Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Tenis Odwrócona karta Stana

Odwrócona karta Stana

Tenis | 26 stycznia 2014 21:12 | Hubert Błaszczyk
Stanislas Wawrinka
fot. Flickr
Stanislas Wawrinka

Stanislas Wawrinka wygrał Australian Open – to chyba najbardziej niespodziewana sportowa informacja niedzieli. Dlaczego niespodziewana? Bo Szwajcar, pomimo że od roku podniósł swój poziom gry za faworyta turnieju uważany nie był. Na drodze do tytułu miał też dwóch najwyżej rozstawionych tenisistów – Novaka Djokovica i Rafaela Nadala. Obu pokonał, zasłużenie sięgając po tytuł.


Wawrinka, to przykład zawodnika, którego cechuje niesamowita determinacja. By wejść na tenisowy olimp był nawet w stanie zostawić rodzinę. Tego oczywiście nie pochwalam, ale to pokazuje chęć zdobywania trofeów przez Stana. Chęć, która przez większą część kariery brała górę nad rozsądkiem. Szwajcar w światowej czołówce znajduje się od 6 lat, ale dopiero poprzedni sezon był w stanie zakończyć w czołowej dziesiątce.


2013 rok pokazał, że Wawrinka dojrzał nie tylko tenisowo, ale też mentalnie, pomogły mu w tym na pewno słabsze wyniki jego wielkiego rodaka – Rogera Federera, w którego cieniu cały czas znajdował się dzisiejszy bohater. Największą rolę w metamorfozie 29-latka odegrał jednak Magnus Norman. Współpraca z finalistą Rolanda Garrosa z 2000 roku, spowodowała, że Stan zaczął dobierać się do skóry najlepszym.


Koszmarami Wawrinki były jednak dwa nazwiska – Novak Djokovic i Rafael Nadal. Z tym pierwszym toczył fantastyczne pojedynki w półfinałach Australian Open i US Open przed rokiem. W Australii skapitulował w piątym secie 12:10, na Flushing Madows też grał z Serbem pięć setów i ponownie schodził z kortu pokonany. Z kolei Nadala nie potrafił nawet zmusić do większego wysiłku. Hiszpan miażdżył kilkakrotnie Szwajcara. Najbardziej dotkliwie w Paryżu podczas Roland Garros i w Madrycie.


W tegorocznym Australian Open z Djokovicem, Stanowi przyszło zmierzyć się już w ćwierćfinale. Znów Rod Laver Arena, znów pięciosetówka, ale finał spotkania, jakże różny od tego sprzed roku. Tym razem, to Serb nie wytrzymał presji, popełnił dwa proste błędy w końcówce pojedynku i odjechał z Melbourne niepyszny.


Półfinał z Tomasem Berdychem, tak gorącą batalią już nie był. Wawrinka musiał w tym meczu mocno napocić się, bo Czech dobrze serwował i doprowadził aż trzykrotnie do rozgrywki tie-breakowej. W nich więcej spokoju psychicznego zachowywał Szwajcar, który dwa z trzech tie-breaków rozstrzygnął na swoją korzyść. Zwycięstwo nad Berdychem oznaczało jedno – finał z Rafaelem Nadalem, z którym wcześniej na 12 pojedynków przegrał 12-krotnie.


Niedzielny finał tenisista z Lozanny rozpoczął jednak najlepiej jak tylko potrafił. Grał swój najlepszy tenis, pokonując Nadala w pierwszym secie 6:3. Dalsze losy tego pojedynku, to dobry scenariusz na jakiś thriller. Hiszpan od połowy drugiej partii grał już tylko siłą woli. Liderowi światowego rankingu dokuczał ból pleców. Efekt? Serwisy po 125 km/h i niezwykle utrudnione poruszanie. Wawrinka wykorzystał niedyspozycję Nadala, ale sam w finałowym pojedynku miał wiele wzlotów i upadków. Rywal nie oddał mu tego meczu za darmo. W czwartym secie w kluczowych momentach Stan musiał wygrywać punkty sam, bo nawet okaleczony Nadal, to jeszcze nie zwyciężony Nadal.


W poniedziałek Wawrinka wskoczy na trzecie miejsce w rankingu ATP. Czy rzeczywiście ta lokata odpowiada jego pozycji w światowej hierarchii? Śmiem wątpić, ale Szwajcar ma jeszcze cały sezon, żeby wyprowadzić mnie z błędu. Na razie szacunek dla niego za wygranie Australian Open w wielkim stylu.


HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Tenis
Komentarze (0)