Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Sporty zimowe Kamil, jakiego znowu mamuta?!

Kamil, jakiego znowu mamuta?!

Sporty zimowe | 30 marca 2014 11:56 | Michał Chmielewski
Najmłodszy z mamutów
fot. Michał Chmielewski
Najmłodszy z mamutów

- Zamiast organizować skoki na Stadionie Narodowym, lepiej dołożyć parę milionków i zbudować mamuta – powiedział na jednej z konferencji prasowych Kamil Stoch, czym jasno pokazał swój stosunek do kontrowersyjnej imprezy. O ile niechęć do lotów w granicach 60-70 metrów jest z perspektywy narciarza całkiem zrozumiała, o tyle pragnienie budowy w Polsce „olbrzymki” już nieszczególnie. A zwłaszcza będąc skoczkiem polskim, wychowywanym na zdezelowanych, ledwo dopuszczonych do użytku obiektach.


Co dałby nam taki potężny, górujący nad jakimś górskim miasteczkiem mamut? Światowy splendor i poklask – to bez cienia wątpliwości. Ostatniego mamuta do użytku oddano przecież w czeskim Harrachovie i było to w niepamiętnym prawie roku 1979. Trzydzieści pięć lat temu. Budowa tak dużej skoczni (bo jak budować, to już raczej z chęcią zgarnięcia rekordu świata?) na pewno przyczyniłaby się do organizacji Mistrzostw Świata. Co prawda w lotach, ale zawsze coś. Tę imprezę przyznaje się poza małymi wyjątkami na przemian. Bez wielkiej filozofii – co 10 lat wracamy w to samo miejsce. Gdyby do tego towarzystwa przyłączyć i Polskę, do Wisły i Zakopanego dopisano by kolejną naszą miejscowość z Pucharem Świata. Odremontowaną Vikersund FIS bardzo polubił. Naszą też by polubił. Choć nie pokazał tego ostatni sezon, gdzie z różnych względów konkursy lotów ograniczone zostały do absurdalnego minimum, międzynarodowa federacja prędzej czy później zbrata się z fruwaniem na dobre. Zróżnicowania kalendarzy chcą nie tylko działacze, ale i sami skoczkowie, o czym powiedział na łamach skijumping.pl Maciej Kot. Jego zdaniem w sezonie powinny mieć miejsce zawody zarówno na obiektach 90-metrowych, jak i właśnie na tych największych. I chociaż kwestia maluszków jest dość wątpliwa, mamuty aż same proszą się o ich wykorzystywanie.

 

Jest ich tylko pięć, i aż pięć. Nie każda rokrocznie staje się areną zmagań skoczków z Pucharu Świata. Innych ugościć nie może, bo zabraniają tego przepisy FIS. Nawet trenować nie wolno! To po cholerę mielibyśmy stawiać kolosa, który do życia powoływany byłby raptem raz na dwa lata? I to oczywiście w najlepszym przypadku, bo np. harrachovski Čerťák miał konkursy w 1996, potem po pięciu latach w 2001 i 2002 (MśwL), a kolejny raz dopiero w 2008. Tak, wiem. Wszyscy powiedzą w ripoście, że tam wieje i to dlatego Czesi dostępują takiego zaszczytu tak rzadko. Dobrze. Tauplitz: 2000 – 2003 – 2005 – 2006 – 2009 – 2010. Oberstdorf dopiero od 2008 roku ma loty co roku, ale było to spowodowane dużym zainteresowaniem ze strony sponsorów, a także organizacją w Niemczech FIS Team Tour. Wcześniej, przed początkiem udanej serii, konkursy na skoczni im. Heiniego Klopfera widziano tam w 2004, a jeszcze wcześniej w 2001. Z mniej więcej taką samą częstotliwością przez harmonogramy rozgrywek przewijało się przed przebudową Vikersund. Dolina Planicy to – jak wiadomo – zupełnie inna bajka. Jako jedyna może poszczycić się regularnością.

 

Ile by to tych „milionków” kosztowało? Jakieś 15. Tylko nie w złotówkach, ale w euro. Nawet, jeśli trochę mniej, całkowite kwoty oscylować będą ok. 40-50 mln złotych. Te sumy wziąłem prosto z danych dot. rekonstruowania Vikersundbakken. Nie możemy zapomnieć, że taki kolos musi być utrzymywany. Nikt nie mówi o myciu krzesełek co dwa dni i koszenia trawy jak na kortach Wimbledonu, ale raz na jakiś czas pewne prace wykonywać trzeba.

 

Nie chcę się zastanawiać nad dokładnymi rachunkami, ale jeśli podzielić te 50 kawałków przez kwotę budowy małych skoczni dla dzieci, otrzymujemy takich kompleksów ok. 15. Za te pieniądze mogłyby również powstać dwie rewelacyjnie wyposażone skocznie normalne. I od biedy Puchar Świata można zrobić, i większość młodzieży jak znalazł da się przeszkolić. Na mamucie jakiekolwiek rozwijanie talentów jest niemożliwe. Tych miejsc, w których adepci fruwania na dwóch deskach są w stanie naśladować swych idoli, za wiele nad Wisłą nie ma. Ze skoczni normalnych mamy tylko Skalite – Średnia Krokiew została bez homologacji (przestarzały profil), po przerdzewiałym karpackim Orlinku chadzają fani wspinaczki, a Lubawki lepiej nie pokazywać publicznie. Nie tak dużo lepiej stoimy w kwestiach najmniejszych centrów szkoleniowych. Dlatego zastanawiam się, co miał na myśli Stoch prosząc o zbudowanie mamuta? Polskie skoki to kolos na glinianych nogach, o czym powiedział zresztą niedawno jeden z trenerów kadry. Zamiast tego kolosa tuczyć, warto najpierw glinę zastąpić betonem.

 

źródło: chmielewski.blog.pl 

AUTOR ĆWIERKA: @chmielsoft


Kategoria: Sporty zimowe
Komentarze (0)