Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Sporty zimowe Puchar Świata w Zakopanem tuż tuż. Stoch się przełamie?

Puchar Świata w Zakopanem tuż tuż. Stoch się przełamie?

Sporty zimowe | 20 stycznia 2016 09:51 | Krzysztof Mokrzycki
Stoch powalczy w piątkowych kwalifikacjach
fot. wikipedia.org,
Stoch powalczy w piątkowych kwalifikacjach

Już w najbliższy weekend na Wielkiej Krokwi w Zakopanem odbędą się kolejny raz zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich. Wedle słów przedstawicieli Polskiego Związku Narciarskiego, zawody nie są zagrożone. Kibiców martwi jednak coś innego – kiepska postawa polskich skoczków, a zwłaszcza lidera ekipy – Kamila Stocha.

 

Trener Łukasz Kruczek odkrył karty i podał listę skoczków, którzy wezmą udział w piątkowych kwalifikacjach do konkursu indywidualnego. Wykorzystał przy tym całą „pulę krajową”, czyli aż 12 miejsc przysługujących gospodarzom zawodów. Wybrańcami okazali się: Kamil Stoch, Stefan Hula, Klemens Murańka, Dawid Kubacki, Jan Ziobro, Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Jakub Wolny, Bartłomiej Kłusek, Krzysztof Miętus, Maciej Kot i Krzysztof Biegun.

 

Oczy wszystkich Polaków będą zwrócone oczywiście na mistrza olimpijskiego z Soczi. Stoch w tym sezonie skacze źle, i nawet zdarza mu się nie kwalifikować do głównych zawodów. Na mistrzostwach świata w lotach nie zdołał wejść do konkursowej „40”, mimo, że wystarczyło wyprzedzić raptem pięciu skoczków… Nie da się ukryć, że coś jest nie tak. Co gorsza, nie bardzo sztab polskiej reprezentacji potrafi powiedzieć, co konkretnie. No bo przecież niemożliwym jest, żeby Stoch nagle zapomniał, jak się skacze, bo tego się nie zapomina. Nie można też powiedzieć, żeby naszego lidera zgubiły pieniądze czy sława, bo przykładowo w porównaniu do Piotra Żyły Kamil nie jest tak medialny i nie ma takiego parcia na szkło jak słynny „Wewiór”. Problem wydaje się leżeć gdzie indziej. Być może jest tak, że Polak jest po prostu kiepsko przygotowany do sezonu i w trakcie cyklu musi nadrabiać to, co stracił choćby latem. Nie jest to zarzut w stronę trenerów, ale przecież wykluczyć tego nie można. W zeszłym sezonie polski skoczek również mógł uznać, że ma za sobą stracony rok, bo przecież nie udało mu się załapać choćby na podium Pucharu Świata, a i indywidualnie szału nie zrobił. Być może ślad po sobie w psychice zostawiła kontuzja, której się wówczas nabawił i przez którą stracił sporą część sezonu. Tak czy inaczej problem może leżeć w głowie naszego mistrza, a niekoniecznie w nogach czy technice. Jasne, nie da się ukryć, że Polakowi zdarzają się błędy techniczne, zwłaszcza ostatnimi czasy ma tendencję do spóźniania odbicia, ale to akurat można wyeliminować. Także tym Kruczek i spółka zasłaniają się przed pytaniami o przyczyny słabej formy „Rakiety z Zębu”. Miało być lepiej na Turniej Czterech Skoczni, ale nie wyszło. Forma zatem miała przyjść na mistrzostwa w lotach w Kulm. Także się nie udało. Co za tym idzie, polscy kibice zaczęli domagać się głów, a najbardziej za słabe występy dostaje się trenerowi Kruczkowi oraz Piotrowi Żyle, ale on to akurat temat na inną bajkę. Samemu Stochowi, paradoksalnie, wydawał się pomóc fatalny przecież skok w kwalifikacjach na mamucie w Kulm. 100 metrów mniej od zwycięzcy kwalifikacji musiało zaboleć. I bolało. Polak chodził podłamany, lecz z psychologicznego punktu widzenia, może to naszemu rodakowi pomóc. Przecież Turniej Czterech Skoczni oraz Mistrzostwa Świata w lotach to były dwie docelowe imprezy w tym sezonie. Turniej Nordycki nie jest traktowany jakoś wybitnie prestiżowo, zaś do końca Pucharu Świata jeszcze sporo czasu i choć przewaga Preva nad resztą stawki jest pokaźna, to miejsce przynajmniej w top 10 jest, w przypadku Stocha, jak najbardziej realne.

 

- Zdarzyło się coś, czego w ogóle się nie spodziewałem. Liczę jednak, że to pokazało mi moją słabość, złe nastawienie do tego co robię. To wszystko mną tąpnęło. Przeżyłem burzę emocjonalną. Dopiero później zdałem sobie sprawę, że może właśnie potrzebowałem takiego oczyszczenia, katharsis, po którym człowiek czuje się lżej – mówił Stoch w Kulm.

 

Kibice sugerowali zaś, żeby Kamil wrócił po nieudanych kwalifikacjach do domu i potrenował na mniejszych obiektach, aby na zawody w Zakopanem był w pełni dyspozycji. Ten jednak, wraz ze sztabem reprezentacji, został do końca mistrzostw i dosyć niespodziewanie znalazł się w składzie na konkurs drużynowy, kosztem Piotra Żyły. I stało się coś, czego chyba mało kto się spodziewał. Stoch oddał solidne, choć nie rewelacyjne, dwie próby, obie na odległość ponad punkt konstrukcyjny (200 metrów). I, jak się potem okazało, były to najlepsze wyniki w polskiej kadrze, bowiem pozostali skoczyli dużo słabiej. Gdyby tego dnia odbywały się zawody indywidualne, Polak zająłby miejsce w pierwszej dziesiątce. Czyli generalnie nie byłoby źle, biorąc pod uwagę wcześniejsze wyczyny naszego zawodnika.


Tak czy inaczej udany występ w drużynówce wlał nieco optymizmu w serca polskich kibiców, bo przecież teraz kolejną stacją pociągu o nazwie Puchar Świata jest Zakopane! Zakopane, które już przecież nie raz i nie dwa było świadkiem niesamowitych zwrotów akcji. Przecież swego czasu będący w kryzysie sam Adam Małysz przyjeżdżał do zimowej stolicy Polski i osiągał znakomite rezultaty. Atmosfera na tych zawodach jest absolutnie wyjątkowa i niespotykana na innych obiektach, dzięki czemu bez skoków na Wielkiej Krokwi trudno sobie wyobrazić, nawet zagranicznym skoczkom, cykl pucharowych zmagań. Zakopane stało się wręcz miejscem narciarskiego kultu w naszym kraju, a od czasów incydentów ze Svenem Hannavaldem, nic plamiącego te zawody się nie zdarzyło.


Stoch przy okazji wraca do miejsca, w którym tak naprawdę wszystko się zaczęło. Wszyscy przecież pamiętają dwunastoletniego chłopca, który marzył o zdobyciu tytułu mistrzowskiego. Który, mimo młodego wówczas wieku, nie bał się żywiołu. Z perspektywami i bez kompleksów. Teraz ten sam człowiek wraca niemal do domu i liczy na przełamanie. No bo gdzie, jak nie w Zakopanem? A wydaje się, że Stochowi potrzebny jest impuls. Jeden bardzo udany konkurs, który skończy na podium. I wtedy powinien złapać trochę wiatru w żagle (by nie powiedzieć, że pod narty) i zacząć znowu skakać. Bo przecież nadal potrafi to robić. Tego się z dnia na dzień nie da zapomnieć, a przecież Kamil potrzebuje choćby małego sukcesu, jak liść wody.

 

Wszyscy wiemy, co stało się swojego czasu ze Svenem Hannavaldem czy też ostatnio dzieje się z Gregorem Schlierenzauerem. Na pewno nie ma w Polsce kibica, który życzyłby Stochowi powtórzenia tych nieprzyjemnych historii, choć uczciwie trzeba przyznać, że „Schlieri” może się jeszcze pozbierać. Jest przecież wciąż bardzo młody. A skoki potrzebują mocnego Stocha tak samo, jak Kamil potrzebuje się wreszcie przełamać. Gdzie, jak nie w Zakopanem?

Kategoria: Sporty zimowe
Komentarze (0)

Sporty zimowe

Najpopularniejsze

Najnowsze

Partnerzy SPORT4FANS.PL