Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Sporty zimowe Znieść gorycz porażki
A mówią, że to 4. miejsce jest najgorsze dla sportowca...
fot. Facebook
A mówią, że to 4. miejsce jest najgorsze dla sportowca...

Znieść gorycz porażki

Sporty zimowe | 19 lutego 2014 23:24 | Michał Chmielewski

Koen Verweij nie wyglądał w Soczi na człowieka, który ze srebrnego medalu olimpijskiego mógłby być zadowolony. Przegrać jako faworyt o trzy tysięczne części sekundy nie może być pozytywnym przeżyciem. W biegu na 150000 centymetrów przegrał o zaledwie… 4. Lata wyrzeczeń, miesiące zapieprzania i hektolitry potu wylane na treningach starczyły tylko (lub aż) na drugie miejsce. Czy z bycia drugim na świecie można być niezadowolonym? Owszem, jeśli tygodniami w głowie mieliło się doniesienia rodzimych mediów o swoim pewnym triumfie. Również osobiste ambicje wpływają na reakcje podobne do tych prezentowanych na lodzie przez Verweija. A jego posępny wyraz twarzy na pewno przejdzie do historii.

 

Gdybym po skończonej rywalizacji ustawił panczenistów wg ich wyrazu twarzy, Holender wylądowałby na przedostatniej pozycji. Tak zniesmaczonego i zdegustowanego człowieka widziałem ostatnio na meczach polskiej Ekstraklasy. Ale tam to co innego – normalka. Ale na Igrzyskach Olimpijskich? Wicemistrza? Rozumiem, że nie tryska radością, że przegrał z jakimś kolesiem z dziwnego kraju, gdzie nie mają nawet toru Polakiem, ale – do cholery – właśnie stał się częścią olimpijskiej legendy! Srebro mniej się świeci?

 

Oliwy do ognia dolały tamtejsze media. Panczeniści są w Holandii niczym półbogowie. Ulubioną i najbardziej popularną dyscyplinę śledzą w tym jakże górzystym państwie setki tysięcy ludzi. Nic dziwnego, że po „zaledwie” srebrze pomarańczowi (ze złości?) dziennikarze stracili rozumy. „De Telegraaf” posłużył się nawet nauką, by udowodnić światu, iż ten cały Brutka (?) powinien być drugi. O jedną tysięczną! Argument, według Holendrów solidny, tkwi w precyzyjnych wyliczeniach. Jak cytuje ich krajowego sędziego czasowego Onet.pl, Prędkość dźwięku w powietrzu o temperaturze 10 stopni Celsjusza wynosi 338 metrów na sekundę, co oznacza różnicę około 0,0011 s na metr. Jeżeli weźmiemy pod uwagę odległość czterech metrów od głośnika, która różniła dwóch zawodników, wówczas wychodzi na to, że lepszy czas netto o 0,004 sekundy uzyskał zawodnik startujący z wewnętrznego toru. Według takiej analizy, gdyby liczyć czas netto, Polak przegrałby rywalizację o złoty medal o 0,001 sekundy. Jak widać nie tylko złota Holendrzy w tym wypadku nie mają, ale i zwykłego, najzwyklejszego honoru. I żeby to widzieć, nie trzeba być wcale rodakiem triumfatora.

 

A może to bzdura, że najgorszym dla sportowca jest miejsce czwarte? Może w ogóle rozdawane powinny być tylko medale złote, a całą resztę stawki niech zsyła się na wieczną hańbę i poniżenie? Nie dalej jak dwa lata wcześniej w Londynie podobnym arcydziełem mimiki popisała się Amerykanka McKayla Maroney. Biedactwo też z sodą w głowie pojechało po złoto. Tym, którzy za dużo naoglądali się Michaela Phelpsa, doradziłbym odtworzenie nagrania z indywidualnego konkursu skoków na dużej skoczni. Tam znajduje się przykład, jak można cieszyć się ze srebnego medalu Igrzysk Olimpijskich. Niezależnie od swojej sytuacji i typowań bukmacherów.

 

Źródło: chmielewski.blog.pl

Twitter: @chmielsoft

Kategoria: Sporty zimowe
Komentarze (0)