Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Sporty zimowe No to poskakali. Narodowy nie dla narciarzy

No to poskakali. Narodowy nie dla narciarzy

Sporty zimowe | 03 kwietnia 2014 13:49 | Michał Chmielewski
W Chicago już tak skakali
fot. unknown
W Chicago już tak skakali

 - Jest założenie, aby od 2014 roku co sezon walka o Kryształową Kulę rozpoczynała się w stolicy. Wszystko zależy jednak od tego, jak uda się przeprowadzić pierwsze zawody. Jeśli dobrze to wypadnie, publiczność dopisze i organizator zarobi, to wtedy co roku najlepsi skoczkowie świata będą przyjeżdżać do Warszawy – powiedział Apoloniusz Tajner na łamach Przeglądu Sportowego jeszcze 15 miesięcy temu. Przekonywał matematyką. - Polski Związek Narciarski nie przekaże na to pieniędzy. Nie będę one pochodziły ze środków publicznych, lecz od sponsorów. (…) Jeśli wejściówki będą kosztować 100 złotych, a oba konkursy obejrzy po 35 tysięcy widzów, to wtedy dochód z biletów wyniesie 7 milionów złotych – porachował prezes. Na kilka dni przed ostatecznym terminem składania aplikacji organizacyjnych ten sam człowiek stwierdził: - Ta impreza wiązałaby się ze zbyt dużym ryzykiem dla PZN, który podpisywałby umowę na jej organizację. To przedsięwzięcie, które przejawiało zbyt dużo zagrożeń. Dlatego na razie ten pomysł został zarzucony – cytował byłego trenera skoków Tomasz Kalemba.

 

Gdzie jest logika? Zastanawiają się pewnie zarówno zwolennicy, jak i oponenci nowatorskiego projektu. To znaczy nie – nie nowatorskiego – przecież podobne zawody organizowano już w latach ’30. I to w Stanach! Później budowali tak Kanadyjczycy, Japończycy… chcieli i Polacy. Miało być inaczej, niż zwykle. Wielkie show, wielkie emocje, wielcy sportowcy. A tu największy (na tę chwilę) nagle mówi „NIE!”. Czy ja to skądś znam? Przy okazji biegów narciarskich też mieliśmy robić Cuda nad Wisłą. Tylko w Karkonoszach. Śladem włoskiego uphillu pod Alpe Cermis Jacek Jaśkowiak przeforsować pragnął podbieg na Szrenicę. A później jeszcze zjazd. Zgadzam się, że to nie jest tradycyjny sport, że to pod publiczkę, pod pieniądze, kibica, ale… tak to już jest – wypada się od czasu do czasu dostosować. I na tym zarobić, wypromować miasto, kraj, dyscyplinę. Niestety Kowalczyk – jak zwykle zresztą – zaprezentowała piękny pokaz egocentryzmu. Zajęła stanowisko „albo Szrenica, albo ja”. I NIESTETY dla polskiego sportu, organizatorzy ulegli.

 

Tym razem głos podniósł Kamil Stoch. Zamiast Narodowego chce mieć mamuta, a zamiast dochodowego wydarzenia, przynoszący straty moloch. Argument był ważny – skoki na tak małym obiekcie to mordęga. Dobrze, dobrze – HS90 (bo taki rozmiar miała mieć warszawska konstrukcja) to raptem cztery metry mniej, niż zakopiańska Średnia Krokiew. Na igrzyskach i mistrzostwach świata o tytuł walczy się na niewiele większych. To też jest mordęga?

 

Wierzę, że to nie lobby mistrza z Soczi spowodowało zmianę decyzji PZN. Wierzę, że Tajner pochyli się jeszcze nad tym pomysłem. Owszem, łatwiej by było bez dachu, ale jeśli tworzyć, to arcydzieła. Tak przynajmniej mówią. Konkurs skoków byłby takim arcydziełem. Wiśnią na biało-czerwonym torcie, który i skoczkowie, i fani pieką już od prawie 15 lat. My, potęga sportowa i kibicowska mamy u siebie raptem trzy konkursy w sezonie. Niemcy w sezonie 2006/2007 gościli ich 9. A skoczków – i to głównie w drużynie – mają niewiele lepszych. Nie byłem i nie jestem wielkim entuzjastą tego wydarzenia patrząc przez pryzmat jakości sportowej. Ale widowisko byłoby świetne. Byłoby.

 

źródło: chmielewski.blog.pl
AUTOR ĆWIERKA: @chmielsoft

Kategoria: Sporty zimowe
Komentarze (0)