Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Tenis Sharapova królową Paryża

Sharapova królową Paryża

Tenis | 07 czerwca 2014 20:47 | Hubert Błaszczyk
Maria Sharapova
fot. Flickr
Maria Sharapova

Maria Sharapova wygrywa Roland Garros. Zupełnie zasłużenie. Rosjanka w finale rozegrała fantastyczny pojedynek z Simoną Halep. Zwrotów akcji było co nie miara. O zwycięstwie zadecydowało doświadczenie i odporność psychiczna Sharapovej.


Faworytka nie zawiodła. Choć w tym turnieju miała kilka ciężkich momentów. Na przykład w spotkaniu ćwierćfinałowym z Garbine Muguruzą Blanco. Sharapova przegrywała też z Eugenie Bouchard. Wreszcie w finale, w trzecim secie, kiedy Halep wyrównała na po 4, wydawało się, że fortuna przetoczy się na stronę Rumunki.


Tak się jednak nie stało. Głównie za sprawą niesamowitej odporności psychicznej Sharapovej. Rosjanka w tym spotkaniu nie wytrzymała nerwowo zaledwie kilkakrotnie. Raz przy piłce setowej dla Halep w drugim secie, kiedy pospieszyła się z bekhendem po linii. Masza przegrała też ważny punkt podwójnym błędem serwisowym w ósmym gemie serwisowym trzeciego seta.


Więcej szans nie wykorzystywała Halep. Powodów, dla których Rumunka przegrała ten mecz było kilka. Głównym świetna dyspozycja Rosjanki. Tak biegającej Sharapovej nie widziałem dawno. W obronie zwyciężczyni Rolanda Garrosa dokonywała momentami rzeczy niemożliwych. A przecież Maria nie mierzy 170 cm i nie porusza się po korcie niczym pchła. Halep grała też momentami zbyt zachowawczo. Wiele piłek rozgrywała przez środek kortu. Gdy już atakowała, brakowało jej agresji. Ale to wszystko przyjdzie z doświadczeniem. Dla Simony był to bowiem pierwszy wielkoszlemowy finał.


Widowisko, które zobaczyliśmy w finale powinno (przynajmniej na jakiś czas) uciąć dyskusję o równych zarobkach tenisistów i tenisistek w wielkoszlemowych turniejach. Halep i Sharapova stoczyły bowiem świetny pojedynek. Godny finału tej imprezy. Ponadto turniej kobiecy był w tym roku zdecydowanie ciekawszy niż męski. Nie brakowało niespodzianek, fantastycznych pojedynków, a przede wszystkim dramaturgii.


U mężczyzn nuda. Co byłoby, gdyby nie Ernests Gulbis? Może przynajmniej Djokovic z Nadalem wynagrodzą półfinałowe męczarnie fanom męskiego tenisa. Choć na to bym nie liczył. Agresji obaj mogliby bowiem uczyć się zarówno od Halep, jak i Sharapovej.


HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Tenis
Komentarze (0)