Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Tenis Kubot spełnia marzenia nad Tamizą
Łukasz Kubot
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Łukasz Kubot

Kubot spełnia marzenia nad Tamizą

Tenis | 14 listopada 2014 16:05 | Hubert Błaszczyk

Cierpliwość, pokora i praca – to słowa klucze w karierze Łukasza Kubota. Polak po przerwie spowodowanej kontuzją, prezentuje świetny tenis podczas kończącego sezon Turnieju Mistrzów w Londynie. W parze z Robertem Lindstedtem pewnie wygrał grupę A turnieju deblistów. Polsko-szwedzka para jest jedynym niepokonanym w londyńskiej imprezie deblem. W sobotę zagra z Marcelo Melo i Ivanem Dodigiem.

 

By zrozumieć sukces Kubota, trzeba na jego karierę spojrzeć z dalszej perspektywy. Lubinianin nigdy nie miał takiego talentu jak Jerzy Janowicz czy Agnieszka Radwańska. Wszystko, co udało się mu osiągnąć, wywalczył ciężką pracą. Za lepszymi warunkami do treningu wyjechał do czeskiej Pragi, choć w latach juniorskich zdarzało się, że na turnieje jeździł... PKS-em.

 

Kubot jest przykładem, że na sukcesy nigdy nie jest za późno. Do 25 roku życia największym osiągnięciem Łukasza była trzecia runda US Open. Wielkie wyniki przyszły po trzydziestce. Wśród nich najbardziej znaczące – ćwierćfinał Wimbledonu w singlu i zwycięstwo w tegorocznym Australian Open w grze podwójnej.

 

Pomimo wygranej na Antypodach ten sezon był dla Kubota trudny. Ćwierćfinał Wimbledonu spowodował, że Łukasz musiał bronić wielu punktów w Londynie. Nie udała się mu ta sztuka, dlatego spadł znacznie w rankingu. Kubot nigdy nie był zawodnikiem, który potrafił mozolnie zbierać punkty. Zawsze wyskakiwał 2-3 razy w roku z bardzo dobrym wynikiem. Często jednak odpadł w pierwszych rundach.

 

Drugą część sezonu Kubotowi popsuła kontuzja stopy. Z tego typu urazami należy postępować niezwykle ostrożnie. Najlepszymi przykładami są Nicolas Almagro i Janko Tipsarević, którzy musieli zawiesić kariery, bo nie potrafili wyleczyć stopy. Dlatego Kubot z powrotem na korty czekał do końca sezonu. Swój ostatni singlowy mecz rozegrał 23 czerwca na Wimbledonie. Spadł w rankingu na 170. pozycję. Wygrał rozsądek. Zdrowie było ważniejsze niż ranking.

 

Powrót był trudny, bo Lindstedtowi i Kubotowi udało się wygrać tylko trzy mecze w 5 turniejach. To wystarczyło na kwalifikację do Turnieju Mistrzów z ostatniej – 8. pozycji. Nic nie zwiastowało jednak, że Polak i Szwed będą w stanie odegrać w Londynie znaczącą rolę. I tu znów charakterystyczny wystrzał dla Kubota. Trzy mecze, trzy zwycięstwa. Wśród pokonanych bracia Bryanowie, Peya/Soares i Horia/Tecau – cała deblowa śmietanka. Oczywiście, nie można przypisywać całego splendoru Kubotowi, bo Robert Lindstedt też jest w wysokiej formie. Polak znów razi fantastycznymi returnami, a Szwed czeka przyczajony przy siatce, by dobić rywali.

 

Kubot nad Tamizą znów przeżywa piękne chwile. W Londynie wygrał 30 meczów, biorąc pod uwagę rozgrywki singlowe i deblowe. To właśnie w stolicy Wielkiej Brytanii odniósł swój największy singlowy sukces. Zwycięstwa z Melbourne pewnie już w tym sezonie nie pobije, ale może w pięknym stylu skończyć sezon, co na pewno dodałoby mu sił i motywacji do walki w kolejnym sezonie, w którym Kubota czekać będzie walka o każdy punkt.

 

HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Tenis
Komentarze (0)