Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Sporty zimowe Z wiatrem pod narty: Klingenthal, czyli czasem słońce, czasem deszcz

Z wiatrem pod narty: Klingenthal, czyli czasem słońce, czasem deszcz

Sporty zimowe | 25 listopada 2013 12:13 | Michał Chmielewski


W ciągu trzech dni w Klingenthal na opak było wszystko, co tylko możliwe. Skoczkowie odmówili startu, zimy szukali w ćwierć-górach, a plastron lidera ubrał pół-debiutant. I tylko jedno pozostaje bez zmian: Znów w reżyserkę zabawił się wiatr.

 

Michał Chmielewski: Za nami weekend wrażeń, co? W kraju napięcie jest porównywalne z tym, co obserwowaliśmy za czasów Małyszomanii. W mediach aż huczy. Ciągle mówi się o sile polskiej ekipy i – jak widać – zawodnicy to potwierdzili. Te trzy dni pokazały siłę naszych Orłów. Czterech w dziesiątce, drużyna walczyła o podium. Jest pozytywnie!


Dominik Wardzichowski: Tak dobrego startu polskiej ekipy chyba nikt się nie spodziewał. Dochodziły do nas informacje, że okres przygotowawczy przebiegał znakomicie - podobno Łukasz Kruczek i jego zawodnicy nie mogli na nic narzekać. Inauguracja Pucharu Świata zawsze jest niewiadomą. Nasi skoczkowie udowodnili, że są piekielnie mocni już na starcie.


Jestem tym mocniej zaskoczony, kiedy przypomnę sobie zeszły okres przygotowawczy. Też miało być świetnie, a dopiero po TCS sytuacja się unormowała...


Wtedy nasza ekipa nie trafiła z doborem sprzętu i dopiero po odpowiednich korektach wszystko odpaliło. Teraz Kruczek mówi, że cała kadra jest pod tym względem mocno do przodu i wszystkie problemy zostały rozwiązane znacznie wcześniej. Musimy jednak pamiętać, że to jest sezon olimpijski i wszyscy nastawiają się na Soczi. Właśnie tak zorganizowane są przygotowania największych ekip.


No właśnie, czy przypadkiem nie jest aż za dobrze? Ubiegłe lata pokazały, że hegemoni pierwszego periodu nie tylko nie dominowali na Czterech Skoczniach, ale w następnych zawodach znikali wręcz w odmętach trzecich dziesiątek. Tak było choćby z Koflerem, który początki sezonu miał w ostatnich latach wyborne.


Jako Polacy jesteśmy mistrzami świata w pompowaniu balonika. Wystarczył jeden świetny konkurs i wszędzie słychać głosy zachwytu nad reprezentacją. Łukasz Kruczek ze swoim sztabem doskonale wie co robi i myślę, że trzeba mu zaufać. Oczywiście jest obawa, że ta forma przyszła zbyt szybko, ale bardziej traktowałbym to jako głód skakania na śniegu.


No niestety, polskie dziennikarstwo aż kipi od przesadnego budowania oczekiwań. Ze swojej strony mogę tylko apelować o spokój, jaki powinniśmy zapewnić szczególnie Piotrkowi i Krzyśkowi. Pierwszy, owszem, poreklamował paluszki, pośmiał się z Wojewódzkim, ale teraz jest sezon i najważniejsze są Igrzyska. Chłop ma skakać, a nie błyszczeć elokwencją. Jeśli mowa o niedzielnym bohaterze – trzeba dać mu czas. To świeżak, choć skakanie idzie mu teraz więcej niż dobrze. Mimo wcześniejszych planów Biegun na pewno pojedzie do Finlandii – nie wyobrażam sobie wycofywania z ekipy lidera PŚ. Plany są po to, żeby je zmieniać.


Powiedz lepiej, jak Ci się widzi rozpoczęcie w Centralnej Europie? Decyzję podjęto w Dubrovniku kilka miesięcy temu. Równie dobrze w Klingenthal mogło teraz leżeć pół metra śniegu. Ale nie leży, stąd zastanawiam się, czy nie zostać jednak na północy kontynentu, na którym... przypomnijmy sobie Lillehammer w listopadzie. Niby Norwegia, a śnieg wyglądał jeszcze gorzej niż w Niemczech. Jest jakiś złoty środek?


To była bardzo ryzykowana decyzja, żeby rozpoczynać PŚ w Niemczech, ale organizatorzy zrobili wszystko, żeby jak najlepiej przygotować skocznie do zawodów. Przy dzisiejszych technologiach wszystko jest możliwe, ale nie da się ukryć, że w pełni zimowa aura dodaje uroku skokom narciarskim.


Czyli jesteś przeciwny skokom na Narodowym?


Nie, przeciwny nie. Taką imprezę trzeba potraktować zupełnie inaczej. Jako akcję marketingową. Myślę, że takie widowisko spodobałoby się kibicom, a atmosfera byłaby nieziemska. Na pewno nie włączyłbym tego do rywalizacji PŚ.


O tym przyjdzie czas jeszcze pogadać. Na Vogtland Arenie dwa konkursy absolutnie loteryjne, a w nich niespodzianek tyle samo, co i "normalnych" wyników. Jeśli chodzi o drużynówkę, spodziewałem się świetnych Niemców, przypuszczałem formę Słoweńców, ale Japończycy zaskoczyli mnie po całości. W szczególności Ito. Bo Nori jak to Nori – ponadczasowy. Nie wiem, czy ktoś to kiedyś sprawdzał, ale Kasai debiutował jeszcze w latach 80'. Masz jakieś rozczarowania weekendu?


Zdecydowanie postawa Austriaków w konkursie drużynowym. W poprzednim sezonie w PŚ też nie błyszczeli, ale wygrali drużynowe mistrzostwo świata. Na minus trzeba również zapisać postawę Bardala i Schlierenzauera. którzy postanowili zrezygnować ze skakania w konkursie indywidualnym. To ewenement i nie przypominam sobie, żeby takie zachowanie miało miejsce wcześniej w PŚ. Plany pokrzyżował też wiatr i dynamika rozgrywania konkursów, której po prostu nie było - zawody przeciągały się w nieskończoność. To z pewnością nie poprawia medialnego odbioru skoków...


Tak, to były emocje jak przy zbieraniu porzeczek. Słyszałem, że ktoś z ekipy Austriaków ganiał Hofera po miasteczku zawodników. A decyzja Gregora i Andreasa? Kontrowersyjna, choć jak najbardziej prawidłowa. Jak pierwszego za cholerę nie lubię, myślę, że postąpili słusznie. Czego nie można powiedzieć o jury. Super, że wygrał Biegun, poważnie. Ale tego konkursu nie powinno w ogóle być. Tak było 10 lat temu, bez komputerowych inii czy przeliczników za belki. Ale telewizja...


Pucharowa karuzela dopiero się rozkręca i na znaczące podsumowanie trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Na razie cieszmy się tym co mamy, jest na prawdę świetnie i oby tak dalej!


Za tydzień lecimy do Kuusamo, a tam znów reżyserem mogą być fronty atmosferyczne. Na ten drugi przypadek jesteśmy zabezpieczeni czterema „naszymi” w dziesiątce, którzy udział w konkursie mają gwarantowany. Rukę odczarować musi też Kamil. Najpierw w kwalifikacjach.

 

MICHAŁ CHMIELEWSKI

TWITTER: @chmielsoft

 

DOMINIK WARDZICHOWSKI

TWITTER: @dwardzich22

Kategoria: Sporty zimowe
Komentarze (0)