Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Sporty zimowe Planico, zrób te mistrzostwa!

Planico, zrób te mistrzostwa!

Sporty zimowe | 08 maja 2014 10:47 | Michał Chmielewski
Słoweńcy kochają narciarstwo klasyczne
fot. Flickr
Słoweńcy kochają narciarstwo klasyczne

W walce o organizację w 2019 roku Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym udział biorą aż cztery miasta. I choć walka jest zacięta, triumfuje tylko jedno. Planica.

 

Zanim przejdę do wypisania wszystkich atutów słoweńskiej kandydatury, w prosty sposób wyeliminować powinienem pozostałe trzy aplikacje. Ale tego nie zrobię. Już dawno batalia o prawo organizacji mistrzostw globu nie sprawiała wrażenia tak wyrównanej i niezapowiadającej z góry czyjegoś triumfu.

 

Obserwuj autora na Twitterze: @chmielsoft

 

W turnieju łaszenia się do działaczy FIS udział biorą cztery lokalizacje: Oklepany, sprawdzony i zawsze przygotowany niemiecki Oberstdorf, egzotyczne, nowoczesne i ponoć bardzo prosportowe kazachskie Ałmaty, urocze, lecz niemające pod ręką dużej skoczni tyrolskie Seefeld i ulubiona dla większości skoczków legendarna Planica. Wszyscy mają podobnych rozmiarów minusy, wszyscy też (jak wynika ze zdroworozsądkowych dywagacji) tak samo wiele zalet mogących skutecznie przyciągnąć głosy decydentów. W trzech miejscach czempionat nie gościł nigdy, albo było to ponad 30 lat temu. Oberstdorf gościł najlepszych już trzykrotnie, w tym ostatnio w sezonie 2004/05. Czyli całkiem niedawno.

 

To jednak dla Międzynarodowej Federacji problemem nie jest. Doskonale pamiętamy kontrowersje, jakie wywołali zwycięzcy trzech ostatnich plebiscytów na organizatora. Val di Fiemme przyjęło światową czołówkę najpierw w 1991 roku, by następnie zrobić to po odpowiednio dwunastu i dziesięciu latach. Kąśliwi proponowali nawet, by śladem snookera wszystkie tytuły mistrzowskie rozdawać już w tym samym miejscu. Sportowcy mieliby wtedy szansę przyzwyczaić się do obiektów. Fenomenem w tej kwestii jest jednak Lahti, do którego narciarze w 2017 roku po medale przyjadą „dopiero” po raz siódmy. Dla FIS nie ma to żadnego znaczenia. Malowniczo położony niemiecki kurort, choć MŚ gościł „tylko” dwukrotnie, i tak większości wychodzi już bokiem. Nie dość, że regularnie rozpoczyna się tam Turniej Czterech Skoczni, a pobliski mamut w 2020 najpewniej znów ugości czempionat w lotach, to szefostwo biegów z chęcią sprowadza tam etapy Tour de Ski. Mistrzostwa dla Oberstdorfu nie byłyby więc niczym nowym. Mają to co zimę.

 

Drugim mogącym pochwalić się mistrzowską przeszłością kandydatem jest austriackie Seefeld. Mistrzostwa z 1985 roku przeszły do historii nie tyle ze względu na wyniki, co na osobliwą technikę biegania na nartach. Zapamiętano je jako jedyne, w których w ogóle nie użyto stylu klasycznego. Chwilę później wprowadzono podział: albo klasyk, albo łyżwa. Ciekawą statystyką jest z resztą, że innsbrucka Bergisel jest drugim po Schattenbergschanze zgłoszonym w tej edycji obiektem znanym z TCS. Małe Seefeld, właśnie ze względu na oddalenie od reszty obiektów dużej skoczni narciarskiej, ma chyba najmniejsze szanse na przyznanie organizacji prestiżowego wydarzenia. Dużo więcej mówi się o egzotycznym, jak by się wydawało, Kazachstanie. Była stolica tego kraju dysponuje skończonym kompleksem skoczni, a także znakomitymi, zróżnicowanymi trasami biegowymi. W Ałmatach regularnie organizuje się ważne wydarzenia zimowe, w tym – w 2017 roku – Uniwersjadę. Zaletą tego miejsca jest tak pożądana przez FIS ekspansja nart na wschód od Europy. Wada natomiast... tkwi paradoksalnie w tej samej cesze. Odległości. Od 1925 roku tylko trzykrotnie federacja podejmowała się podobnych pozaeuropejskich wypraw. Ostatnia z nich również skończyła się w Azji. Mimo świetnych „papierów” niewiele zanosi się więc na to, by Kazachstan dołączył do tego grona już w 2019.

WIDEO: PLANICA POTRAFI SIĘ ŚWIETNIE BAWIĆ!

 

Zwycięzca musi być tylko jeden. Nie trzeba mieć wielkiego umysłu, by wyobrazić sobie piękne, rozświetlające szczyty Alp Julijskich słońce. Uśmiechnięte twarze tysięcy fanów z całej Europy. Mnóstwo entuzjazmu, energii, hektolitry piwa, tony kiełbasek i setki flag, bębenków, kołatek czy trąbek. Wielkie święto u stóp wielkiej skoczni. Planica. To idealne miejsce na organizację kolejnych narciarskich mistrzostw globu. I chociaż działająca jak magnes Letalnica nie będzie wówczas używana, to ostatni finał sezonu na mniejszych obiektach pokazał, że Słoweńcy do nart klasycznych stosunek mają szczególny. Lokalizacja też w porządku. Dojazd na północno-zachodni (uwaga, żart narciarski) Kranjec Słowenii dla żadnego kibica nie powinien stanowić kłopotu. Wokół doliny należycie rozbudowana jest baza noclegowa, a ludzie koordynujący coroczne konkursy lotów legitymują się potężnym bagażem doświadczeń. Od kilku lat okolica stanowi plac budowy. Postawiono nowiuteńkie skocznie, trwa modernizacja mamuta, a całość uzupełnić ma profesjonalny ośrodek biegowo-biathlonowy. Ze wszystkim zdążą na 2018, bo przecież właśnie wtedy trzeba przeprowadzić oficjalną próbę.

 

Nie umniejszając wcale pozostałym kandydaturom napisać trzeba szczerze, że nie umywają się one do tego, co oferują FIS Słoweńcy. Być może nie wpompują w organizację miliardów euro, a pod obiekty nie dojedzie czteropasmowa autostrada. Ale w Planicy, jak nigdzie indziej czuć szczerą i wielką miłość do nart. Słowiańskie zabawy rozniosą dolinę tak, jak robią to zazwyczaj u progu kolejnych wiosen. Z tą różnicą, że taka impreza trwać będzie nie jeden weekend, a długi, fenomenalny tydzień. Może Oberstdorf ma pracowitość, Ałmaty egzotykę a Seefeld wielką wiarę. Ale Planica ma coś, czego nie ma nikt inny. Duszę.

źródło tekstu: chmielewski.blog.pl






Kategoria: Sporty zimowe
Komentarze (0)