Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Śląsk Wrocław upadnie? Sport znów przegrywa z polityką i wielką kasą

Śląsk Wrocław upadnie? Sport znów przegrywa z polityką i wielką kasą

Piłka nożna | 18 września 2013 18:23 | Przemysław Drewniak
Gdy w grę wchodzą pieniądze i polityka, kibice nie mają wiele do powiedzenia
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Gdy w grę wchodzą pieniądze i polityka, kibice nie mają wiele do powiedzenia

Wczoraj mediami piłkarskimi wstrząsnęła wiadomość, że Śląsk Wrocław, niedawny mistrz Polski, złożył wniosek o upadłość układową. Wydarzenie to jest kolejnym przejawem wyniszczającego dla spółki konfliktu pomiędzy jej dwoma udziałowcami – Zygmuntem Solorzem i miastem Wrocław. Co oznacza to dla drużyny z Dolnego Śląska? Czy możliwe, że w przyszłym roku Śląsk podzieli smutny los warszawskiej Polonii?


Gdy w 2008 roku właściciel Polsatu przejmował Śląsk, we Wrocławiu ze świecą trzeba było szukać kogoś, kto byłby z tego powodu niezadowolony. Ogromny majątek Solorza pozwalał sądzić, że rozpoczyna się nowa era w historii klubu. Czas, w którym po wielu latach Śląsk wyjdzie z cienia i znany slogan tamtejszych kibiców wreszcie się urzeczywistni. Szybko jednak okazało się, że miliarder z Radomia nie będzie wrocławskim Rinatem Achmetowem czy Bogusławem Cupiałem. Solorz nie zamierzał wykładać na klub z własnej kieszeni, a jego przejęcie wiązał wyłącznie z celem zwiększenia swojej fortuny. Biznesmen postawił sprawę jasno – Śląsk ma na siebie zarabiać.


Czy słyszeliście o jakimś w miarę solidnym europejskim klubie, który utrzymywałby się dzięki działalności postawionej tuż obok stadionu galerii handlowej? Trzeba przyznać, że to pomysł nietypowy, ale właśnie na takie rozwiązanie zdecydował się Solorz. Plan zakładał, że jego firma przygotuje plac pod budowę, a kredyt pobrany przez miasto pokryje jej koszty. Gdyby Solorzowi zależało w pierwszej kolejności na rozwoju klubu, pewnie postawiłby na wariant długofalowy i stworzenie akademii piłkarskiej z prawdziwego zdarzenia. Galeria handlowa oznaczała jednak szybszy zysk, który był głównym celem właściciela Polsatu.


Z biznesowego punktu widzenia nie można winić go za to, że na przejęciu Śląska zamierzał się przede wszystkim wzbogacić. Solorz potraktował klub tak jak każdy inny biznes. Zarzucić mu można jednak sposób, w jaki zawarł umowę z drugim udziałowcem, czyli władzami Wrocławia. Teraz miliarder domaga się od klubu 30 milionów złotych zwrotu kosztów, jakie firma Polsat Nieruchomości poniosła w związku z przygotowaniami placu budowy pod galerię. Władze miasta, które posiadają pozostałe 49% udziałów w klubie, twierdzą jednak, że wspomniany grunt należy do gminy, a nie do Śląska. Dlaczego więc Solorz domaga się pieniędzy od piłkarskiej spółki? Z miastem nie wiąże go żadna umowa, a zatem nie może on kierować swoich roszczeń do władz Wrocławia. Polsat przeprowadził interes nieudolnie, nie podpisując z Prezydentem Rafałem Dutkiewiczem żadnego porozumienia na wypadek fiaska budowy galerii, na które miasto ostatecznie nie otrzymało kredytu.


Od momentu, w którym okazało się, że galeria handlowa nie powstanie, minęło już kilkanaście miesięcy. Tyle samo czasu trwa patowa sytuacja pomiędzy udziałowcami, na której najwięcej traci klub. Solorz zapowiedział, że do rozwiązania sporu nie będzie wykładał pieniędzy na działalność drużyny piłkarskiej i konsekwentnie trzyma się swojego postanowienia. W efekcie dług Śląska wobec obu udziałowców i piłkarzy sięga już 50 milionów złotych i gdy skończą się pieniądze ze sprzedaży Waldemara Soboty, klub nie będzie miał za co funkcjonować. Wczorajsza wiadomość o ogłoszeniu upadłości układowej to odpowiedź Solorza na plany władz miasta, które chciały odebrać mu udziały poprzez zlicytowanie Śląska i przekazanie go w ręce nowego właściciela. Złożenie do sądu wspomnianego wniosku przekreśla taką możliwość. Drużyna bez przeszkód nadal będzie rozgrywała swoje mecze, ale jej przyszłość jest niepewna, bo ani Solorz, ani Dutkiewicz jak na razie nie zamierzają ustąpić.


Fatalna sytuacja finansowa Śląska póki co nie przekłada się na postawę drużyny na boisku. Zespół z Wrocławia nadal należy do ligowej czołówki, a niedawno występował w europejskich pucharach, gdzie wyeliminował silny Club Brugge. To efekt tego, że władze klubu nie zdecydowały się na wyprzedaż piłkarzy licząc na to, że udziałowcy dojdą w końcu do porozumienia. Kwestią czasu jest jednak odbicie się konfliktu właścicieli na grze podopiecznych Stanislava Levego. Wystarczą dwie-trzy kontuzje podstawowych zawodników, a dysponujący bardzo wąską kadrą czeski szkoleniowiec nie będzie miał kim ich zastąpić. Powiększające się zaległości także mogą wpłynąć negatywnie na postawę piłkarzy. Ale nawet jeśli jakimś cudem Śląsk odniesie w tym sezonie sukces sportowy, niewykluczone, że w następnym zabraknie go w gronie drużyn ekstraklasy. Już w tym roku klub z Wrocławia otrzymał licencję przede wszystkim za sprawą deklaracji, w której udziałowcy zobowiązali się do zapewnienia płynności finansowej. Teraz wiemy, że obie strony skłamały, by kupić sobie więcej czasu na rozwiązanie konfliktu.


Jaki jest najbardziej prawdopodobny finał tej sprawy? O ile Solorz walczy tylko o odzyskanie pieniędzy, dla miasta ta sytuacja ma także ogromne znaczenie wizerunkowe. Mieszkańcy Wrocławia, z których pieniędzy został wybudowany stadion na Maślicach, nie wybaczą swoim władzom, jeżeli te doprowadzą do upadku Śląska i narażą obiekt na wielomilionowe straty. Obie strony prędzej czy później powinny więc się dogadać, choć niewykluczone, że to miasto będzie musiało iść na ustępstwa.


Wiele do stracenia mają politycy, jeszcze więcej piłkarski Śląsk. A Solorz? Od czasu, gdy przejmował klub, do dziś jego majątek według magazynu Wprost wzrósł z 6,5 do 10,4 miliarda złotych. Zrezygnowanie z części pieniędzy, których domaga się od klubu, kosztowałoby go niewiele. Sport i kibice po raz kolejny przegrywają jednak w starciu z biurokracją, polityką i wielką kasą.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)