Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Chaos Borussii, porażka Chelsea, hat trick Messiego – środa w Lidze Mistrzów

fot. @The EFP / flickr.com

Chaos Borussii, porażka Chelsea, hat trick Messiego – środa w Lidze Mistrzów

Piłka nożna | 19 września 2013 02:46 | Michał Kozera

Drugi dzień Ligi Mistrzów nie zachwycił już gradem bramek, jednak zrekompensował ich brak kilkoma niespodziankami w starciach zespołów w grupach E-H. O tym, co działo się w Neapolu w mediach będzie głośno jeszcze długo. Fani Messiego mogą cieszyć się z jego hat tricka, natomiast w Londynie nastroje tego wieczoru będą skrajnie różne po meczach Arsenalu i Chelsea.

 

SSC Napoli 2:1 Borussia Dortmund
Wydarzenia, jakich byli świadkami kibice na stadionie w Neapolu, już po zakończeniu spotkania śmiało nadać powinny pojedynkowi łatkę hitu kolejki. Było kuriozalnie, chociaż zaczęło się spokojnie. Borussia próbowała bardzo szybko przejąć inicjatywę w meczu i przypieczętować to bramką, jednak włoska defensywa pozostała niewzruszona i śmiało radziła sobie z wyłączaniem z gry Lewandowskiego. Podobnie było po drugiej stronie boiska i tak do 29 minuty, kiedy widzieliśmy… w zasadzie erupcję wulkanu. Gonzalo Higuain głową sięgnął zagrywaną z kornera piłkę, otwierając tym samym wynik spotkania. Wybuchł Juergen Klopp – Niemiec miał pretensje do sędziego, który nie pozwolił Suboticiowi powrócić na boisko po udzielanej mu pomocy. Powód? Sędzia miał mieć zastrzeżenia co do opatrunku. W tym czasie Napoli otrzymało zielone światło na rozegranie piłki z narożnika rywali i, jak się okazało, objęcie prowadzenia. Klopp wpadł w prawdziwy szał, co możecie zobaczyć poniżej i co sędzia Pedro Proenca skwitował czerwoną kartką dla szkoleniowca. A to był początek problemów BVB. Dortmundczycy stracili wiele ze swej gry, po chwili musieli też pożegnać się z Matsem Hummelsem, który w ostatnich sekundach złapał uraz i musiał zejść z boiska. Na boisko wszedł Aubameyang, a do obrony zszedł Bender, który za kilka minut mógł czuć się winnym kolejnych wydarzeń. Długie podanie z głębi pola trafiło pod nogi Higuaina, który mając obrońcę za plecami ruszył w kierunku bramki Weidenfellera. Golkiper postanowił wziąć sprawy w swoje ręce – dosłownie, bo ruszył do przodu, opuścił pole karne i gdy Francuz chciał przelobować bramkarza, ten interweniował… rękoma. Czerwona kartka była tylko formalnością, a boisko musiał za rezerwowego Langeraka opuścić Błaszczykowski. Borussia została osłabiona w takim stopniu, że grad goli w drugiej połowie nie byłby niczym dziwnym. Tak się nie stało – mimo dominacji Azzurri zdobyli tylko jedną bramkę po świetnym trafieniu Insignie z rzutu wolnego. Co gorsza, mecz mógł zakończyć Langerak, którego interwencja poniosła jego głowę na spotkanie ze słupkiem – na szczęście rezerwowy już bramkarz mógł kontynuować spotkanie. Na osłodę koszmaru dla niemieckich fanów, w 87 minucie bramkę samobójczą postanowił sprezentować rywalowi Juan Zuniga. Bramka na 2:1 wlała nieco nadziei w serca zawodników w żółtych trykotach, jednak czasu było za mało i niewykluczone, że najgorsze spotkanie w sezonie Borussia Dortmund ma już za sobą, natomiast Napoli z niemałą pomocą rywala świetnie weszło w tegoroczną Ligę Mistrzów.

 

 

Olympique Marsylia 1:2 Arsenal Londyn
Po wczorajszych pewnych triumfach angielskich klubów, podtrzymać dzisiejszą passę dostały za zadanie kolejne dwa zespoły z Wysp. Swój obowiązek bez problemu wykonał Arsenal, który udał się do Marsylii by zmierzyć się z drugim zespołem Ligue 1. Już od początku meczu żadna z drużyn nie chciała okazać słabości i pierwsze minuty były dość gwałtowne. Akcję za akcją kreowali raz Arsenal, raz Olympique i choć z czasem tempo się uspokajało, piłkarze wciąż naciskali na rywali. Swoje szanse mieli Walcott i Ramsey, im jednak skutecznie przeszkadzali rywale. Szczęścia zabrakło Gignacowi, który mógł dośrodkowanie z rożnego przekierować do siatki, jednak piłka okazała się być modelem wyższych lotów. Remis po pierwszej połowie w równej mierze zadziałał na obie drużyny, które znów rzuciły się do ataku, znów jednak bez prędkich rezultatów. Na te przyszło czekać do 65 minuty, gdy piłkę jak na tacy dostał Theo Walcott, bez kompleksów pokonując niepokonanego dotąd Mandandę. Francuski bramkarz musiał ponownie wykonać nieprzyjemny obowiązek wyciągania piłki z siatki w 84 minucie, kiedy fantastycznie w bramkę huknął Aaron Ramsey, którego strzał po lekkim kontakcie z nogą rywala odnalazł drogę do bramki. Walijczyk nie ustrzegł się niestety i błędu, kiedy faulem na Jordanie Ayewie doprowadził do rzutu karnego, którego obronie nie podołał Wojciech Szczęsny. Tym samym faulowany Ayew ustalił wynik spotkania na 2:1, identycznym jak w drugim meczu grupy F.

 

Chelsea Londyn 1:2 FC Basel
Środa zaowocowała jeszcze jednym spotkaniem, zakończonym takim rezultatem. Tym razem wynik wydaje się być nieco zaskakujący i od „zwycięstwo FC Basel” o wiele lepiej zabrzmi „porażka Chelsea”. Zamiast nazwy londyńskiego klubu można by użyć również nazwiska Jose Mourinho, który w fatalnym stylu rozpoczął kolejną przygodę w Champions League. Pierwszą połowę można zapisać na konto gospodarzy, którzy śmiało atakowali na bramkę Yanna Sommera. Udało się coś zdziałać dopiero przed zejściem do szatni – prostopadłe podanie do Oscara skierował Lampard, a Brazylijczyk bez problemu wsadził piłkę obok bramkarza. W drugiej połowie szansę na poprawę rezultatu The Blues mieli przede wszystkim na początku, jednak wszelkie okazje pozostały niewykorzystane. A następnie zaczęły się mścić. Najpierw w 71 minucie, kiedy to Salah wskazał Cechowi miejsce w szeregu, dając FC Basel remis po bardzo dobrej akcji. Gospodarze stracili swoją werwę, a goście zaczęli śmiały marsz ku zwycięstwu. Litości nie było – w 82 minucie dośrodkowanie z rzutu rożnego strzałem głową na prowadzenie zamienił Marco Streller. Bonus do motywacji? A jakże – Szwajcarzy nie chcieli na tym poprzestać i kontrowali co raz groźniej. Chelsea chciała coś zdziałać, jednak nawet świetnie dysponowany Oscar nie mógł nic zrobić w obliczu rozpaczliwych ataków na zmotywowaną obronę gości. Ci wracają do domu z trzema punktami i nadziejami na świetny wynik w całych rozgrywkach. Póki co, jest drugie miejsce.

 

Schalke 04 Gelsenkirchen 3:0 Steaua Bukareszt
Pierwsze miejsce w grupie E wpada w ręce piłkarzy z Gelsenkirchen po zdecydowanym, trzybramkowym zwycięstwie nad Steauą Bukareszt. Nie zanosiło się na tak wysoki wynik, ale już poprzednie mecze pokazały, że worki bramek otwierają się w drugich połowach. Zanim jednak do tego doszło mieliśmy pokaz przewagi Schalke, która kontrolowała spotkanie i nie dopuszczała przyjezdnych do głosu. Sami zresztą też nie sprawiali wrażenia zmotywowanych do rozstrzeliwania rywala, bo akcji bramkowych było znacznie mniej niż w innych spotkaniach. Miłą odmianą bez wątpienia była szansa Steauy, kiedy to z daleka huknął Cristian Tanase, wypróbowując możliwości bramkarza Schalke. Timo Hildebrand zdał egzamin bez zarzutu, broniąc trudny strzał. Druga połowa nieco rozruszała mecz, bo zaczęły padać bramki. Pierwsza – dość zaskakująca. Uchida uderzył piłkę z prawego skrzydła tak, że wskazywałoby to na dośrodkowanie. Inny zamysł musiał mieć sam piłkarz, bo futbolówka poleciała do bramki i na tablicy wyników Schalke otrzymało „1”. Długo taki stan się nie utrzymał, jedenaście minut później swoje trafienie dołożył Kevin-Prince Boateng, a pięć minut przed końcem wynik meczu ustalił Julian Draxler, dając też niemieckiej ekipie start do tegorocznych rozgrywek z pierwszego miejsca i wysyłając jasny sygnał w kierunku rywali. Czy w tej sytuacji szczególnie obawiać powinna się… Chelsea?

 

FC Barcelona 4:0 Ajax Amsterdam
O wiele bardziej przewidywalne spotkanie zafundowała swoim fanom na własnym boisku FC Barcelona. Oczy wszystkich zwrócone były znów na Neymara, który to debiutował w Lidze Mistrzów, na europejskim poziomie. Jak sobie poradził? Bardzo dobrze, Brazylijczyk ma na koncie pierwszą asystę, którą na bramkę zmienił Gerard Pique. Zanim to jednak miało miejsce swoich fanów starał się zadowolić Leo Messi. Od Argentyńczyka kibice oczekiwali strzelenia przynajmniej tylu goli, ile we wtorek zdobył Cristiano Ronaldo. Udało się, a początek kompletowania hat tricka miał miejsce w 22 minucie, kiedy napastnik Barcelony zdobył swoje drugie trafienie z rzutu wolnego w Lidze Mistrzów i pierwsze dla Barcelony w tej edycji rozgrywek. Wynik poprawił dopiero w drugiej połowie, kiedy zmylił obronę rywala i śmiało wpakował drugiego gola. W 69 minucie przyszedł czas na świetną wrzutkę Neymara, która wylądowała na głowie Pique. 3:0 stało się faktem, ale Blaugranie nie było mało. Na kwadrans przed końcem spotkania trzeciego gola w meczu zdobył Messi, a mecz zakończył się wynikiem 4:0. Nie oznacza to jednak, że Ajax Amsterdam w trakcie 90 minut nie wyprowadził nawet jednej akcji. Na szpicy ataku holenderskiego klubu robił co mógł Bojan Krkic. Najwięcej powiedzieć próbowali goście w pierwszej połowie, kiedy kilka akcji znalazło drogę dalej, niż do nóg stoperów mistrzów Hiszpanii. Niestety dla gości, w tym meczu na szczególnie dobrą notę zapracował sobie Victor Valdes, broniąc strzał van Rhijna, a na koniec meczu wyjmując karnego Sigthorssona.

 

AC Milan 2:0 Celtic Glasgow
To gracze Milanu wskazywani byli jako faworyci spotkania z Celticiem Glasgow. Jak niełatwym rywalem są Szkoci przekonało się już wiele piłkarskich potęg, jednak ofensywa złożona z Balotelliego czy Robinho śmiało przechylała szalę na korzyść Włochów. Jak się okazało podczas meczu – tylko na papierze. Mecz nie dał kibicom wiele frajdy, a pierwsza połowa była naprawdę senna. Do tego stopnia, że głównymi, wartymi wyróżnienia, sytuacjami są decyzje sędziego. Mogliśmy ujrzeć między innymi wolny pośredni z pola karnego Milanu, który zakończył się na murze złożonym z graczy Rossonierich. Pod koniec pierwszej części spotkania nieco ożywiła się ofensywa gospodarzy, jednak na tyle nieskutecznie pracowały nogi m.in. Balotelliego, że do szatni obie drużyny zeszły bez utraty bramki. Po powrocie na boisku zaczęło się dziać trochę więcej. Zaatakował Celtic, nękając wreszcie Abbiatiego. Jednak znów zemściły się niewykorzystane sytuacje, a stało się to w dość nieszczęśliwy sposób – mocny strzał Zapaty trafił w nogę Izaguirre i piłka rykoszetem wpadła do siatki Forstera. Pierwsza bramka tego spotkania padła dopiero w 82 minucie, jednak przełamała gospodarzy na tyle, że Ci dwie minuty później zdobyli kolejną bramkę – tym razem zupełnie samodzielnie. Z wolnego próbował zagrozić Balotelli i choć bramki nie strzelił, to pośrednio zadanie wykonał, bo wybita przez Forstera piłka trafiła na Muntariego, który ustalił wynik meczu na 2:0.


Austria Wiedeń 0:1 FC Porto
Tylko jedną bramkę ujrzeliśmy w Wiedniu, a padła ona przeciwko gospodarzom, którzy awans nie tylko wypracowali ligowymi sukcesami, ale również wywalczyli w fazie eliminacyjnej. I chociaż po rywalach na podobnym poziomie można spodziewać się otwartego i efektywnego futbolu, spotkanie porażało nieskutecznością i brakiem pomysłu na grę. Ciężko przytoczyć akcje, które mogły przyspieszyć puls kibiców przed telewizorami i bardzo prawdopodobne, że nawet gol tego nie osiągnął. Ten zresztą przyszedł dopiero w drugiej połowie, kiedy dogranie z lewego skrzydła w bramce umieścił Lucho Gonzalez, dając prowadzenie Portugalczykom. Gol obrazu meczu nie zmienił, chociaż nieco dalej w atakach posunęli się gospodarze. Szanse miał Royer w akcji sam na sam, potem kilka piłek znajdowało się groźnie blisko linii bramkowej FC Porto, jednak tak jak zabrakło polotu, tak też niedobór był bramek.

 

Atletico Madryt 3:1 Zenit St. Petersburg
Wiele lepsza druga połowa towarzyszyła nam również podczas spotkania w Madrycie, gdzie Atletico podjął rosyjski Zenit. W składzie Hiszpanów rozkręca się David Villa, którego wartość rynkowa, mimo sprzedaży za absurdalne 5 milionów, nadal rośnie. Rośnie również zagrożenie z jego strony, o czym doskonale wiedzieli piłkarze Luciano Spallettiego, zdecydowanie wyłączając z akcji Hiszpana. Włoch, wydawało się, że dobrze przygotował swoich piłkarzy, którzy przetrwali pierwsze piętnaście minut ataków Atletico, by potem móc zacząć samemu nękać rywala. Chociaż próby były miłe dla oka, to brak skuteczności postanowił wkrótce dać o sobie znać i dopuścić do głosu gospodarzy, którzy w 40 minucie otworzyli wynik po rzucie rożnym, wykończonym przed Mirandę. Kilka minut w szatni dobrze zadziałało na przegrywających graczy Zenitu, którzy o wiele lepiej zaczęli konstruować akcje. Na efekty przyszło poczekać kilkanaście minut – w 58 minucie Hulk przejął piłkę pod polem karnym Curtoisa i pokonał hiszpańskiego bramkarza, wyrównując wynik. Zenit zyskał siły, które próbował przekuć w kolejną bramkę, niestety zakończyło się wyłącznie na próbach. Dużo lepiej poszło to graczom Atletico, którzy gdy wreszcie wrócili do przewagi, zaczęli strzelać. W 64 minucie kopanina w polu karnym Zenitu zakończyła się strzałem Turana, dającym prowadzenie gospodarzom. Na 10 minut przed końcem wynik ustalił Leo Baptistao, nieco wbrew zamiarom kolegów z drużyny przechwytując podanie i umieszczając piłce w siatce.

 

Grupa E
Chelsea Londyn - FC Basel 1:2 (1:0)
Oscar (45) - Mohamed Salah (71) Marco Streller (81)

 

Schalke 04 Gelsenkirchen - Steaua Bukareszt 3:0 (0:0)
Atsuto Uchida (67), Kevin-Prince Boateng (78), Julian Draxler (85)


Grupa F
SSC Napoli - Borussia Dortmund 2:1 (1:0)
Gonzalo Higuain (29), Lorenzo Insigne (67) - Juan Zuniga (87-sam.)

 

Olympique Marsylia - Arsenal Londyn 1:2 (0:0)
Jordan Ayew (90+2 – k.) - Theo Walcott (65), Aaron Ramsey (83)

 

Grupa G
Austria Wiedeń - FC Porto 0:1 (0:0)
Lucho Gonzalez (55)

 

Atletico Madryt - Zenit St. Petersburg 3:1 (1:0)
Miranda (40), Arda Turan (64), Leo Baptistao (80) – Hulk (58)

 

Grupa H
AC Milan - Celtic Glasgow 2:0 (0:0)
Emilio Izaguirre (82), Sulley Muntari (85)

 

FC Barcelona - Ajax Amsterdam 4:0 (1:0)
Lionel Messi (22, 55, 75), Gerard Pique (69)

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)