy od prawie 18 lat. Sukcesy reprezentacji? W XXI wieku udział na dwóch i dwóch ME. Szkoda tylko, że na tych imprezach wygraliśmy jedynie dwa spotkania na 12. Wszystkie w meczach o honor. Historyczny (i tak naprawdę jedyny) awans na Euro dał nam Holender. Gdyby nie to, że ostatnie Mistrzostwa Europy były organizowane u nas i na Ukrainie to musielibyśmy przebrnąć przez kwalifikacje. Wtedy mogłoby być dużo gorzej. Polscy trenerze w zagranicznych klubach? Michał Probierz w Arisie Saloniki spędził dwa miesiące. 3 mecze wygrał, 1 zremisował i 4 przegrał. Odszedł z powodu problemów finansowych klubu. Franciszek Smuda? Miał uratować SSV Regensburg przed spadkiem. W 12 meczach wygrał raz, trzy razy zremisował. Osiągnął jeszcze gorszy wynik niż jego poprzednik. Na Litwie jest obecnie Marek Zub, który od zeszłego roku pracuje tam z zespołem Żalgirisu Wilno. Dwa razy wygrał puchar kraju, zdobył wicemistrzostwo i wygrał superpuchar, a w tym sezonie wyeliminował z gry o Ligę Europy Lecha Poznań. Jednak w ostatniej rundzie po zespole Zuba przejechał się Red Bull Salzburg wygrywając w dwumeczu 7:0. Był jeszcze w Arabii Saudyjskiej Maciej Skorża. Przez rok prowadził tamtejsze Ettifaq. Zajął z zespołem szóste miejsce.

 

Tak wyglądają ostatnie przygody naszych trenerów z zagranicznymi drużynami. Ostatnia drużyna 2.Bundesligi, Arabia Saudyjska, Litwa i 2 miesiące w Grecji. Ostatnim polskim trenerem, który w klubie odnosił sukcesy był Jacek Gmoch, ale było to w latach 80 i na początku 90. Należy też wspomnieć o Henryku Kasperczaku, który z Montpellier doszedł do ¼ Pucharu Zdobywców Pucharu i świetnie radził sobie z reprezentacjami z afrykańskiego kontynentu. W Pucharze Narodów Afryki zajął 2 miejsce z Tunezją (1996), 3 z Wybrzeżem Kości Słoniowej (1994) i 4 z reprezentacją Mali (2002). W Grecji dobrze radził sobie również śp. Kazimierz Górski, który zdobył w kraju Zeusa i Hery dwa mistrzostwa. Na Cyprze pracował Jerzy Engel, ale do sukcesów wyżej wymienionych Panów mu daleko. Jak na dłoni widać więc, że polska myśl szkoleniowa nigdy nie była zbyt mocno poważana. Jedynie gdzie mogą mieć o nas dobre wspomnienia to Grecja i Afryka. Ale też widzimy ile lat temu to było. Trudno jednak temu się dziwić. Niestety, ale polscy trenerzy nie przedstawiają sobą żadnych wartości. Nie osiągają przede wszystkim wyników, które predysponowałyby ich do tego, by zostali dostrzeżeni. Tyle się mówiło o tym jakim talentem trenerskim jest Rafał Ulatowski. Miał jako asystent Leo Beenhakkera wypłynąć na szerokie wody. Teraz po raz kolejny jest bezrobotny, bo nie wygrał siedmiu meczów z rzędu jako szkoleniowiec Miedzi Legnica. Dla tych, którzy się niezbyt polską piłką interesują wyjaśnię, że Miedź gra na zapleczu naszej Ekstraklasy. Tak jest. Obwołany jednym z największych talentów trenerskich w Polsce Ulatowski prowadził z fatalnym skutkiem klub z I Ligi.

 

Najbardziej śmiesznym, a zarazem żałosnym było stękanie i jęczenie z niezadowolenia naszych wybitnych szkoleniowców, którzy byli oburzeni tym, że do Polski przyszedł Beenhakker i dostawał tak wielkie pieniądze. Twierdziło wielu z nich, że przecież Holender niczym się od nich nie różni. Skoro tak to czemu na Franciszek Smuda nie osiągnął z kadrą więcej na Euro, a Fornalik przegrywa frajersko szansę na mundial? Niestety PZPN nie reaguje na to co się dzieje. Kluby wciąż zatrudniają tych samych ludzi, a branża trenerska to kółko wzajemnej adoracji. Najlepszym przykładem tego jak łatwo jest się w Polsce utrzymać będąc trenerem jest Orest Lenczyk. Człowiek, który przez 42 lata pracy jako szkoleniowiec zdobył… 2 mistrzostwa Polski. DWA! Jedno w 1978, a drugie w 2012 roku. Do tego dwa wicemistrzostwa, dwa trzecie miejsca i raz Superpuchar Ekstraklasy. Przez 42 lata. Ja rozumiem, że zawód trenera jest trudny, ale na boga! W piłkę profesjonalnie gra się po to żeby wygrywać. Nasi wielcy mędrcy zasiadający na ławce rezerwowych smucą się i narzekają, że nie dostają szansy, że ich się szybko zwalnia. To fakt. Ale ilu jest szkoleniowców, którzy zasługują na to, by długo w klubie pracować? Większość trenerów myśli, że jeśli klub się utrzyma to będzie to sukces i nie powinno się do nich przyczepiać. Wybaczcie, ale tak nie jest.

 

Nasze polskie zespoły mają więc wad niż zalet. Gramy przestarzałą taktyką, nie eksperymentuje z ustawieniem. Gdyby ktoś powiedział naszym trenerom, że Hiszpania potrafi grać bez klasycznego napastnika z sześcioma pomocnikami, to ci zrobiliby wielkie oczy i powiedzieli: niemożliwe! Tak się nie da! Źle wygląda też ocena potencjału graczy. Jak słyszę, że Brożek nie zgadza się z tym, że Beenhakker i Maaskant na niego narzekali to mam ochotę pokazać mu jego statystyki z ostatnich lat, gdy odszedł z Wisły. Winę za to jaki jest stan polskich szkoleniowców ponoszą nie tylko sami trenerzy. Winne jest PZPN, które wciąż nie potrafi ustalić jasnych i klarownych reguł szkolenia młodzieży, co znacznie ułatwiłoby pracę trenerom. Także kluby nie są tu bez winy. Wspominałem, że nasi coachowie narzekają, że pracują zbyt krótko, że nie mają szans na wprowadzenie własnego pomysłu. Ok. Zgadzam się. Często bywa tak, że władze zespołu bezsensownie zwalniają kogoś nie dając mu szansy, bo oczekują od razu cudów. Przeraża mnie gdy widzę jak co chwilę klub zmienia trenera. Jednak medal ma zawsze dwie strony. Z jednej trzeba dać trenerowi normalne warunki, ale z drugiej, on sam musi dawać z siebie jak najwięcej. Jeśli chcemy wyników musimy dążyć do normalności. Dawać trenerom poczucie stabilizacji, ale i wymagać od nich (w granicach rozsądku!), by poprawiali stan drużyny. Trzeba brać siły na zamiary. Nie stać kogoś na budowanie drużyny, która będzie walczyć o mistrzostwo? Dajmy trenerowi cel, by wypromował kilku zawodników, których będzie można potem z zyskiem sprzedać i w zamian za pieniądze na nich zarobionych kupić kolejnych dobrych.

 

Niestety nie osiągniemy sukcesu czy to na arenie klubowej, czy też reprezentacyjnej dopóki pewne sprawy nie zostaną unormowane. Nie może być tak, że w 40 milionowym kraju nie możemy znaleźć kilku dobrych lewych obrońców. Nie możemy pozwolić, by zarówno w klubie jak i kadrze pracowały osoby, które swoje obowiązki wykonują na zasadzie alibi. Trzeba postawić konkretne cele i warunki. Dać do ręki narzędzia. A pisząc narzędzia mam na myśli konkretny regulamin szkolenia młodzieży, wysyłanie naszych młodych trenerów na staże do zagranicznych klubów i nawiązanie z zespołami z innych państw współpracy. Organizowanie spotkań dla trenerów, w których braliby udział ci znani, doświadczeni i osiągający sukcesy. Jeśli tego nie będzie to nic nie osiągniemy. Nadal będziemy patrzeć jak polskie zespoły przegrywają walkę o Ligę Mistrzów, a reprezentacja Polski nie potrafi wygrać z kimś wyżej notowanym niż Republika Południowej Afryki.

 

Czy widać światełko w tunelu? Widać. Są trenerzy, którzy osiągnąć mogą wiele. Jest Jan Urban, który powoli kształtuje Legię na konkretną drużynę. Jest Michał Probierz, który uratował Jagiellonię przed spadkiem pomimo -10 pkt i odmienił w pewnym momencie ŁKS. Ciekawie rozwija się Radosław Mroczkowski, który wyciska z Widzewa ile się da. Jest Czesław Michniewicz, który dokonał cudu w Podbeskidziu. Jest też Piotr Stokowiec, który walczył w upadającej Polonii, a dziś stara się na nowo zbudować Jagiellonię. Niestety lista ta się już kończy. Pięć nazwisk. Mało. Za mało.

 

Puenta tego wszystkiego jest jedna. Nie ma tytułowej polskiej myśli szkoleniowej. Na całym świecie kluby zatrudniają specjalistów z Hiszpanii, Anglii, Niemiec, Francji, Portugalii, Grecji, Turcji, Rosji i wielu innych krajów. Polskich trenerów zatrudniać się nie chce. Nie jest to złośliwość czy strach, że Polak znów pojedzie na Wyspy i zabierze komuś pracę. Nie. Po prostu nie mamy trenerów na takim poziomie, by poszli oni do zagranicznej ligi i zapewnili wynik. Bo o ile w Polsce przyzwyczajono nas do braku walki, ambicji i sukcesów, tak w innych krajach coś takiego by nie przeszło. Zobaczcie jak odbudowano Borussię Dortmund dzięki Jurgenowi Kloppowi. Ile wygrał Pep Guardiola w swoim pierwszym sezonie w Barcelonie. Jak długo czekano na sukces w Manchesterze United pod wodzą Sir Alexa Fergusona. Są na świecie znakomici trenerzy. I albo zaczniemy brać z nich przykład i prosić ich, by przyjeżdżali do nas i udzielali rad, albo zostaniemy w miejscu gdzie jesteśmy. Blisko futbolowego dna.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)