Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Sporty zimowe Z wiatrem pod narty: Najlepszy turniej od lat
Austriaccy kibice mają powody do radości
fot. Flickr
Austriaccy kibice mają powody do radości

Z wiatrem pod narty: Najlepszy turniej od lat

Sporty zimowe | 06 stycznia 2014 19:21 | Michał Chmielewski

Wspaniale, fenomenalnie, zachwycająco – tak w skrócie opisać można styl, w jakim Thomas Diethart zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni. Po triumfie w Bischofschofen nikt nie miał wątpliwości, że jego największy konkurent Ammann znów obejdzie się smakiem. O nowej sytuacji w skokach rozmawiam z Piotrem Majchrzakiem ze Skijumping.pl.


Michał Chmielewski: Ciężko jest ochłonąć po turnieju takim, jakiego świadkami byliśmy w tym sezonie. Cztery skocznie zawsze wiązały się z dużymi emocjami, ale ostatnie kilka dni było absolutnie wyjątkowe. Przyznaj się, słyszałeś o Dietharcie przed konkursami w Engelbergu?

 

Piotr Majchrzak: Myślę, że niewiele osób, które na codzień interesują się skokami słyszało o kimś takim jak Thomas Diethart. Eksplozja jego formy była zaskoczeniem nie tylko dla Austriaków, ale i niego samego. Mało kto wie, że skoki to dla niego lata wyrzeczeń i trudu wkładanego nie tyle w trenowanie, co dotarcie do samej skoczni. Wiedziałeś że chłopak na treningi musiał dojeżdżać ponad 150 kilometrów?


Być może właśnie to ukształtowało jego sportowy charakter. Przed pierwszą próbą na jego twarzy malowało się coś zupełnie nie do odczytania. Sądziliśmy, że to strach. Nic bardziej mylnego - Thomas zachował zimną krew i jak profesor przypieczętował swoje życiowe osiągnięcie. Ten nieznany szerzej skoczek zamknął marzenia Ammanna. Nie wiem czy po takim ciosie Simon podniesie jeszcze rękawicę z logiem TCS.

 

Z zachowaniem pewnych proporcji można powiedzieć, że Simi przeżywa to, co Adam Małysz podczas Igrzysk w Salt Lake City i Vancouver. Tego ostatniego skalpu w karierze skoczka narciarskiego nadal mu brakuje i być może 62. TCS był ostatnim w jego przygodzie ze skokami. Nie sądzę jednak, by ta przegrana mogła go załamać. Szwajcar jest doświadczonym zawodnikiem, skacze dla przyjemności, a nieliczne porażki tylko napędzają go do ciężkiej pracy. Może najwyższy czas popracować nad lądowaniem...

 

...a wtedy nikt nie zastanawiałby się, po co na skoczni są sędziowie stylowi. Najpierw dwie 20. dostaje Żyła, dziś wszystkich oszukuje Szwajcar. Choć konkursy były piękne, uważam, że to kolejny cios, który w twarz wymierza sobie FIS. Tak czy inaczej - z pomocą arbitrów czy bez niej gwiazda Helwetów może znów zabłysnąć na olimpijskim niebie. Nie podejrzewam, że aktualna czołówka w komplecie dociągnie do Soczi.

 

Na Igrzyskach presja jest ogromna. Kto może sobie z nią radzić lepiej niż czterokrotny złoty medalista? Obecnie na czele stawki klarują nam się trzy nazwiska: Morgenstern, Diethart i właśnie Simon Ammann. Historia jednak pokazuje, że najlepsi z Turnieju miewają kłopoty w najważniejszych konkursach sezonu. Jestem zdania, że za miesiąc w Soczi brylować powinni Ci, którzy teraz schowali się w drugim rzędzie. Mocny będzie Gregor Schlierenzauer, a i Kamil Stoch pokazał, że wie jak wygrywać na ważnych imprezach. Nie skreślam też Andersa Bardala. Myślę, że właśnie ta trójka może rozdzielić między sobą miejsca na podium. Każdemu z nich odrobinę brakuje do ideału, forma nie jest zbyt równa, ale przed nimi kilka konkursów, w których mogą złapać odpowiedni wiatr. Może nie w żagle, ale pod narty na pewno!

 

Miał rację Łukasz Kruczek mówiąc, że konkursy w Engelbergu nie były odzwierciedleniem rzeczywistej formy jego podopiecznych. Polacy już niemal tradycyjnie na Czterech Skoczniach chowają się w cieniu, a najwyższą dyspozycję łapią dopiero w drugiej części sezonu. Nie chcę używać słów takich jak "zawód" czy "porażka", ale wiecznie pompujące balonik media bardzo rozbudziły oczekiwania kibiców. Jeśli podsumować ostatni czas pod kątem naszej reprezentacji, to z jasnej strony spisał się tylko Klemens Murańka. Kot, Żyła i Kubacki skakali absolutnie poniżej oczekiwań. Kamila z kolei przed powszechnym narzekaniem uratowało podium na Bergisel. Przed nami konkursy na mamucie w Bad Mitterndorf, a później pucharowa karuzela zawita nad Wisłę. Czy ktoś powinien w tym czasie udać się na spokojny trening?

 

Jak to zwykle bywa, Polacy w TCS prezentują się znacznie poniżej oczekiwań. Złośliwi twierdzą, że winowajcami są suto zastawione świąteczne stoły. To oczywiście żart, ale śmiało pokazujący pewien trend obecny od kilku lat. Polacy zaczynają skakać bardzo dobrze od konkursów w Zakopanem. Ten weekend w stolicy polskich Tatr zawsze pozytywnie ich nakręca. Ciężko powiedzieć, czy ktokolwiek potrzebuje teraz spokojnego treningu. Kruczek ma plan, który realizuje od dobrych kilku lat. Na ten moment nikt nie prezentuje się na tyle źle, że wymaga stosowania drastycznych kroków. Przykład Piotra Żyły pokazuje, że potrzeba tylko jednego czy dwóch treningów do tego, by wiele elementów wróciło do normalnego stanu.

 

Wspomniałeś wcześniej o Kulm. Jak wiadomo jest to obiekt mamuci, na którym błędy od razu dają ogromne przełożenie na uzyskiwane odległości. Zobaczymy jak tam zaprezentują się nasi zawodnicy. Jeżeli jakieś problemy zostaną uwypuklone przez tak dużą skocznię, być może dojdzie do korekt w treningu. Ale pamiętajmy, że miesiąc to już bardzo mało czasu na zmiany.

 

W Wiśle chyba wciąż ufają powiedzeniu o trzech razach. Po odwołanych Mistrzostwach Polski i Pucharze Kontynentalnym niewielu jednak naprawdę wierzy, że aura stanie po stronie Polaków. Jeśli temperatury storpedują konkurs, FIS może na zawsze skreślić Malinkę z kalendarza. To byłaby ironia losu - odwołać konkursy, o które tak mocno walczyliśmy. Podobno gdzieniegdzie kwitną już kwiaty. Oby jak najszybciej równie kwitnąco wyglądała forma naszych Orłów.

 

PIOTR MAJCHRZAK

TWITTER: @MajchrzakP

 

MICHAŁ CHMIELEWSKI

TWITTER: @Chmielsoft

Kategoria: Sporty zimowe
Komentarze (0)