Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Łódzka ziemia nieobiecana

Łódzka ziemia nieobiecana

Piłka nożna | 15 września 2013 23:33 | Jakub Kacprzak


Gdyby fan piłki nożnej z Łodzi, został poddany hibernacji w połowie lat dziewięćdziesiątych i przywrócony do normalnego funkcjonowania obecnie, musiałbym biedak przeżyć wielki szok. Nie chodzi mi o zmiany technologiczne czy finansowe. Wystarczyłoby, że przeszedłby się na stadion Łódzkiego Klubu Sportowego czy Widzewa, by zobaczyć, że czas się w mieście Tuwima zatrzymał. Smutna będzie to historia. Trudno jednak, by było optymistycznie patrząc na to co w tym zasłużonym dla polskiej piłki mieście się wyrabia

.

W latach dziewięćdziesiątych zarówno widzewiacy jak i ełkaesiacy stawali łącznie na ligowym podium siedmiokrotnie. Trzy razy łącznie zdobywali mistrzostwo kraju. Widzew w sezonie 1996/1997 jako ostatni polski klub zagrał w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W sezonie 1998/1999 ŁKS mierzył się z Manchesterem United w el. do LM. Jako jedyny zespół wtedy nie dał sobie wbić na własnym stadionie bramki, co nie udało się żadnej innej drużynie w starciu z późniejszym zwycięzcą tych rozgrywek. Lata dziewięćdziesiąte były dla łódzkiej piłki wspaniałe. Oba kluby były w ligowej czołówce, mogły się pokazać w europejskich pucharach. Miały silnych sponsorów i doskonałych zawodników. Na stadion przychodził komplet publiczności, a łódzkie derby były najbardziej emocjonującymi w Polsce. W obydwu drużynach grali reprezentanci kraju. Jeśli ówcześni selekcjonerzy reprezentacji (Ćmikiewicz, Apostel, Stachurski, Piechniczek, Pawlak i Wójcik) szukali zawodników, którym mogli wysłać powołania to mogli z graczy występujących w Łodzi stworzyć solidną jedenastkę. Dziś to wszystko wydaje się jednak dalekim wspomnieniem. Czymś co było pięknym snem. ŁKS ogłosił upadłość i zaczyna nowe życie od 4. Ligi. Widzew ma poważne problemy finansowe co powoduje, że najlepsi piłkarze odchodzą w większości przypadków za darmo, a trener Mroczkowski gra głównie młodymi zawodnikami. Jakie są powody tego, że te dwie wielkie firmy tak nisko upadły?


Przede wszystkim spowodowało to wycofanie się z łódzkiego futbolu poważnych sponsorów. Po tym jak Widzew opuściła Bakoma, a ŁKS Atlas, nigdy nie było już tak poważnych firm, które chciały obu klubom pomóc. Być może wpływ na to miały osoby Andrzeja Grajewskiego i Antoniego Ptaka. Obydwaj byli szarymi eminencjami piłki w Łodzi. Obaj pozostawili po sobie wiele niesmaku. Grajewski zostawił Widzew z ogromnymi długami. Ptak oddał ŁKS w byle jakie ręce. Nie interesowało go to, co z jego klubem się stanie. Odkąd obaj odeszli z łódzkiej piłki, nikt nigdy już takich pieniędzy jak oni na ŁKS i Widzew nie wyłożył. Kluby coraz mocniej odczuwały brak gotówki i przechodziły z jednych rąk do drugich. W czerwono-biało-czerwonych pojawił się na szczęście Sylwester Cacek, który ustabilizował nieco sytuację, ale przypominając sobie jego słowa o tym, że chce powrócić do czasów wielkiego Widzewa, można uznać, że stanowczo mu coś nie wyszło, albo, że ma wybujałą wyobraźnię. Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. I tak fani Widzewa mogą być wdzięczni losowi, że nie spotkało ich to co ŁKS, który przechodził z rąk do rąk ludzi, którzy piłką zarządzać nie potrafili. Pojawiały się przy Al. Unii tacy wybawcy jak dwaj koszykarze, Litwin, biznesmen z Warszawy, który nigdy wcześniej nie był piłkarskim prezesem.


Z upływającymi latami do Łodzi trafiali też coraz mniej poważani piłkarze. Gdyby spróbować zebrać jedenastkę reprezentacji Polski, biorąc pod uwagę kadry Widzewa i ŁKS-u odpowiednio z sezonu 96/97 i 97/98, to wyglądałaby ona następująco. Na bramce do wyboru mielibyśmy Bogusława Wyparło lub Macieja Szczęsnego. W obronie od prawej: Rafał Siadaczka, Tomasz Łapiński, Tomasz Kłos i Daniel Bogusz. W pomocy: Tomasz Wieszczycki, Ryszard Czerwiec, Radosław Michalski i Sławomir Majak, a w ataku Marek Citko i Marek Saganowski. A przecież byli też tacy piłkarze jak Mirosław Szymkowiak, Paweł Wojtala, Tomasz Kos, Grzegorz Krysiak, Mirosław Trzeciak, Dariusz Gęsior, Rafał Pawlak. A pisze o zawodnikach, którzy byli w obu drużynach w danym sezonie. Dziś trudno byłoby znaleźć choćby jednego zawodnika, który nadawałby się do kadry. Oczywiście w XXI wieku zdarzały się wyjątki. Dla ŁKS-u grali m.in. Marcin Adamski, Tomasz Hajto, Piotr Świerczewski i parę innych głośnych nazwisk, ale nie oszukujmy się. Albo przychodzili do Rycerzy Wiosny zawodnicy wypaleni, których kariera dawno straciła szansę na rozwój, albo tacy, którzy chcieli dorobić do emerytury. Ciut lepiej było przy Al. Piłsudskiego. Broź, Dżalamidze, Robak, Sernas, to wszystko piłkarze, którzy wyróżniali się w ostatnich latach w Widzewie.


Jednak najbardziej w depresję wpędza piłkarską Łódź poziom (a właściwie jego brak) infrastruktury. Stadion ŁKS-u to ruina. Trybuna naprzeciwko słynnej Galery jest zamknięta od wielu miesięcy, a zastępuje ją prowizoryczna, sklecona z blachy i plastiku trybunka, z której nic nie widać. Na ostatnich derbach było na obiekcie przy Al. Unii niewiele ponad 3 tysiące kibiców. Najmniej w historii. Na Widzewie również nie jest lepiej. Choć stadion może pomieścić 10 tysięcy fanów, to ostatni raz niemal w 100% zapełnił się tylko raz. Przy okazji derbów w sezonie 11/12. Dziś na stadion przy Al. Piłsudskiego przybywa coraz mniej osób. Niestety obydwa obiekty odstraszają swoim wyglądem. To wstyd, że władze miasta i kolejni ludzie zarządzający obydwoma klubami nie postarali się o to, by był w mieście Tuwima choćby jeden normalny stadion. Podczas gdy w dużo mniejszych miejscowościach jak Lubin czy Kielce zbudowano nowe stadiony, to w Łodzi wciąż ich nie ma i możliwe, że jeszcze sporo czasu minie zanim się kibice doczekają nowoczesnych obiektów. To także powoduje, że futbol w centralnej Polsce upada. Brak odpowiedniej infrastruktury nie daje odpowiednich możliwości. Kluby się nie rozwijają i nie mogą zarabiać więcej, choćby na sprzedaży biletów.


Problemów można wymieniać i wymieniać. Nieudolność władz miasta, kibolstwo, złe zarządzanie klubami. Łódź stała się piłkarskim skansenem, który można odwiedzić jeśli chce się zobaczyć jak futbol w Polsce wyglądał w poprzednim wieku. Najgorsze jest to, że nie widać wciąż nikogo, kto by to zmienił. Dziennikarze piszą o tym jak jest źle, kibice organizują protesty pod urzędem miasta. Jednak wciąż wszystko pozostaje bez zmian. Wspominam z utęsknieniem czasy gdy Łódź była piłkarską ziemią obiecaną. Gdy idąc na mecz można było zobaczyć reprezentantów Polski i wierzyć w walkę o mistrzostwo. Wraz z wejściem w XXI wiek to wszystko upadło. Czy się zmieni? Oby, ale by tak się stało potrzeba wiele pracy i niestety, ale wiele szczęścia, a w sumie wręcz cudu. Bo nawet jeśli się coś ruszy do przodu to pamiętajmy, że obydwu łódzkim klubom reszta stawki uciekła już dawno temu. I nie mówię tutaj o Wiśle, Legii, Lechu czy Śląsku, ale i o tych mniejszych klubach. Szkoda, że tak wielki potencjał, został tak bezczelnie zgnieciony przez nieudolność wielu osób...


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)