Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Po prostu Thierry Henry

Po prostu Thierry Henry

Piłka nożna | 14 września 2013 23:09 | Jakub Kacprzak

Dziś gdy Arsenal Londyn do ostatniej chwili zwleka z transferami, a gablota trofeami osiadła kurzem tak gęstym, że niebawem zacznie własne życie, kibice z Emirates Stadium zastanawiają się kiedy przyjdą dla nich lepsze czasy. Transfer Mesuta Ozila wlał w ich serca nadzieję, a ja postanowiłem, że także przypomnę im (ale i nie tylko) o kimś, kto zarówno dla samego Arsenalu jak i całej światowej piłki zrobił niezwykle wiele. Panie i Panowie... Thierry Henry!


Historia tego napastnika jest wyjątkowa. Od początku przejawiał ogromny talent do gry. Urodzony na przedmieściach Paryża szybko przebił się do wielkiej piłki. W wieku zaledwie 15 lat trafił do najlepszej we Francji i jednej z najlepszych na świecie szkółek piłkarski INF Clairefontaine. O tym, że nie biorą tam byle kogo niech świadczy fakt, że trenowali tam m.in. Nicolas Anelka, William Gallas, Louis Saha, czy Jerome Rothen. Co ciekawe uczęszczał tam też... Damien Perquis. Wracając jednak do bohatera tego felietonu. Henry w słynnej szkółce długo nie pobył. W jednym ze spotkań strzelił siedem bramek. Traf chciał, że właśnie na tym meczu obecny był trener AS Monaco, Arsene Wenger. Ściągnął go więc do malutkiego księstwa w 1992 roku. Dwa lata później Thierry w wieku 17 lat zadebiutował w Ligue 1. Pomimo, że był niezwykle skuteczny i wszyscy widzieli w nim potencjał na wielkiego napastnika, to po odejściu Wengera z klubu w 1995 roku, Henry został przekwalifikowany na skrzydłowego. Dlatego też pomimo ponad stu występów w lidze, dla Monaco zdobył zaledwie 21 goli. Mimo to szybko dostał powołanie do dorosłej reprezentacji. Miał 20 lat i jego kariera nabierała tempa. 1997 rok był zresztą dla niego niezwykle udany. Zadebiutował w kadrze Trójkolorowych, z Monaco zdobył mistrzostwo i Superpuchar Francji. Rok później wystąpił na Mundialu. W swej ojczyźnie pomógł osiągnąć reprezentacji historycznych sukces. Francuzi zdobyli złoto, a Thierry strzelił trzy bramki w całym turnieju. Wszystko to mając 21 lat.


Jego ogromny talent i sukcesy rok po roku spowodowały, że stał się celem transferowym zagranicznych klubów. Wyścig po młodego mistrza Świata wygrał Juventus Turyn. Wielu wtedy mówiło, że Henry będzie nową gwiazdą całej Serie A na miarę Brazylijczyka Ronaldo. Niestety czas spędzony w Starej Damie Thierry będzie na zawsze pamiętać jako jeden ze swoich największych koszmarów. Zarówno styl gry jak i taktyka preferowana przez Juventus kompletnie nie pasowała do Henry'ego. Na dodatek Carlo Ancelotti nie dawał mu szansy na grę w ataku i z uporem maniaka ustawiał na skrzydle. Jednak największe zdziwienie wywoływało to, że ściągnięty za 14 mln funtów urodzony napastnik, ma angażować się regularnie w akcje defensywne. Trudno było, by wyszło z tego coś dobrego. Henry miał serdecznie dość Juventusu, a i sam klub mocno zastanawiał się nad tym co ze swoim niewypałem transferowym zrobić. I gdy wydawało się, że jego kariera się zatrzyma, znów pomocną dłoń wyciągnął do niego Arsene Wenger. Trener, który dostrzegł go wśród utalentowanej młodzieży prowadził od trzech lat Arsenal Londyn. Przekonał władze klubu, że warto jest wydać na Henry'ego 11 mln funtów. W sierpniu 1999 roku, Thierry wyjechał z Italii. Potem wielokrotnie wspominał, że okres od stycznia do sierpnia tamtego roku, był najgorszym w jego karierze.


Przejście do Premier League i ponowna współpraca z Wengerem była strzałem w dziesiątkę. A właściwie w czternastkę, bo z takim numerem Henry występował w barwach Kanonierów. 254 mecze w lidze, 174 bramki i status legendy. 2 mistrzostwa Anglii, pierwszy w historii Arsenalu finał Ligi Mistrzów, 3 Puchary Anglii i 2 razy zdobyta Tarcza Wspólnoty. Do tego czterokrotnie został wybrany najlepszym piłkarzem Premier League. Jednak nie samymi statystykami zaskarbił sobie miłość fanów na całym świecie. Gra niezwykle elegancko i efektownie. Wyróżnia go niezwykła gracja gdy prowadzi piłkę oraz to, że nawet gdy jest ostro atakowany przez rywala nie szuka faulu tylko gra dalej. Niezwykle silny na nogach, doskonały technik. Co ważne nie jest dla niego istotne czy ma uderzać głową, prawą lub lewą nogą, z rzutu wolnego, czy w obrębie pola karnego. Do tego dochodzi u niego wielka wyobraźnia. W swej karierze strzelił już wiele niesamowitych bramek.


Wracając jednak do przebiegu jego kariery. Wielu zadawało sobie pytanie czy w końcu odejdzie z Arsenalu, by wygrać Ligę Mistrzów. Zakusy na niego miała przez długi czas Barcelona. W 2005 i 2006 roku Katalończycy podobno chcieli dać za Thierry'ego 50 mln funtów. Obydwie te oferty zostały odrzucone. Jednak jak wiadomo świat futbolu bywa przewrotny i w 2007 roku Henry w końcu wylądował w Barcelonie. Jednak nie za 50 mln, a cenę o ponad połowę mniejszą, bo wynoszącą 24 mln. Wraz z Leo Messim i Samuelem Eto'o stworzył jedno z najbardziej niesamowitych ofensywnych trio w dziejach futbolu. W swym drugim finale Ligi Mistrzów zagrał 72 minuty, a Barca pokonała Manchester United 2:0. Henry w Hiszpanii nie był już gwiazdą numer jeden, ale mimo to i tak wiele dawał Blaugranie. W La Liga zdobył łącznie 30 goli i zanotował 16 asyst. Wszystko to w 3 sezony.

Świat zaszokował swoją decyzją o wyjeździe z Europy. W wieku zaledwie 33 lat wyjechał do Nowego Jorku, gdzie do tej pory gra dla Red Bulls. Z miejsca stał się tam obok Davida Beckhama największą gwiazdą. Wszystkich decyzja o przyśpieszonej emeryturze w USA zdziwiła. Tym bardziej, że w Barcelonie prezentował naprawdę przyzwoitą formę i spokojnie mógł znaleźć zatrudnienie w innym czołowym klubie Europy, lub wrócić do Arsenalu. Zresztą w barwach londyńskiego zespołu zobaczyliśmy go 2012 roku. Podczas przerwy w rozgrywkach pojawił się na kilka spotkań w ramach wypożyczenia w Arsenalu. W siedmiu meczach zdobył 2 gole. Szczególnie pięknym momentem było gdy trafił pierwszy raz po powrocie, w meczu przeciwko Leeds United. Spotkanie rozgrywano w ramach Pucharu Anglii. Po strzelonej bramce podbiegł i uściskał Arsene'a Wengera. Cały stadion skandował jego imię. Dla mnie był to jeden z piękniejszych momentów w historii futbolu.


Zastanawia mnie czy na zakończenie kariery powróci jeszcze do Europy, tak jak zrobił to Beckham. Ma 36 lat, wciąż potrafi strzelać piękne gole. Z gry w kadrze zrezygnował po 123 występach i 51 strzelonych w nich bramkach. Choć z Francją wygrał wszystko co możliwe to jednak reprezentacyjną karierę zakończył (podobnie jak Zinedine Zidane) z wielką aferą w tle. Najpierw w meczu barażowym przeciwko Irlandii zagrał piłkę ręką w polu karnym. Była dogrywka, Francja potrzebowała bramki, by awansować. Henry przyznał, że zagrał nieprawidłowo w sposób celowy. Dzięki temu wystawił piłkę Gallasowi, który zapewnił awans Trójkolorowym na mundial. Potem pamiętny strajk piłkarzy na Mundialu w RPA. Jednak mimo tych dwóch sytuacji, Henry wciąż pozostaje idolem milionów fanów piłki nożnej.


Dla mnie zawsze będzie kojarzyć się z eleganckim, przepięknym stylem gry. Nie z topornością i siłą, a gracją i techniką. Thierry Henry to bez wątpienia jeden z najlepszych piłkarzy w historii futbolu. Absolutna czołówka nie tylko napastników, ale zawodników ze wszystkich pozycji. Dziś gdy wszyscy mówią o rywalizacji Cristiano Ronaldo z Leo Messim, ja lubię powspominać czasy gdy więcej było wybitnych postaci w świecie futbolu. A tym, którzy tęsknią za wielkim Arsenalem i pięknym futbolem, polecam obejrzenie sobie duetu Bergkamp – Henry. A ja będę po cichu wierzyć w to, że jeszcze Thierry powróci na europejskie murawy i da nam przynajmniej jeszcze jeden piękny moment. Bo mało było w historii takich graczy jak on.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)