Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Jagiellonia wbija szóstkę Ruchowi! Kosmiczny mecz Daniego Quintany

Jagiellonia wbija szóstkę Ruchowi! Kosmiczny mecz Daniego Quintany

Piłka nożna | 15 września 2013 22:31 | Przemysław Drewniak
Dani Quintana był w niedzielę nie do zatrzymania dla obrońców Ruchu
fot. x-news / T-Mobile Ekstraklasa
Dani Quintana był w niedzielę nie do zatrzymania dla obrońców Ruchu

Nawet najwięksi pesymiści wśród kibiców Niebieskich nie spodziewali się, że mocno osłabiona defensywa Ruchu spisze się w Białymstoku aż tak fatalnie. Jagiellonia dokonała wyczynu rzadkiego jak na warunki polskiej ekstraklasy i wbiła chorzowianom aż sześć bramek, a w jej barwach koncertowo zagrał Dani Quintana. Hiszpan zdobył dwie bramki i trzykrotnie asystował przy trafieniach kolegów. W drugim meczu Pogoń Szczecin w 90. minucie wyrwała jeden punkt Lechii Gdańsk.


Jagiellonia Białystok 6-0 Ruch Chorzów

Mateusz Piątkowski 19’, Quintana 21’, 49’, Gajos 51’, Balaj 64’, 90’


Co ciekawe, początek spotkania nie wskazywał na to, że Ruch przeżyje na Podlasiu taki koszmar. Przez pierwsze dziesięć minut to goście lekko przeważali i zaskakująco dobrze radzili sobie w środku pola. Wystarczyło jednak, że Jagiellonia po kilkunastu minutach uporządkowała sobie grę, by eksperymentalnie zestawiona defensywa Niebieskich zaczęła się mylić. Nie mogło być inaczej – ustawieni na bokach defensywy Łukasz Janoszka i Bartłomiej Babiarz nie grali na swoich nominalnych pozycjach, a obok Piotra Stawarczyka od pierwszej minuty wystąpił absolutny debiutant, 18-letni Michał Helik. Trener Jacek Zieliński z powodu kontuzji nie mógł skorzystać z aż czterech obrońców, a kartki dodatkowo wykluczyły z gry doświadczonego defensywnego pomocnika, Marcina Malinowskiego.


Zanim rozstrzelali się gospodarze, festiwal bramek w Białymstoku rozpoczęli… właśnie obrońcy Ruchu. W 19. minucie Babiarz nie potrafił zatrzymać aktywnego w ofensywie Jonatana Strausa, jego strzał przepuścił pod sobą słabo dysponowany Krzysztof Kamiński, a Stawarczyk zamiast wybić piłkę, uderzył nią… w swojego golkipera. Z zamieszania skorzystał Mateusz Piątkowski, który ostatecznie wpakował piłkę do bramki.


Chwilę później było już 2:0, gdy pierwszą efektowną akcję tego dnia przeprowadził Dani Quintana. Hiszpan wszedł w pole karne, wywiódł w pole m.in. młodego Helika i zaprezentował podcinkę, której nie powstydziłby się sam Tomasz Frankowski. To zagranie dodało Quintanie pewności siebie, bo Hiszpan z każdą kolejną minutą czuł się na boisku coraz lepiej, a w drugiej połowie był już niemal perfekcyjny. Pięknym strzałem zza pola karnego podwyższył na 3:0, a przy kolejnych trzech trafieniach popisywał się znakomitymi asystami. Prostopadłe piłki w wykonaniu pomocnika Jagiellonii były śmiercionośne dla defensywy Ruchu, a Maciejowi Gajosowi i Bekimowi Balajowi wystarczyło tylko dobrze ułożyć nogę i trafić piłką do siatki. Quintanie wychodziło dziś wszystko. Dwa gole i trzy asysty to dorobek, na który wielu pomocników naszej ligi potrzebuje całego sezonu, a Hiszpan dokonał tego w zaledwie jednym meczu. Jeśli w kolejnych tygodniach Quintana będzie prezentował chociaż połowę tego, co w spotkaniu z Ruchem, Jagiellonia będzie mogła liczyć na spory zarobek ze sprzedaży zawodnika do lepszego klubu. Pytanie tylko, czy finezyjnie grający pomocnik będzie w stanie regularnie grać na tak wysokim poziomie. Jak dotąd często przeplatał dobre występy ze słabszymi, choć ten był bez wątpienia jego najlepszym w barwach Jagiellonii, a prawdopodobnie także w dotychczasowej karierze.


Ale 6:0 to nie tylko zasługa Quintany, bo przecież gdyby słabo dysponowani byli jego partnerzy, to Hiszpan nie mógłby zanotować tylu asyst. Po meczu z Ruchem warto wyróżnić solidnego w defensywie Michała Pazdana, aktywnie włączającego się do akcji ofensywnych Strausa, efektywnego w środku pola Gajosa i Piątkowskiego, który z przodu udanie absorbował chorzowskich obrońców. Niesamowitą skuteczność potwierdził też Balaj. Albańczyk w pół godziny gry zdobył dwie bramki i potwierdził, że najlepiej czuje się w roli dżokera w talii Piotra Stokowca.


Piłkarzy Ruchu czekał po meczu 13-godzinny powrót do domu, który z pewnością zapamiętają do końca życia. Chorzowian częściowo usprawiedliwiają kontuzje, ale niezależnie od okoliczności wynik 0:6 jest powodem do wstydu. Bardzo słabe wyniki sprawiają, że Jacek Zieliński w następnych kolejkach prawdopodobnie zagra o swoją posadę. Prawdopodobnie, bo przecież władzom klubu cierpliwość mogła wyczerpać się już po blamażu na Podlasiu.


Pogoń Szczecin 1-1 Lechia Gdańsk

Akahoshi 90’ - Grzelczak 26’


Niedzielne derby Pomorza awizowaliśmy jako starcie, w których po obu stronach błyszczeć mogą Japończycy. Nasza liga po raz kolejny jednak potwierdziła swoją przewrotność, bo wszyscy trzej pomocnicy z Kraju Kwitnącej Wiśni spisali się słabo, a w meczu, który potencjalnie mógł być spotkaniem kolejki, przez większość czasu niewiele się działo.


Lechia po raz kolejny potwierdziła, że na wyjazdach jest zupełnie inną drużyną niż w meczach u siebie. Przed własną publicznością podopieczni Michała Probierza grają ofensywnie, z polotem, ale na boiskach rywali biało-zieloni bazują na silnej defensywie i kontratakach. Właśnie po jednym z nich goście objęli w pierwszej połowie prowadzenie. Z prawej strony pola karnego precyzyjnym dośrodkowaniem popisał się Piotr Wiśniewski, a Piotr Grzelczak ładnym uderzeniem z pierwszej piłki nie dał szans bramkarzowi gospodarzy.


Strzelona bramka jeszcze bardziej utwierdziła gości w przekonaniu, że ich defensywna taktyka się opłaca. Tymczasem Pogoń nie mogła znaleźć sposobu na bardzo dobre ustawienie rywali. Portowcy mieli na boisku bardzo mało miejsca do rozgrywania swoich kombinacyjnych akcji i nawet mimo wysokiego ustawienia bocznych obrońców mieli problemy ze zbliżeniem się do bramki Lechii. A gdy już to zrobili, to natrafiali na świetnie dysponowanego między słupkami Sebastiana Małkowskiego, który w niedzielny wieczór popisał się kilkoma znakomitymi interwencjami.


Ale jego vis-a-vis nie był mu dłużny i także miał ogromny wkład w końcowy rezultat. W 58. minucie przy stałym fragmencie gry bezsensownie zachował się Marcin Robak, który popchnął Sebastiana Maderę i sprokurował tym samym rzut karny dla drużyny z Trójmiasta. Piłkę na jedenastym metrze ustawił Wiśniewski, ale uderzył bardzo słabo i Radosław Janukiewicz nie miał problemów z wyłapaniem piłki. Chwilę później Wiśniewski mógł się zrehabilitować, ale znów zabrakło mu zimnej krwi i w mając przed sobą samego bramkarza uderzył wysoko nad bramką. Tym samym pomocnik gdańszczan zatarł bardzo dobre wrażenie, jakie pozostawił za sobą grą z pierwszej połowy.


Ambitna Pogoń nie grała w ataku tak płynnie jak w ostatnich meczach, w jej poczynaniach było momentami dużo chaosu, ale dzięki walce do ostatniej minuty zdołała doprowadzić do remisu. Strzelcem wyrównującej bramki był Akahoshi, który swoją postawą nie zachwycił, ale w końcówce błysnął ładnym uderzeniem z dwunastu metrów, tym razem nie dając szans Małkowskiemu. Lechia została tym samym ukarana za swoją nieskuteczność oraz minimalizm, bo w drugiej połowie podopieczni Probierza momentami zbyt głęboko cofali się we własne pole karne. Goście stracili wygraną na własne życzenie, choć z przebiegu gry gospodarzom należał się remis.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)